czwartek, 31 maja 2018

"Septimus Heap. Duch Królowej." Angie Sage

Tytuł: Duch Królowej
Tytuł oryginału: Physik
Seria: Septimus Heap
Autor: Angie Sage
Data wydania: 18 czerwca 2008 roku
Liczba stron: 424
Kategoria: Literatura Dziecięca


Recenzja I tomu: "Zakazana magia"
Recenzja II tomu: "Smoczy lot"


Opis:

  Trzeci tom znakomitej serii dla młodzieży, porywającej opowieści o Septimusie Heapie autorstwa Angie Sage. Poprzednie tomy "Zakazana Magia" oraz "Smoczy lot" zyskały sobie całkiem sporo wielbicieli. Trudno powiedzieć, czy to sprawka sympatycznych bohaterów, wciągającej fabuły, czy może znakomitych ilustracji...
  W korytarzach i mrocznych zakamarkach Pałacu kryje się jeszcze wiele tajemnic i niespodzianek, a jak wiadomo, kłopoty wprost uwielbiają rodzinę Heapów. Gdy Silas zdejmuje pieczęć z wrót zapomnianej przez czas komnaty, odkrywa, że w ciemnym pokoju kryje się duch żyjącej ponad pięćset lat temu królowej. Śmierć nie uszlachetniła  Etheldreddy- kobieta jest wciąż paskudna, jak była za życia, co więcej nigdy nie przestała snuć mrocznych planów. Jej Wysokość marzy o życiu wiecznym, a do realizacji marzenia potrzebuje współpracy Jenny i rozlicznych talentów swego syna Marcellusa Pye, znanego alchemika... Musi też pozbyć się Septimusa, a to oznacza kolejną zapierającą dech w piersiach przygodę.


Moje wrażenia:

        W końcu doczekałam się momentu, kiedy w sadze o Septimusie coś się zmieni. I tak trzecia część czyli "Septimus Heap. Duch Królowej" jest tym tomem. Pojawiają się nowi bohaterowie, pojawia się nieco grozy. Zaczyna być ciekawie. Literatura dziecięca wchodzi na wyższy poziom, dla nieco starszych czytelników. Tak naprawdę, z wszystkich tomów ta część podobała mi się najbardziej.

   Zacznę może od języka- tak naprawdę tu niewiele się zmienił. Dalej jest prosty, przejrzysty i dobrze się czyta. Jednak jest jedno "ale" które jednak nie wpływa na ocenę. Z racji tego, że autorka część akcji umieściła w dawnych czasach, musiała użyć języka którego dziś się nie używa np. "zali, zawżdy."  Jest do dosyć zabawne, bo dziwnie czyta się wypowiedź jakiegoś bohatera, widząc coś takiego. Ale podobało mi się to, i jestem jak najbardziej za.

Jeśli chodzi o akcje- jest jej tu o wiele więcej niż w poprzednich tomach. Pojawiają się nowe postacie, niekoniecznie pozytywne, pojawia się nieco mroczności i grozy.  Jestem tu naprawdę zaskoczona, bo nie ma zupełnie porównania pomiędzy pierwszą częścią a tą. Mam odczucie że w końcu seria przestała być dedykowana dla bardzo młodych czytelników.  Lepiej się czyta, i jest lepsza.

      Pojawiają się nowy bohaterowie- dwa zwierzaki, duch i dziewczyna która jest Duchowidząca. Żeby równowaga nie była zachwiana jest dwójka pozytywnych bohaterów- Snorri i Ulff oraz dwójka negatywnych Duch Etheldreddy i Aj- Aj.  Zacznę może od negatywnych postaci, żeby nie było im przykro. Duch Królowej Esmeraldy wzbudził mój szacunek. Pomimo tego że nie była to postać pozytywna, lecz bardzo negatywna to jednak jest moją ulubioną. Zaś jej pupilek Aj-Aj zawsze mnie rozśmieszał pomimo tego że roznosił Zarazę. Jest duża szansa że autorka inaczej go sobie wyobraziła, ale dla mnie zawsze zostanie połączeniem Chihuahua z Grzywaczem Chińskim i Szczura. No niestety, albo stety te postacie towarzyszą nam tylko przez jeden tom. Ale w sumie z drugiej strony jakby były do końca to byłoby już nudno.
       Jeśli chodzi postacie pozytywne to są naprawdę udane. Snorri to dziewczyna która widzi Duchy pomimo tego że jej się nie ukazują, a  Ulff to rudy kot za dnia, zaś w nocy jest czarną panterą. Są naprawdę dobrze wykreowani, nie są nijacy. I od razu można ich polubić. Także nowe postacie są do zaakceptowania.
     Pojawia się też nowy bohater- Marcellus. Jednak jest to osoba nijaka, która niby jest ale jakby jej nie było to nikt by nie zauważył. Pomimo tego że też odgrywa część roli w książce. I pojawia się w kolejnych tomach.
     Zaś Ci bohaterowie którzy już byli, nic się nie zmienili. Jedynie co to Silas zaczyna mnie drażnić, przez swoją wielką głupotę. I no cóż, jego niestety nie lubię. Już od pierwszej części mnie drażnił, a tej to już totalnie.

Podsumowując- książkę czyta się bardzo dobrze, szybko, można przy niej spokojnie sobie odpocząć. I dalej podtrzymuje iż jest to bardzo dobry pomysł dla dziecka, by zachęcić go do czytania.  Oczywiście nie jest idealnie, ale i tak jestem bardzo zaskoczona.


Ocena: 10/10

piątek, 11 maja 2018

Poznań 09.03.2018-12.03.2018

    Każdy kto mnie zna, wie że uwielbiam podróżować. Nie raz, nie dwa na hasło "Jedziemy.", siedziałam pierwsza w samochodzie. Jednak z racji pracy, nie jest mi dane podróżować tak często jakbym chciała.
      W styczniu na 3 urodziny pisałam o najlepszej osobie jaką spotkałam, a dziś chciałabym wspomnieć o osobie którą znam trochę więcej niż 3 lata.  Osobę tą poznałam przez uwaga.... listy. Potem przerzuciłyśmy się na fb, by w końcu się spotkać. Pierwsze Aga przyjechała do mnie na weekend w sierpniu. A ja pojechałam do niej w marcu- i skoro mnie nie zamordowała to jest dobry znak.
     Jest naprawdę genialną i cudowną osobą. Cieszę się że miałam możliwość poznać kogoś takiego. Takiej przyjaciółki nie znajduje się wszędzie- jest jedyna w swoim rodzaju.   Aga wiem że będziesz to czytać i chcę Ci powiedzieć tylko jedno: "Dziękuje za to że jesteś."

    Pogoda na weekend udała się. W niedzielę było tak ciepło, że żałowałam iż nie mam ze sobą zwykłej kurtki tylko zimową. Ale co się dziwić- raz było ciepło a raz było zimno jak nie wiem. Jednak i tak cieszę się, bo nie padało. I to jest najważniejsze.
  Udało się nam zwiedzić zoo, Palmiarnię oraz Rynek czy Stary Browar. Zostało nam jeszcze parę rzeczy do zwiedzenia, ale chciałam na spokojnie wszystko obejrzeć. W niedzielę dodatkowo spotkałyśmy się z Kasią  z bloga "To-moimzdaniem"
 















Mam nadzieję że do Poznania jeszcze wrócę. Jest to naprawdę fajne miasto, choć przyznam że zupełnie inne niż Kraków czy Warszawa. Mam wrażenie że jest spokojniej i że zabytki są bardziej rozłożone po mieście. Ale to właśnie idzie na plus. Nie wiem czy uda mi się tam jechać jeszcze w tym roku, ale w przyszłym na pewno się tam pojawię. 

wtorek, 17 kwietnia 2018

Bookcrossing czyli nowe książki





      Każdy z nas, ma za sobą książki, które nie przypadły nam do gustu.  Sama miałam w swojej biblioteczce książki, do których wiedziałam że nie ma szans żeby wrócić. I tak leżały w pudle w kącie pokoju, skazane na wieczne nie ruszanie. W końcu postanowiłam je sprzedać. Przeszkadzały mi w tym kącie, i sam fakt że leżą na darmo doprowadzał mnie do szału.
     Zrobiłam więc zdjęcia, wystawiłam i czekałam aż litościwie ktoś je kupi. Lecz zanim ktokolwiek się zdecydował, nadeszło wydarzenie zwane "Bookcrossing" w Galerii Bronowickiej.

Nie każdy pewno wie co to jest "Bookcrossing". Wikipedia podpowiada nam że:

"Bookcrossing- idea nieodpłatnego przekazywania książek poprzez pozostawienie ich w miejscach publicznych, jak również w miejscach celowo utworzonych  tzw. półkach bookcrossingowych (stoliki, regały, gabloty) , po to, by znalazca mógł je przeczytać i przekazać dalej.
   Bookcrossing to niekonwencjonalna forma popularyzowania książki i czytelnictwa, ruchoma, wirtualna biblioteka- bez własnej siedziby, regałów, kart bibliotecznych.
    Idea krążącej książki, narodziła się w Stanach Zjednoczonych w 2001 roku, jej inicjatorem był programista komputerowy, Ron Hornbaker."

     Pierwszy raz o "Bookcrossingu" usłyszałam dwa lata temu na Targach Książki w Krakowie. Po przyjeździe do domu, przeczytałam o co chodzi i stwierdziłam że fajny pomysł. Jednak jak zobaczyłam ile trzeba czekać, stwierdziłam że wolę jednak sprzedać te książki. Po czym jak wystawiłam, Galeria Bronowicka stwierdziła że jednak zrobi bookcrossing. I całe szczęście.
     Akcja trwała dwa dni- 6 i 7 kwietnia. Jadąc tam nie wiedziałam czego się spodziewać.  W pierwszy dzień wymieniłam tylko 7 książek. Stwierdziłam że lepiej nie ryzykować, bo gdybym nie znalazła czegoś co mnie interesuje, to straciłabym tylko książki.
I jestem też zaskoczona, ilością osób. Spodziewałam się że będzie ich mniej, a tu było całkiem sporo. W sumie wymieniłam 17 książek, i jestem zadowolona, bo znalazłam to co chciałam przeczytać, ewentualnie mieć w swojej biblioteczce.




Co udało mi się znaleźć? 


1. "Pachnidło" Patrick Suskind
2. "Podróże Guliwiera" Jonathan Swift




3. "Gildia Magów"
4. "Tajemnice starego witrażu. Księga życzeń."
5. "Pasja"
6. "Wołanie z Połonin."
7. "Znaki"


8. "Jutro."
9. "Klika z San Francisco. Tom 1."
10. "Klika z San Francisco. Tom 2."
11. "Elena. Wygrać z losem."



12. "Młot na Czarownice."
13. "Zdrada"
14. "Zapiski stanu poważnego."
15. "Bosa Księżniczka."
16. "Potomek Tudorów."
17. "Ostatni Templariusz." 


Tak, jak pisałam wcześniej. Jestem zadowolona z wymiany książkowej, choć nie mogę wybaczyć facetowi że porwał mi sprzed nosa "Pamiętniki Wampirów." No ale cóż, uroki bookcrossingu. Jak to się mówi "Kto pierwszy ten lepszy." Następna edycja ma być podobno na jesień, ale nie jest nic pewne. Tak przynajmniej słyszałam od Pani, która przy tym robiła. Wiem że na pewno się pojawię, tylko tym razem posiedzę dłużej. Może akurat się trafi coś co baaardzo chcę. 



poniedziałek, 19 marca 2018

"Baśniobór. Gwiazda wieczorna wschodzi." Brandon Mull

Tytuł: Baśniobór. Gwiazda wieczorna wschodzi.
Tytuł oryginału: Fablehaven. Rise od the Evening Star.
Cykl: Baśniobór (tom 2)
Autor: Brandom Mull.
Data wydania: 30 listopada 2011
Liczba stron: 416
Kategoria: Literatura dziecięca

Pierwszy tom: recenzja

Opis:

W poprzednim tomie przygód Kendrze i Sethowi udało się uratować Baśniobór przed Stowarzyszeniem Gwiazdy Wieczornej, które zamierzało zniszczyć zaczarowany rezerwat i przejąć władzę nad światem. Jednak Stowarzyszenie nie daje za wygraną. W Baśnioborze ukryto jeden z potężnych artefaktów pozwalających uwolnić najpotężniejsze demony z zaklętego więzienia. Dzieci, ich dziadkowie oraz trójka specjalistów od magii muszą temu zapobiec za wszelką cenę. Przed rokiem wróżki podzieliły się z Kendrą magiczną mocą- dlatego ona także staje się celem sił zła. Czy w porę nauczy się wykorzystywać niezwykły dar? I czy jej brat uwolni się od klątwy demona, który chce go pożreć? Stawką są losy całego świata.


Moje wrażenia:

    Kolejny tom przygód Kendry i Setha. Kolejna magiczna książka, w której aż roi się od wszelakich stworzeń, których nie spotykamy na co dzień. Pojawiają się nowi bohaterowie, którzy nie zawsze są dobrzy, choć sprawiają takie wrażenie.
Zaczyna się niepozornie- od pojawienia się kobolda w klasie Kendry. I tylko Ona widzi Jego prawdziwą naturę, dzięki darowi wróżek. Dalej akcja już się sama toczy. Seth wpada w kłopoty, tym razem zupełnie przez przypadek. Zostaje uwolniony demon, które nie ustanie póki nie pożre tego który go uwolnił.
Widać nawet zmianę w zachowaniu Setha- mam wrażenie że trochę wydoroślał, i jest aż tak niesforny jak w poprzedniej części. Oczywiście nadal ma głupie pomysły, jednak jest ich tak jakby mniej. Kendra jest bardziej odpowiedzialna, i pomimo tego że ma nowy dar, potrafi się nim nie chwalić dookoła.
   Dzieci przyjeżdżają do dziadków, gdzie poznają nowych ludzi. Ich misją jest znalezienie jednego z artefaktów ukrytych w Baśnioborze. Jednak po drodze sprawy się komplikują, gdyż okazuje się że w Baśnoborze jest zdrajca. I każdy stara się odkryć kto to może być. Sam koniec jest zaskakujący, choć przyznam że w pewnym sensie domyślałam się zakończenia.
    W tym tomie jest jeszcze więcej magii i przygód. Język jest przystępny, łatwy do zrozumienia. Książka od samego początku jest pełna akcji i przyznam że jest jeszcze lepsza od poprzedniczki.
Tak więc, pomimo tego że jest to literatura dla dzieci, polecam ją przeczytać. Bo czasami warto poczytać coś luźniejszego.
   A Pan Brandon ma rękę i dar do pisania. Potrafi zainteresować czytelnika tak bardzo, że ten nie może się oderwać od książki

Ocena: 9/10

środa, 7 lutego 2018

"Elita." Kiera Cass

Tytuł: Elita
Tytuł oryginału: The Elite
Autor: Kiera Cass
Data wydania: 21 maja 2014
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura młodzieżowa

Opis:

Drugi tom "Rywalek". Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książe Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu.

Recenzja pierwszej części: "Rywalki"


Moje wrażenia: 

    Po przeczytaniu pierwszej części, długo zastanawiałam się czy zabrać się za kolejne tomy. Pomimo tego że książka podobała mi się, była dość zwykła. Ot, tak na jeden wieczór. Jednak te cudowne okładki przyciągają człowieka do siebie. Stwierdziłam że mi się nudzi, a nie chciałam czytać czegoś bardzo wymagającego, więc wybór padł na "Elitę".
    I przyznam szczerze, że jestem nią bardzo zaskoczona. Książkę czyta się bardzo dobrze. Język jest przystępny, łatwy dzięki czemu lekturę czyta się szybko. W sumie pochłonęłam ją w jeden wieczór.
   
   Do tego dzieje się tu więcej niż w poprzedniej części. W końcu pojawiają się rebelianci, i to dłużej niż dwa ataki i jedna strona. Dzięki temu, okazuje się że jednak istnieją i nie są jak Yeti (czasami się pojawią, niby jest jakiś ślad, ale nikt nigdy ich nie widział.) Jest to miłe zaskoczenie, bo dzięki temu coś się dzieje. I nie jest na zasadzie, że jeszcze dobrze się nie rozkręciło, a atak już się skończył. Mam nadzieję że  w kolejnych częściach będzie ich więcej. I że wyjaśni się parę spraw.  Dodatkowym plusem jest to, że pojawia się coś nowego, czyli historia Ileii.
 
   Jeśli chodzi o bohaterów, to przyznam że moje podejście i nastawienie do nich troszkę się zmieniło. Myślałam że zmienią się na lepsze, a tymczasem no niezupełnie tak było. 
Zacznę może od najważniejszej pary w Królestwie- czyli król i królowa. Jeśli chodzi o królową, to była taka nijaka. Niby się pojawiała, coś tam było, ale stanowczo za mało. Jest jak taka dobra wróżka, jest świadomość że gdzieś tam jest, czasami się pojawi, ale w większości jej nie ma. Do tego jest taka pokorna? Cicha? Chyba te określenia najbardziej do niej pasują oprócz tej nijakości.
Król- nie podoba mi się to że Kiera Cass zrobiła z niego takiego potwora. Osobę która tylko bije i się wścieka. Oczywiście nie popieram jego niektórych zachowań, ale nie dziwię się że wkurzył się gdy Ami wystrzeliła ze zniesieniem kast, czy broniąc Marlee.

      No właśnie jeśli chodzi o Ami. Jak w pierwszej części, rozumiałam jej zachowanie i myślałam że coś się zmieni, tak niestety nie było. Ciągle żyje przeszłością, nie potrafi zapomnieć o Aspenie, choć powinna dać sobie już spokój. Prawda jest taka, że powinna być już pewna a nie rozdarta. Zachowuje się jak taka typowa nastolateczka, która jedno myśli, drugie robi, trzecie chce, czwarte mówi. I jest z tym strasznie irytująca. Do tego nieodpowiedzialne zachowanie. Tu mamy prosty przykład z bronieniem Marlee. Dobrze, fajnie że chciała ją bronić, ale nie pomyślała o konsekwencjach. To samo z zlikwidowaniem kast- wymyśliła ten pomysł na poczekaniu, nie myśląc nad nim głębiej. Podejrzewam że gdyby inaczej to rozegrała,  aż tak wielkiego problemu by nie było.  Już nie wspomnę o tym że Maxon jej zaufał, powiedział o dziennikach, mówiąc żeby nic nikomu nie mówiła a ta leci do taty i opowiada. Bo tak, w końcu pojawiają się rodziny każdej z dziewczyn. Tylko na jakiś czas, ale zawsze coś.

I Maxon- w tej części wyszedł na taką dupę wołową. Ani trochę nie podobało mi się jego zachowanie. Tu mówi że kocha Ami, że mogłaby się zdecydować. A trzy sekundy później całuje się z Celeste, ignoruje Ami i rozmawia z pozostałymi dziewczętami, w szczególności z Kriss. No ja rozumiem że musi wybrać jakąś inną dziewczynę, gdyby Ami się rozmyśliła, ale kurczę no. Tak się nie robi. Serio miałam ochotę zrobić mu krzywdę za to.

Największym zaskoczeniem była Marlee. To co zrobiła, pokazuje że jednak wygrały w niej uczucia a nie chęć zdobycia tylko i wyłącznie korony. Choć to że nie powiedziała nic Ami, było przykre. I Aspen- tu mam wrażenie że Pani Cass, przypominała sobie o nim raz na jakiś czas. Wiecie długo go nie było, a tu nagle pach jest na 2 zdaniach i znów długo go nie ma.

 Sama książka jest dobra na wieczór, gdy nie ma co się czytać. Jest naprawdę lekka, jest taką przyjemną odskocznią. Dzieje się w niej o wiele więcej niż w "Rywalkach", ale nie jest i tak szczególnie ciężką lekturą.

Ocena: 7/10
 

niedziela, 21 stycznia 2018

Trzecie urodziny bloga- Jak poznałam najlepszą osobę?

                                                        21 styczeń 2015 rok. 

Ta data jest dla mnie szczególnie ważna. To dzień, w którym odważyłam się zrobić coś, czego się nie spodziewałam. Coś, co miało być tylko na chwilę. Coś, co jest ze mną już od 3 lat. Tak, w tym dniu postanowiłam założyć bloga.   
             Spowodowane jest to koncertem Sabatonu, mojego ulubionego zespołu. W domu mają mnie dość, bo ciągle o tym gadam. Czas więc nudzić kogoś innego, a że o blogu myślałam już dawno, wybór pada na niego. Pojawia się pierwsza notka. Dwa dni później pojawia się relacja ze spotkania "Sabatonu" z fanami. Ta panika bo nie wiem co ile publikować wpisy. Ale nie chcę mówić tu o tym jak wyglądało założenie bloga, bo o tym można poczytać w notce na pierwsze urodziny bloga.

    Dziś, chciałabym się cofnąć w czasie, do momentu kiedy poznałam pewną osobę. Osobę którą poznałam przez bloga, potem pisałam aż w końcu poznałam osobiście. Jest to przyjaźń która mam nadzieję przetrwa wszystko.  Chciałabym też podziękować, bo gdyby nie ta osoba, blog dawno by upadł. Byłaś i jesteś największą motywacją jaka tylko może być.

     Zaczęło się od planowania. Z racji tego, że chciałam żeby istniał tak trochę dłużej niż 3-4 wpisy postanowiłam zrobić jakiś TAG. Po znalezieniu gdzieś w googlach listy TAG-ów najbardziej zainteresował mnie ten o Potterze. Nie mając pytań, zaczęłam przeglądać blogi w ich poszukiwaniu. I tak klikając, patrząc trafiłam na blog Kasi z bloga "To moim zdaniem" o której wspominałam nie raz nie dwa tu na blogu. Zaczęłam czytać odpowiedzi, zaczęłam czytać inne teksty. Skończyło się na tym że TAG-u do tej pory nie zrobiłam a bloga Kasi czytam cały czas.
      Nie wiem ile razy miałyśmy się spotkać. W 2015 roku Kasia przyjechała do Krakowa (relacja jest tu klik) ale niestety mi coś wypadło. W 2016 roku ja miałam jechać do Szczecina na weekend, ale koleżanka poszła na L4 i musiałam zostać w pracy. I tak pisałyśmy na Snapie, aż nadszedł czas kiedy stwierdziłam że może Facebook będzie lepszy.

Gdy tak pisałyśmy, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu iż Kasia to taka bliźniaczka. Tyle że młodsza 2 lata.
Pewno o tym nie wie, ale dzięki niej nie usunęłam bloga w chwilach kryzysowych. Stwierdziłam że nie, bo Ona jedna czyta, więc nie wypada.

I nadszedł 1 sierpień- kiedy się osobiście poznałyśmy. I to w naszym kochanym mieście- Warszawie. Czy się denerwowałam? Ani trochę. Czułam się nieco dziwnie, że w końcu poznam kogoś kogo znam tylko z internetu. Po obchodach 73 rocznicy Powstania Warszawskiego, pojechałyśmy pociągiem do Szczecina, gdzie Kasia przez tydzień musiała znosić pingwinią obecność. W sumie dobrze że spałam w hotelu, bo organizm stwierdził że jak pójdzie spać o 1 w nocy i wstanie o 6 to będzie wyspany. Tak, na urlopie wstawałam o 6 wyspana jak mało kto. Przyznam że był to najlepszy urlop jaki mogłam mieć. I do Szczecina wybiorę się na pewno nie jeden raz.












Tak więc na koniec. Sobie życzę wytrwałości w pisaniu, by nigdy chęci do pisania mnie nie opuściły. Kasi życzę żeby wróciła do blogowania i była taką "dobrą wróżką" lub "mamą chrzestną" dla Pingwiniego Bloga. Wiedz że jesteś najlepsza. 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Septimus Heap. Smoczy lot." Angie Sage

Tytuł: Septimus Heap. Smoczy lot
Tytuł oryginału: Flyte
Cykl: Septimus Heap
Autor: Angie Sage
Data wydania: 2007 (data przybliżona)
Liczba stron: 416
Kategoria: Literatura dziecięca

Recenzja I tomu: klik

Opis:

Kolejny tom bestsellerowej sagi o czarodziejach. Fascynujące przygody Septimusa, jego sześciu braci i księżniczki Jenny. Pierwszy tom odnosi ogromne sukcesy na rynku międzynarodowym oraz na rynku polskim. Książka nominowana do Książki Roku w portalu wp.pl w kategorii literatury zagranicznej.

Moje wrażenia:

   "Smoczy lot" to drugi tom z siedmiu, opowiadający o przygodach Septimusa i jego rodziny. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, ale skoro jest literaturą dziecięcą, nie należy spodziewać się czegoś ciężkiego.
    Jednak... Cóż "Smoczy Lot" jest najmniej udaną częścią. Przez jakiś czas miałam totalną blokadę co tam się stało. Wiedziałam że jest Smok, jakieś porwanie i nic więcej.
  Głównymi bohaterami jest Septimus i Jenna. Ale autorka skupia się nie tylko na nich, ale również na pozostałych bohaterach, dodatkowo próbując upchnąć jak najwięcej akcji. Przez co zamiast wyjść na dobre, jest zupełnie na odwrót. Jak dla mnie autorka za bardzo skupiła się na pobocznych osobach, przez co wszystko jest strasznie zagmatwane. Plusem jednak jest to że ilość bohaterów ogranicza się do 10 ( tak mniej więcej), bo inaczej czułabym się jakbym czytała "Modę na Sukces". Dodatkowo tylko w tej książce jest wprowadzone zamieszanie, bo w pozostałych częściach jest już większy spokój.
     Pojawia się też nowy bohater- smok. Samo jego wyklucie, to jak to się stało, jest dość specyficzne. I przyznam że dość fajnie opisane. Sam smok, jest taki nijaki. Jest tym smokiem, ale czytając książkę mam wrażenie że to nie smok. Ale to się poprawi, w kolejnych tomach.
Z reszty bohaterów nikt nie doszedł, nikt nie odszedł, i w sumie nawet dobrze. Bo co za dużo to nie zdrowo, a przesadna ilość akcji  i bohaterów też nie jest dobra.
     Tak więc, książka średnio mi się podobała. Ale na pocieszenie dodam, iż pozostałe tomy są już lepsze. I wypadają zdecydowanie lepiej niż ten. Wiem, że nie każdemu ta książka się spodoba. Jest niezwykle prosta, przeznaczona w końcu jest dla dzieci i młodszych czytelników.

Ulubiony cytat: 

"-Sep, co jest...tam... widziałem coś żółtego i błyszczącego.
Septimus omiótł spojrzeniem okoliczny mrok, wykorzystując sztuczkę z Armii Młodych- patrz kątem oka, by widzieć w ciemności. Ujrzał widok, którego się obawiał: otaczało ich mrowie żółtych oczu.
-Niech to gęś- mruknął.
-Gęsi?- powtórzył szeptem Nicko.- A, co za ulga. Przez chwilę myślałem, że to rosomaki.
-To są rosomaki. Cała masa.
-Ale mówiłeś coś o gęsiach.- Nicko wydawał się dotknięty."



Ocena:  3/10