niedziela, 10 września 2017

"Dziennik" Anne Frank

Tytuł: Dziennik
Tytuł oryginału: Het Achterhuis
Autor: Anne Frank
Data wydania: 2000 (data przybliżona)
Liczba stron: 316
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik

Opis:

II wojna światowa. Zwykłe mieszkanie w centrum Amsterdamu nagle staje się schronieniem, więzieniem i całym światem dla żydowskiej nastolatki Anne, jej rodziny i znajomych. Przez ponad dwa lata, w ciągłym strachu przed wykryciem, próbują oni normalnie żyć, łagodzić codzienne konflikty, doceniać małe radości. Największą tajemnicą Anne jest zmyślona przyjaciółka Kitty, której opowiada o wszystkim, co dzieje się w kryjówce: przerażeniu, plotkach, kłótniach, pierwszej miłości. Sekretne listy do Kitty układają się w przejmujący dziennik dziecka, obdarzonego niezwykłym zmysłem obserwacji i dojrzałością.
Ostatni zapisek powstał 1 sierpnia 1944 roku- na trzy dni przed aresztowaniem i wywiezieniem do obozu koncentracyjnego wszystkich mieszkańców kryjówki.


Moje wrażenia:

     Literatura wojenna jest jedną z tych które najbardziej zapadają w pamięć. W szczególności jeśli chodzi o dzienniki, pamiętniki czy napisane w innej formie wspomnienia jak np. "Medaliony" Zofii Nałkowskiej.  Niedawno, bo 1 września była rocznica wybuchu II Wojny Światowej, która rozpoczęła się zaledwie 77 lat temu. Wydaje się że to wieki temu, ale prawda jest taka że żyją osoby które to przeżyły. I chodzą gdzieś po Polsce, świecie. I jeszcze mogą pokazać jak wtedy było. Lecz gdy nie ma możliwości spotkania takiej osoby, trzeba radzić sobie inaczej.

  Samą literaturą zainteresowałam się dopiero w 4 klasie technikum, w momencie omawiania II Wojny Światowej. Do tej pory pamiętam wrażenia z książki "I boje się snów" Wandy Połtawskiej czy wymienionych wcześniej "Medalionów" Zofii Nałkowskiej. Wzbudziły we mnie chęć dowiedzenia się czegoś więcej, o tamtych czasach. I tak trafiłam na "Dziennik" Anne Frank.

 O książce słyszałam już wcześniej- że jest największym świadectwem Holocaustu. I no cóż... Holocaust jest bardziej tłem. Przez cały okres pisania pamiętnika, wojna nie dotyka bezpośrednio Anne i jej rodziny. Pojawia się dopiero w  momencie aresztowania rodziny Franków, czyli 3 dni po ostatnim wpisie. Jednak to właśnie przez nią rodzina musi ukrywać się przez dwa lata. Całe dwa lata, gdzie ciągle pojawia się myśl, że jutrzejszy dzień może być ostatnim. I każdy z domowników ma tego pełną świadomość, lecz pomimo tego każdy stara się żyć normalnie. Tak, jakby wojny nie było, jak gdyby nie musieli się ukrywać.
  "Dziennik" pokazuje nam życie w ukryciu, dzień po dniu. Dwuletnie przebywanie w towarzystwie tych samych osób, codzienny widok ich twarzy. Brak miejsca gdzie można pobyć samemu i strach że ktoś może odnaleźć kryjówkę. Anne w prosty sposób pokazuje nam, jak wygląda dzień ukrywającego się człowieka. Z szczerością dziecka, opowiada swojej wymyślonej przyjaciółce Kitty o codziennych utarczkach i planach na przyszłość.

 Same plany na przyszłość... Czym są w czasie wojny? Pomimo niepewnego jutra, Anne optymistycznie patrzy w przyszłość, planując co zrobi. Myślę że gdyby przeżyła, byłaby w stanie dużo zdziałać. Samą Annę tolerowałabym, choć przyznam że byłaby dla mnie zbyt głośna. I było jej stanowczo zbyt dużo wszędzie.

 Nie jestem rozczarowana książką. Po prostu spodziewałam się czegoś innego. Ale jest to jedna  z tych książek, którą powinno się przeczytać. I żałuje że nie ma jej w kanonie lektur. Dlaczego? Bo dzięki niej, można docenić to, że nie trzeba się ukrywać. Nie musimy drżeć ze strachu, że ktoś nas odnajdzie, że nie przeżyjemy. "Dziennik" potrafi pokazać naprawdę dużo, choć gdy czytałam go pierwszy raz, nie podobał mi się ani trochę. Dopiero z czasem, i drugą próbą doceniłam go.

Ocena: 7/10

czwartek, 3 sierpnia 2017

#14 Lba

    Wielkimi krokami przyszedł urlop, i na chwilę obecną piszę do was z Szczecina. Przyjechałam tu wczoraj pociągiem wraz z Kasią z bloga "To moim zdaniem". Przyznam że pociąg mnie zaskoczył bo przyjechał na stacje chyba bez opóźnienia, co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę że PKP zawsze się spóźnia. Dodatkowo po 2 latach znajomości internetowej, przyszedł czas spotkać się osobiście. Tak, 1 sierpnia spotkałam Kasię pierwszy raz osobiście. Zobaczyć się po takim czasie, było naprawdę genialnym uczuciem. Ale nie o tym dziś, bo dziś nadrabiamy zaległości z notkami. Jak zwykle opóźniona, zapraszam na już 14 LBA.  Za nominację dziękuje Karolinie z bloga "Mój powód by oddychać".

1. Większą uwagę poświęcasz na instagrama czy bloga?

Jakiś czas temu powiedziałabym że po równo. Ale teraz więcej czasu spędzam na blogu, i choć nie widać efektów to się staram ;p Kilka postów już mam napisanych i pozostaje tylko je opublikować (zanim 50 raz stwierdzę, że tekst jest bez sensu i znów go zmienię)

2. Od jakiego czasu jesteś w blogosferze?

Ponad dwa lata, choć nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Serio wydaje mi się, że dopiero co publikowałam pierwszy post. A co najlepsze, do tej pory zastanawiam się, jak żyłam bez pisania.

3. Jak zaczęła się Twoja historia z blogiem?

   Zacznę od tego, że ten blog nie jest moim pierwszym blogiem. W wieku może 14/15 lat miałam inny, ale prawdę mówiąc był beznadziejny. Nie wiedziałam za co się w nim zabrać, jak ma wyglądać i w efekcie umarł śmiercią naturalną. Dłuuugo nie ciągnęło mnie do pisania, a jak ciągnęło to tylko chwilowo. W końcu, jakoś w połowie 2014 roku chciałam założyć bloga. Chciałam zacząć pisać, wiedziałam mniej więcej o czym, tylko brakowało mi odwagi. I nadszedł styczeń 2015 roku. W Polsce miał wystąpić Sabaton, i wiedziałam że komuś to będę chciała to opisać. Bloga założyłam w momencie kiedy miałam jechać na spotkanie z nimi (tu macie relację gdyby ktoś nie czytał, wystarczy kliknąć). Wiedziałam że jeśli tego teraz nie zrobię, to już nie założę. Bo jaki jest sens czytać o koncercie (relację z koncertu macie tutaj, nie wahajcie się kliknąć, warto) pół roku po nim?
   Tak więc, zaczęło się od Sabatonu i za to im dziękuje, bo gdyby nie koncert, nie zaczęłabym pisać. No i nie poznałabym Kasi ;)


4. W jakim wieku zaczęła się Twoja przygoda z książkami?

Książki towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Fakt, jak byłam mała, to bardziej oglądałam obrazki bo nie umiałam czytać. W pierwszej klasie (jak pamięć mnie nie myli) dostałam książeczkę z jakąś legendą krakowską i sama ją przeczytałam. I chyba od tego momentu zaczęła się oficjalnie moja przygoda z czytaniem, bo byłam dumna że sama przeczytałam książkę bez żadnej pomocy ;)


5. Jeśli miałbyś/miałabyś magiczną moc, co by to było?

   Szczerze? Chciałabym żeby moją magiczną mocą było wieczne szczęście. Dlaczego? Bo dzięki temu cokolwiek by się nie stało,  i tak bym wyszła obronną ręką. Stwierdzam że chcę jechać w góry już teraz,  i znajduje pokój+ tani przejazd, choć każdy mówił że nie ma szans. Idę do sklepu i okazuje się że jestem 100000 klientem i mam zakupy gratis. Puszczam totolotka i wygrywam 5 milionów ;p
   Albo przewidywanie przyszłości też jest genialne.

6. Bohatera jakiej książki chciałabyś/chciałbyś ożywić?

Remus Lupin z "Harry Potter i Więzień Azkabanu"- uwielbiam i kocham tą postać odkąd pierwszy raz się z nią zetknęłam. KOCHAM <3

7. Książka, o której nigdy nie zapomnisz?

Zdecydowanie "Zbaw nas od złego" Ralpha Sarchiego- jest to książka która pomimo wszystkiego dalej siedzi mi gdzieś w głowie.

8. Dokończ zdanie: "Gdyby nie książki,..."

"..., prawdopodobnie siedziałabym oglądając "Trudne Sprawy" albo jakieś inne głupsze filmy."

9. Dokończ zdanie: "Najbardziej w książkach nie lubię.."

Hmmyyyy..... Nie lubię jeśli są tzw. "otwarte zakończenia", czyli gdzie czytelnik może sam dopowiedzieć sobie końcówkę. NIE ZNOSZĘ TEGO! Ja muszę mieć to z góry napisane, bo inaczej przez kilka dni zamiast zająć się czymś pożytecznym, medytuję nad tym co mogło dalej się stać.
 
10. Wolisz książki jednotomowe czy serie? Grube czy cienkie?

Jak jest wiosna/lato wolę książki jednotomowe (bo nie ma mnie za często w domu), za to jak jest jesień/zima wolę serie (bo siedzę więcej  w domu). I zazwyczaj nie ma dla mnie różnicy czy książka jest cienka czy gruba- przeczytam wszystko.



piątek, 21 lipca 2017

"Dracula Nieumarły" Dacre Stoker, Ian Holt

Tytuł: Dracula: Nieumarły
Tytuł oryginału: Dracula. The Un-dead
Autor: Dacre Stoker, Ian Holt
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
Liczba stron: 376
Kategoria: horror


Opis: 

Rok 1912. Londynem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni. Nieliczni świadkowie wspominają o czarnym powozie bez wożnicy i mgle, która niczym całun spowija miejsce zbrodni. Oto miasto stało się areną, na której zmagają się dwie najpotężniejsze, znane historii istoty-  śmiertelnie niebezpieczna i olśniewająco piękna hrabina Elżbieta Batory oraz jej największy wróg, Dracula. Drogi uczestników walecznej wyprawy, którzy już raz stawili czoła najgroźniejszemu z wampirów przetną się raz jeszcze. Do walki staną Jonathan Harker, jego piękna żona Mina, ich zbuntowany syn Quincey, doktor Seward, lord Holmwood oraz sprytny profesor Abraham Van Helsing. Dawni sojusznicy będą musieli wybierać między lojalnością a dumą. Pomiędzy śmiercią a mrocznym życiem istoty potępionej. Jednak zanim dawna więź się odrodzi, bestia odbierze życie dwóm bohaterom. Kto naprawdę stoi za krwawą zemstą, a kto jest zaledwie pionkiem w rozgrywce między potężnymi wampirami? Tymczasem londyńska policja podejrzewa, że do miasta powrócił Kuba Rozpruwacz. Sprawa trafia na pierwsze strony gazet, a w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejne prostytutki. Tylko Mina domyśla się okrutnej prawdy. Musi działać zanim bestia dotrze do jej syna. Zanim długo skrywany sekret wyjdzie na jaw. Zanim dowie się Dracula. Pierwsza oficjalna kontynuacja kultowej powieści Brama Stokera "Dracula". Drace Stoker, krewny słynnego pisarza, oraz Ian Holt, doświadczony autor i scenarzysta, sięgneli do niepublikowanych wcześniej notatek twórcy, by z rozproszonych zapisków odtworzyć dalsze losy rumuńskiego księcia. W ten sposób do rąk czytelnika trafia niezwykła opowieść o walce, miłości i przetrwaniu. Mroczny Dracula powraca- wciąż tak samo pociągający i poruszający- dręczony wyborem między miłością do kobiety, a naturą, która zmusza go do okrucieństwa. Jednak zanim odzyska miłość ukochanej, przyjdzie mu stanąć do walki z groźnym przeciwnikiem- krwawą hrabiną Elżbietą Batory, której mordercze dokonania zapewniły stałe miejsce na kartach historii. Piękna, demoniczna i bezwzględna zrobi wszystko, by zniszczyć swego wroga i to, co jest dla niego najcenniejsze. Z tą książką powraca Dracula. Jedyny. Prawdziwy. Wampir.


Moje wrażenia:   

   Jakiś czas temu recenzowałam książkę Brama Stokera "Dracula"  - teraz nadszedł czas na jej kontynuację. Po książkę sięgnęłam z wielkim entuzjazmem, który oklapł szybciej niż zakalec w piekarniku. Serio, nie raz nie dwa, łypałam na okładkę podejrzliwym okiem, czy oby na pewno czytam "oficjalną" kontynuację. No cóż, miałam wrażenie że czytam fan-fiction. I wtedy potrafiłabym wybaczyć, to co przeczytałam. Ale że to fan-fiction nie jest, to nie wybaczę.
  Zacznę od tego co łączy "Draculę" Stokera z tą książką. Otóż uwaga cecha łącząca to imiona bohaterów.  Jeśli liczycie na więcej wspólnych cech, to was rozczaruje- tak nie jest. Bohaterowie w niczym nie przypominają dawnych osób. I tak jak każdy z nas zmienia się na przestrzeni lat, tak tu jest to przesadzone. Autorów poniosła zbytnio ułańska fantazja.
        Nagle okazuje się że każdy bohater jest zły, a Dracula jest jakże cudownym, kochającym Minę bohaterem. Zresztą okazuje się że Mina też kocha wampira, ba, nawet miała z nim romans.
Na początku myślałam że czytałam złą książkę, bo za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie do diabła oni mieli romans. I gdzie Mina kochała Dracule? Przecież przez całą książkę, odnosiłam wrażenie że jest ona pierwszą osobą, która wbiłaby mu kołek w serce. Chyba że autorzy mają spaczoną wizję romansu- wbicie kołka= wyznanie miłości. Zapytałam się nawet w grupie, bo może dziwnym trafem coś ominęłam, po czym okazało się że wcale nie czytałam złej książki. I nie miałam wybrakowanego egzemplarza.
    Naprawdę, bohaterowie tak działali mi na nerwy, jak tylko działać mogli. Nie, nie, nie... Nie toleruje tak wielkich zmian. Jedynie Arthur Holmwood w pewnym stopniu przypominał siebie. A reszta, no cóż. Oprócz imion mam wrażenie że są to zupełnie inne osoby.
Na wzmiankę zasługuje Elżbieta Batory, która wypadła tu naprawdę fajnie. I myślę że gdyby autorzy pokusiliby się, na książkę o niej, wyszliby o wiele lepiej. Bo sama postać jest naprawdę intrygująca- w końcu zabicie 600 osób, nie jest czymś co przejdzie płazem. W przypadku książki "Dracula: Nieumarły" mam wrażenie że to ona jest większym wampirem niż Dracula, który tu zachowywał się bardziej jak człowiek.
    Ale koniec o bohaterach, bo choć mogłabym na nich psioczyć jeszcze przez całą recenzję, to jednak trzeba przejść dalej.

     Od pierwszych stron książki, wiadomo że została napisana przez inne osoby. Różni się językiem i stylem. Nie powiem, czytało się ją o wiele lepiej niż "Draculę" Stokera. Jest bardziej przystępna, język też bardziej współczesny. Sama akcja też trzyma ciągle w napięciu, ani trochę nie zwalnia tempa, co jest na plus. Nie można się tu nudzić, bo nawet nie ma kiedy. "Dracula: Nieumarły" to według mnie nie horror, a raczej połączenie thrillera/akcji/romansu. Jedyne momentu horroru, to te w których latają flaki, bo jednak trochę latają.
   Tak więc pod tym względem jestem zaskoczona na plus. Dodatkowy plus należy się za to, że pokazali zmianę Miny po ugryzieniu przez Draculę. Ten fakt, że starzała się nieco wolniej niż normalny człowiek.

Tak naprawdę książka ma zmarnowany potencjał. Podejrzewam że moja ocena byłaby o wiele wyższa, gdybym nie czytała pierwszej części. Jest między nimi naprawdę wielka przepaść, której nie można zasypać. Więc jeśli czytaliście pierwszą nie patrzcie nawet na tą nie warto. Niepotrzebnie popsujecie sobie krew.  I nie jest tak, że nie doceniam tego że chcieli to napisać. Fajnie, niech piszą. Ale błagam, starajcie się trzymać poprzedniczek, wprowadzając niewielkie zmiany, ale nie zmieniajcie całkowicie wszystkiego.
     


Ocena: 2/10
   

piątek, 14 lipca 2017

#13 LBA

Za nominację dziękuje Sunny z bloga Sunny Snowflake. Jest to już 13 nominacja LBA.


1. Jaki kolor odwzorowuje Twój charakter i dlaczego?

O matko nie wiem. Nie ma chyba takiego jednego. Ale na szybko zrobionym quizie wychodzi mi czarny (żeby nie było zrobiłam kilka, i za każdym razem wychodziło mi to samo). Według tego quizu: klik czarny oznacza:

"Można by uznać cię za ponuraka i samotnika, jednak nie do końca tak jest. Lubisz siebie takim, jaki jesteś i możesz stanowić przykład dla innych. Nie śmiejesz się z byle czego, ale uśmiech i tak pojawia się na twoich ustach."

No i w sumie tak jest.

2. Jak ustawiasz książki na półce? Kolorem? Autorem? Gatunkiem?

    Zazwyczaj układam seriami + dodatki. Czyli np. "Władca Pierścieni"+ wszystkie dzieła Tolkiena + wszystkie około Tolkienowe książki. W momencie kiedy kończą się serie układam autorami i w miarę gatunkowo. Za jakiś czas pojawi się bookshelf tour (no dobra za pół roku ;p) więc pokaże jak to wygląda w praktyce. Bo wiem że teoria to jedno, a praktyka to drugie. A moje tłumaczenie jak to wygląda to 3 xD

3. Co uważasz o polskim booktubie? Oglądasz?

    Przyznam szczerze, że naprawdę rzadko go oglądam. Najczęściej oglądam filmiki z jakiś wydarzeń typu Targi Książki, albo gdy ktoś pokazuje swoją biblioteczkę. Swoją drogą, wiecie jaki jest najlepsze uczucie? Gdy na 5 sekund znajdujecie się w filmiku z Targów Książki w Warszawie ;p
Rzadko oglądam, bo nie zawsze znajduje czas. A i też ciężko znaleźć kogoś kto by mnie zainteresował. Więc jeśli macie jakiś ciekawych booktuberów, to dajcie link do kanałów.

4. Jaka jest Twoja ulubiona ekranizacja książki i dlaczego?

Ulubiona to "Władca Pierścieni". Wiadomo nie wszystko jest tak jak w książce. Ale to co jest, w większości zgadza się  z moim wyobrażeniem.

5. Sięgasz po wszystkie gatunki książek czy masz wybrane, ulubione? Jesteś uprzedzona do jakiś gatunków?

Kiedyś czytałam tylko fantastykę i nic więcej. Najbardziej byłam uprzedzona do czytania romansideł, ale teraz tak naprawdę czytam prawie wszystko.

6. Który moment tworzenia recenzji jest Twoim ulubionym? Robienie zdjęć, pisanie opinii, czy może coś innego?

Postawienie ostatniej kropki przy recenzji, i kliknięcie "opublikuj". A tak na serio- moment pisania opinii. Choć często mam tak, że wydaje mi się że napisałam albo za mało, albo za dużo. I w efekcie siedzę nad recenzją drugie tyle.


7. Jaki masz stosunek do książek bardzo popularnych? Ciekawią Cię czy może irytujesz się zalewem recenzji jednej książki?

Ciekawią mnie na początku, bo potem zaczyna mnie wkurzać. Bo serio, 503836262 recenzji na raz to stanowczo za dużo.

8. Czytasz/czytałaś/czytałeś lektury książek? Lubisz je, czy przeszkadza Ci narzucanie tego, co masz czytać?

Do rozpoczęcia technikum lubiłam czytać lektury. Później już mi się nie chciało, i czytałam streszczenia. Co nie zmienia rzeczy, że większość lektur mi się podobało.

9. Brałaś kiedyś udział w jakieś imprezie książkowej np. targach? Jeśli tak, to co o takich imprezach myślisz?

Brałam udział w Targach w Krakowie i Warszawie. I jest to najbardziej rewelacyjna rzecz jaka może być. Mnóstwo emocji, dużo poznanych ludzi i genialna atmosfera.

10. Znalazłaś kiedyś książkę np. na ławce w parku czy pociagu? Czy podoba Ci się akcja zostawiania tak książek w miejscu publicznym?

Nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Ale myślę że jest to fajna akcja, choć ja bym się tak nie mogła rozstać z książką. Chyba że odłożyłabym ją na bok i zapomniałabym o niej. Co jest raczej niemożliwe ;p

11. Jaki kolor dominuje w Twojej biblioteczce?

Przeważają albo ciemne albo jasne. Trochę mniej mam kolorowych. Ale w większości jest ich po równo.

wtorek, 11 lipca 2017

Tea Book TAG + konkurs

       Za nominację do tego TAG-u dziękuje Wioli z bloga Time of Book. Ale zanim zacznę odpowiadać na pytania, chciałabym zaprosić na konkurs na tego bloga: klik. Jest naprawdę fajny i myślę że warto wziąć w nim udział.


Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.

 Prawda jest taka że czytam naprawdę mało klasyki. I muszę mieć odpowiedni humor do niej (co zdarza się naprawdę rzadko ;p) Jednak z tego co przeczytałam i mi się podoba, jest na pewno "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza.  Odkąd przeczytałam ją w podstawówce, dalej mi się podoba.

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.

Definitywnie "Talizman" Stephena Kinga- może nie zasnęłam, ale mało brakowało. Strasznie się przy niej wymęczyłam. Później nie wiem ile, unikałam jego książek.


Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Tu mi pasuje albo "Przygody Sinbada Żeglarza" Bolesława Leśmiana albo "Nie kończąca się historia" Michaela Ende. I jedna i druga jest naprawdę genialna. Są moimi ulubionymi książkami z dzieciństwa, choć nie tak ulubionymi jak "Baśnie z wyspy Lanka"

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Trylogia "Atramentowy Świat" Cornelii Funke. Książki nie należą do najcieńszych, ale czyta się je bardzo szybko. Świat wykreowany w książkach, jest naprawdę cudowny.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna. 

Zacznę od tego że każdy ma swoje gusta i guściki. I z wszystkich książek nie rozumiem fenomenu trylogii "Niezgodna". Dobrze się ją czyta, ale nie jest jakoś szczególnie rewelacyjna.( jeśli ktoś nie czytał recenzji to zapraszam: Niezgodna, Zbuntowana, Wierna)

Herbata yerba-mate, czyli książka przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła. 

"Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larrson. Ileś razy odkładałam tą książkę na bok, bo nie mogłam przetrwać pierwszych rozdziałów. Potem nie mogłam znów się oderwać, bo okazało się że jest całkiem fajna.

Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała.

Przyznam szczerze, że nie pamiętam tego, że ktoś czytał książki na dobranoc. Raczej czytałam je sobie sama, albo słuchałam ich na kasecie. Ale ulubioną książką którą sama sobie czytałam, to "Baśnie z wyspy Lanka"

Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.

Jak nie cierpię książek romantycznych tak "Niebo jest wszędzie" Jandy Nelson jest moją ukochaną  książką. Nie wiem ile razy ją przeczytałam, ale widać po niej że jest często otwierana ;)

Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

"Zbaw nas od złego" Ralpha Sarchiego jest książką która naprawdę mnie przeraziła. Wiedziałam że nie będzie to luźna książka, ale nie spodziewałam się czegoś takiego. I jak najbardziej ją polecam ;) Jeśli jesteście ciekawi recenzji to zapraszam tu: klik

I jeszcze raz przypominam o konkursie, o którym pisałam na górze. Może kogoś zainteresuje ;)

"Merlin i wojna smoków"

Tytuł: Merlin i wojna smoków
Tytuł oryginału: Merlin and the Wart of the Dragons
Reżyseria: Mark Atkins
Scenariusz: Jon Macy
Gatunek: Fantasy
Produkcja: USA

Opis: 

Stary czarodziej bierze sobie na nauki dwóch uczniów. Po kilkunastu latach nauki jeden z nich Vendiger, buntuje się przeciw swojemu mistrzowi i zaczyna parać się czarną magią. Pragnąc władzy przeistacza kilku wieśniaków w posłuszne mu smoki. Do walki z nim wyrusza drugi uczeń Magea, Merlin

Moje wrażenia:

   Mamy smoka, mamy Merlina, mamy czasy króla Artura. Czego chcieć więcej? W przypadku tego filmu, zdecydowanie wszystkiego.   W trakcie oglądania okazało się być inaczej, i gdyby nie wyzwanie, przestałabym oglądać ten film jak najszybciej. I film jest zdecydowanie na "nie"- nie polecam, nie oglądajcie, chyba że chcecie zmarnować sobie 1,5h życia. Pomysł na film był naprawdę fajny. Ale tak zmarnowany, że szkoda słów.
Nie każdy film musi zawierać mega znanych aktorów. Fajne jest to że daje się szansę, komuś kto jest nieznany. Jednak litości... Aktorzy w "Trudnych Sprawach" mają więcej energii życiowej i potrafią przekonać do siebie ludzi. A Artur ganiający po polu bitewnym, z garnkiem na głowie na zawsze wyrył mi się w koszmarach nocnych. Nie wiem, może żona mu wtłukła tym garnkiem, za to że powiedział że zupa jest za słona? Możliwe że tak było. A stwierdził że hełm mu w takim razie nie potrzebny, gar też jest dobry.
     Ale największym dziadostwem są smoki. Matko jedyna, jak ja je zobaczyłam nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Są tak prawdziwe, jak moja radość do codziennego wstawania. Mam dziwne przeczucie że były robione w Paincie. W trakcie konkursu. W podstawówce.
   Film tak naprawdę nie ma żadnych plusów. Nie było nic co by mnie zaciekawiło, działało to raczej w drugą stronę. No może aktorki można dać na plus, bo w sumie były ładne.
Podejrzewam że gdyby dać im jeszcze parę milionów, z filmu wyciągałoby się o wiele lepiej. Byłby zdecydowanie lepszy, bo miał plan. Gorzej wyszło z realizacją.
Fabuła była fajna, bo w sumie nie kojarzę żadnego filmu związanego z Arturem i smokami. Nie liczę tu oczywiście serialu "Przygody Merlina", gdzie za każdym razem pojawiało się coś fantastycznego. I mam nadzieję że reżyser następnym razem zadba o lepsze efekty specjalne, i bardziej się postara.      Bo to co zrobił teraz woła o pomstę do nieba. Choćbym chciała, nie wyciągnę więcej z tego filmu. Nie chcę pogrążać go jeszcze bardziej. Więc jeśli zastanawiacie się co oglądać, mówię od razu- na pewno nie ten film. Nie polecam.


Ocena: 1/10

niedziela, 9 lipca 2017

"Dziewczyny się odchudzają" Jacqueline Wilson

Tytuł: Dziewczyny się odchudzają
Tytuł oryginału: Girls under Pressure
Cykl: Dziewczyny
Autor: Jacqueline Wilson
Data wydania: 2002 (data przybliżona)
Liczba stron: 183
Kategoria: literatura młodzieżowa

Opis:

Ellie, Magda i Nadine to nierozłączne przyjaciółki, ale różnią się skrajnie stylem, wyglądem i zainteresowaniami. Ellie pasjonuje się sztuką. Nadine horrorami, a Magda chłopakami. Łączy je jedno: obsesja na punkcie wyglądu. Nadine, smukła, oryginalna i zjawiskowa, ma szansę zostać modelką w młodzieżowym piśmie "Spicy", choć nie wszystko przebiega tak, jak by sobie tego życzyła... Magdę, wystrzałową, seksowną blondynkę fascynują starsi chłopcy ale do czasu... Patrząc na swoje przyjaciółki, Ellie uzmysławia sobie, że jej życie stanie się nie do zniesienia, jeśli nie schudnie przynajmniej kilkanaście kilogramów...

Ilustrował: Nick Sharratt.


Moje wrażenia:

      O tym że Jacqueline Wilson, jest jedną z moich ulubionych autorek, wspominałam już przy recenzji "Waty Cukrowej" (link do recenzji). Więc nie będę się powtarzać. Sama tematyka jest mi bliska, bo swego czasu też miałam etap "jestem za gruba i muszę schudnąć" (bo waga 47kg przy wzroście 154 jest zła, dopiero około 39kg jest ok). Tyle dobrze że zanim zaszło to za daleko, zostało mi to wybite z głowy. I teraz trzymam się jednej wagi. Więc naprawdę uważajcie co mówicie nastolatkom, bo może się to źle skończyć.
    Wracając do książki- pierwszy raz okładka nie podobała mi się ani trochę. I jak nie czepiałam się ilustracji Nick'a Sharratta, tak teraz pierwszy się czepiam. Jest totalnie okropna, brzydka i nie zachęcająca do przeczytania. No ale jednak się udało i przeczytałam.
   Książka jest na tyle cienka, że zdążyłam przeczytać ją w przeciągu godziny. Jednak prawda jest taka, że spodziewałam się po niej czegoś innego. Myślałam że będzie o wiele lepsza, a tymczasem jest najsłabszą książką autorstwa pani Wilson.
    Akcja książki sama nie wie czy ma się rozkręcać, czy stać w miejscu, albo może zawracać w efekcie czego wyszły pijane parabole. I jak w sumie idzie do przodu, to jednak mam wrażenie że jest ciągle to samo.  Język autorki przystosowany jest dla młodszych czytelników/młodzieży więc tu akurat problemu z czytaniem nie ma. Czyta się lekko, przyjemnie i szybko.

    Jeśli chodzi o bohaterów, to z żadnym się nie związałam. Całą książkę bohaterki były takie nijakie. Przewijały się przez kolejne strony, ale żadna z nich nie była porywająca. Po prostu były, i nic więcej. Najbardziej denerwującą postacią był tata Ellie- nie pamiętam kiedy ostatni raz któryś bohater działał mi na nerwy. Nie raz miałam ochotę wejść między strony i go kopnąć. Jest idealnym przykładem  rodzica który nie wie co się dzieje z jego  dzieckiem. Pomimo że mają dobry kontakt. Jakbym go spotkała to powiedziałabym tylko: "Panie, idź Pan stąd."
   Ale koniec denerwowania się, bo nie chcę żeby mi żyłka pękła. Podsumowując: książka nie należy do najlepszych. Jeśli chcecie zapoznać się z twórczością Jacqueline Wilson, nie zaczynajcie od tej książki. Mi osobiście się nie podobała, ale wiadomo są gusta i guściki.  I choć sama tematyka jest interesująca, to jednak to nie jest to. Z książką niestety się nie polubiłam.
Komuś może się przydać, bo może zauważy, że ktoś w otoczeniu cierpi na anoreksję/ bulimię. Są to naprawdę okropne choroby, do których jest potrzebne naprawdę duże wsparcie, zanim będzie za późno.

Ocena: 3/10