piątek, 20 października 2017

"Martwy aż do zmroku" Charlaine Harris

Tytuł: Martwy aż do zmroku
Tytuł oryginału: Dead Until Dark
Cykl: Sookie Stackhouse
Autor: Charlaine Harris
Data wydania: 29 lipca 2009
Liczba stron: 386
Kategoria: fantastyka

Opis:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru:Blood, w ciagu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I choć ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki. Przywódcy religijni i polityczni na całym świecie wyrazili już na ten temat swoje zdanie i jedynie mieszkańcy Bon Temps, małego miasteczka w Luizjanie, nie mogą się zdecydować, co o tym naprawdę myśleć.
Miejscowa kelnerka, Sookie Stackhouse dobrze wie, jak wygląda życie na marginesie społeczeństwa. Jako osoba posiadająca wątpliwy dar słyszenia myśli innych ludzi, przychylnie patrzy na integrację społeczną wampirów, a w szczególności na pewno przystojnego 173-latka, Billa Comptona. Niestety, seria tajemniczych wydarzeń, które towarzyszą pojawieniu się Billa w Bon Temps, wystawi otwartość Sookie na próbę.
Powieść która stała się podstawą do głośnego serialu "Mroczna Krew" emitowanego od lutego 2009 na kanale HBO. Pięć miesięcy po amerykańskiej premierze nowy serial HBO "Czysta Krew" (True Blood) zadebiutuje w Polsce. Twórcą serialu jest laureat Oscara Alan Ball, pomysłodawca kultowej produkcji "Sześć stóp pod ziemią". Serial zgromadził największą widownię spośród dotychczasowych produkcji HBO i otrzymał dwie nominacje do Złotych Globów. W rolach głównych występują laureatka Oscara, Anna Paquin i Stephen Moyer.


Moje wrażenia:

      Do przeczytania skłoniło mnie tylko jedno- rosnąca sterta kupionych egzemplarzy. Tak, jestem jedną z tych osób które jak widzą ciekawy opis+motyw fantastyczny+ dobrą cenę muszą to mieć. No a że miałam wielką fazę na wampiry to mam. W sumie na razie przeczytałam dwa tomy, wypożyczone z biblioteki, a reszta stoi i czeka.
   W sumie po opisie nie spodziewałam się ciężkiej lektury. Wiedziałam, że będzie to baaardzo lekka i niewymagająca  książka. I miałam rację- jest jedną z tych lektur które czyta się bardzo szybko.
Tak czepiając się opisu- podziwiam ludzi którzy go stworzyli. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam tak dużo tekstu na okładce.
   Moje pierwsze wrażenie- książka podobna jest do "Zmierzchu" i "50 twarzy Greya". Przez całą książkę nie mogłam pozbyć się tego wrażenia. Dlaczego? Już tłumaczę. Sookie umie czytać w myślach (jak Edward), poznaje Billa i od razu się zakochuje (jak Bella).  I jak umie czytać w myślach każdej osoby, tak w przypadku wampira nie potrafi (jak Edward u Belli). W sumie czytanie w myślach jest tu lepiej pokazane. Sookie słyszy myśli cały czas, czy tego chce czy nie, a nie jak Edward musi skupić się na danej osobie.
   A "50 twarzy Greya"? No cóż sceny seksu czasami były niezbyt przyjemne. I czasami miałam wrażenie że to jest cały sens książki. A zrobienie z brata Sookie, erotomana spotęgowało całe uczucie.

  Całe szczęście pod względem fabuły jest już zupełnie inna. Pojawił się wampir, to muszą być problemy, w które wciągnięta jest główna bohaterka. Oczywiście to ona musi ratować wszystkich, dzięki swojemu darowi. Oczywiście fabuła nie jest zrobiona na wielkie wyżyny, raczej skłaniam się ku najmniejszej linii oporu. 

  Bohaterowie są dobrze wykreowani, każdy z nich ma swoją osobowość i nie są zrobieni na jedno kopyto. Pierwszy raz mi się zdarzyło, że na przemian albo mnie irytowali albo ich uwielbiałam.   Dodaje im takiej normalności, bo zazwyczaj bohaterów się kocha albo się nienawidzi. Albo są dobrzy albo źli i nie ma nic pomiędzy. A w książce "Martwy aż do zmroku" bohaterowie są tak pomiędzy. Najbardziej kochaną osobą, którą najbardziej polubiłam to babcia. Ale to chyba nikogo nie dziwi, bo w większości książek babcie są kochane. Sama główna bohaterka- no cóż, ją nie raz chciałam kopnąć, za zachowanie takiej "typowej blondyneczki". Jest strasznie irytująca zarówno w książce i w odcinkach "Czysta Krew".
 Zaś Jason- nie chciałabym mieć takiego brata. Nie podobało mi się jego zachowanie, ale mam nadzieję że w kolejnych książkach się zmieni, i bardziej go polubię.

 "Martwy aż do zmroku" jest książką idealną kiedy nie chcemy czytać czegoś, co każe nam się skupiać. Nie jest bardzo wymagająca, co już pisałam, czyta się ją lekko. Język jest przystępny co jest na plus. Są momenty które irytują, ale pomimo wszystko książkę czyta się przyjemnie. Na pewno sięgnę po kolejne części, bo pomimo wszystkiego mi się podobała.


Ocena: 6/10 

niedziela, 1 października 2017

#15 LBA

  Żeby ciągle nie narzekać na książki, trzeba zabrać się za coś innego. Naprawdę nie chcę pisać negatywnych recenzji, ale co się za jakąś zabiorę to narzekam. Więc dziś pojawia się LBA. Za nominację dziękuje Ewie z bloga "To Read Or Not To Read". Ale nie przedłużając- zapraszam :) 

1. Dlaczego prowadzisz bloga?

Jednym z najważniejszych powodów jest to, że blog nie pozwala myśleć mi o złych rzeczach. Kiedy zaczynam przyłapywać się na tym, że dostaję dołka siadam i piszę. Muszę skupić się na tym co robię, co piszę i nie myślę o innych złych rzeczach. To samo jest jeśli chodzi o prowadzenie planów na to co pojawi się w kolejnym poście. Do tego fajnie jest dzielić się częścią swojego "terytorium" z innymi. Dzięki temu można poznać wiele osób, wiele opinii i to jest rewelacyjne.

2. Skąd czerpiesz pomysły?

Zacznę od tego, że od roku sprawa jest ułatwiona. Próbuję ogarnąć recenzję książek przeczytanych w 2016. Powoli widzę światełko w tunelu, ale wiem że to pociąg z filmami które też czekają na recenzję ;p Ale pomysły czerpię z wszystkiego co się da. Oglądam film, i już wiem o czym będzie jakaś notka. Widzę jakieś zdjęcie i już mam kolejny pomysł. Tak naprawdę pomysły są na wyciągnięcie ręki, wystarczy chcieć je zobaczyć.

3. Jaka jest Twoja ulubiona książka?

Na chwilę obecną jest to "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" oraz trylogia "Akademia Dobra i Zła". Ale zapytajcie mnie pod koniec roku, to już mi się to odwidzi. Swoją drogą jeśli nie czytaliście jeszcze mojej recenzji "Akademia Dobra i Zła", to chętnie was zapraszam ;)

4. Jakie jest Twoje największe marzenie? 

Hmyyy... Największe to chyba wyjazd na Sri Lankę, na Safarii i do Londynu. Zbieram się ileś lat i nie mogę. Ogólnie chciałabym zwiedzić cały świat, by na starość mieć co opowiadać.

5. Na co przeznaczyłabyś pieniądze, które wygrałabyś w totka?

Kupiłabym mieszkanie w Warszawie to na pewno. A resztę odłożyłabym na konto oszczędnościowe, żeby tam były w razie czegoś.

6. Jaki jest Twój ulubiony blog?

Są trzy, które chyba nikogo nie zaskoczą bo ciągle się z nimi powtarzam.
Pierwszy to Elizy znanej jako Fashionelka- link
Drugi to Kasi- link (swoją drogą siostro nie zapomniałaś o swoim "dziecku"? ;p)
Trzeci to Weroniki Załazińskiej- link

Uwielbiam te dziewczyny i mogłabym je czytać w kółko!

7. Co chcesz robić w przyszłości?

Póki co moje plany są niesprecyzowane. Niby jakiś zarys się pojawił, ale zaatakował je Miś znany jako "Nie-chce-misie." Ale chciałabym pracować jako fotograf albo bo  ZOO, bo to lubię. I mam nadzieję że kiedyś się uda ;) A i najważniejsze- bycie przewodnikiem wycieczek! Najcudowniejsze co może być.

8. Co jest Twoim ulubionym przedmiotem w szkole?

O ludzie, raczej co było. Przecież ja szkołę skończyłam lata świetlne temu. Ale szczerze, dopiero w technikum polubiłam język polski i historię, głównie dzięki nauczycielom. I gdyby nie oni, nigdy nie zajęłabym się pisaniem i byciem niedoszłym przewodnikiem.

9. Jaki jest Twój ulubiony film?

Obecnie mam bzika na punkcie "Van Helsinga", którego oglądam cały czas. Dosłownie! Choć "Legion Samobójców" też nie jest zły.

10. Twój ulubiony kolor?

Czarny/niebieski/różowy w zależności od humoru. Ale patrząc na nawet na szafę, te kolory dominują.

11. Co lub kogo kochasz? (oprócz mnie)

Kocham wszystkich którzy dają mi coś dobrego do jedzenia ;p I kupują książki, i dbają o mnie ;p

       

niedziela, 24 września 2017

"Talizman" Stephen King, Peter Straub

Tytuł: Talizman
Tytuł oryginału: The Talisman
Cykl: Jack Sawyer
Data wydania: 18 lutego 2010
Liczba stron: 752
Kategoria: horror

Opis:

Jack Sawyer, dwunastoletni syn chorej na raka autorki, wyjeżdża wraz z nią z Kalifornii do opustoszałego miasteczka letniskowego w New Hampshire. Jack nie chce dopuścić do świadomości choroby matki. Poznaje starego Murzyna, dozorcę  wesołego miasteczka, który ujawnia mu zdumiewającą prawdę. W równoległym do naszego świecie, zwanymi Terytoriami, Dwójniczka jego matki, Laura DeLoessian, również jest śmiertelnie chora. Tylko Jack może uratować obydwie kobiety- jeśli pójdzie na drugi koniec kontynentu, gdzie w groźnym, pełnym zła czarnym hotelu znajduje się Talizman o uzdrawiającej mocy. Jack rusza więc na heroiczną wyprawę przeskakując między dwoma światami, przeżywając niesamowite przygody, poznaje wrogów i przyjaciół. Przede wszystkim jednak dorasta i staje się godnym Talizmanu. Jego wyprawa ma jeszcze bardziej doniosłe znaczenie, niż sobie pierwotnie wyobrażał.

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2010
źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Talizman-p-30309-.html


Moje wrażenia: 

     Książkę kupiłam w Lidlu, bo jadąc do cioci na kilka dni, nie miałam nic do czytania. A że King był, to go wzięłam.  I tak jak "Zielona Mila" czy "Przebudzenie" spodobało mi się od razu, tak "Talizman" niestety nie przypadł mi do gustu tak bardzo. "Wszystko jest względne"  jako że jest to zbiór opowiadań jest liczone pół na pół.  Spodziewałam się po niej czegoś znacznie lepszego, a niestety tak nie było.
  Książka jest strasznie rozwleczona, i prawdę mówiąc mogłaby być o połowę krótsza. Opisy które miały dodawać uroku, są niepotrzebne. Myślę że gdyby je skrócić, książka by na tym zyskała. Przez to miałam wrażenie że czytam jedno i  to samo. No cóż, nieraz było to takie lanie wody- nie ważne co ważne, żeby napisać. Jednak nie było tak źle, widać też pióro drugiego Pana. Podejrzewam że gdyby pisał to sam King, nie dałabym rady tego przeczytać, bo ma jednak specyficzny język. Jednak tu jest ten plus, że język jest ok, szybko się czyta, pomimo tego że jest nieraz nudne.

   Jeśli chodzi o bohaterów. Pomimo grubości książki, nie przewijało się ich zbyt dużo. Moją sympatię zaskarbiła sobie postać Wilka oraz Morgana Sloata.
     Główny bohater Jack- kurczę, nie pasuje mi to że ma 12 lat. Jak słowo honoru, przez całą książkę miałam wrażenie że jest o wiele starszy. Sama zmiana która w nim zaszła, ten moment dorastania, podejmowania decyzji, jak dla mnie było to za wcześnie. Za szybko. Nie, nie, nie. Do tego, no litości. Nikt nie zwraca uwagi na małego chłopca bez opieki? No i jaka matka puszcza syna samego gdziekolwiek? Wiem że jest chora ale to jednak do mnie nie przemawia. No cóż, niestety głównego bohatera nie polubiłam.
    I sam koniec. Chyba największe rozczarowanie ever. Jest Talizman. Potrafi leczyć, działać cuda i prawdopodobnie gotować (nie to ostatnie żartowałam). Przez ponad 700 stron, Jack po niego idzie. No w sumie można byłoby poświęcić mu parę stron, bo i tak w grubym tomie nie zrobi to różnicy. I prawda jest taka, że zamiast wielkiego "WOW" było tylko "Ok, spoko. Wait, gdzie reszta kartek??". Samemu Talizmanowi było poświęcone bardzo mało. W sumie niewiele człowiek się o nim dowiedział. Tak więc koniec to stanowczo nie.
   Sama książka nie jest horrorem, bardziej określiłabym go jako fantastykę połączoną z przygodówką i ewentualnie thrillerem. I pomimo wszystkiego, jestem pod wrażeniem świata wykreowanego przez autorów.
 Tak więc, jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z Kingiem, nie sięgajcie po tą książkę. Prawdę mówiąc nawet ja, zraziłam się przez nią do jego książek na jakiś czas. A przypominam że fanką Kinga jestem już dłuższy czas.  Po drugą część "Czarny Dom" sięgnę, bo nie lubię niedokończonych serii. I mam nadzieję że będzie lepsza niż ta. I może człowiek dowie się więcej o Talizmanie.


Ocena: 4/10 

czwartek, 21 września 2017

"Matylda" Roald Dahl

Tytuł: Matylda
Tytuł oryginału: Matilda
Autor: Roald Dahl
Data wydania: 2002 (data przybliżona)
Liczba stron: 228
Kategoria: Literatura dziecięca


Opis:

To nie będzie kolejna nudna lektura. Kolejna fantastyczna książka autora "Charliego i fabryki czekolady" wprowadzi Cię w pełen przygód świat Matyldy, bohaterki filmu o tym samym tytule. Nie ma tu zwykłej szkoły- jest za to dyrektorka, która w wolnym czasie... rzuca uczniami na odległość. Nie ma troskliwych rodziców- tylko mama i tata zajęci oglądaniem telewizji. Ale jest za to prawdziwy geniusz, Matylda, która przeczytała wszystkie książki w bibliotece i wie, jak dać nauczkę niedobrym dorosłym!

Moje wrażenia:

     Są książki które dużo obiecują, ale z marnym skutkiem. Sięgając po "Matyldę" spodziewałam się rewelacji- w końcu opis zachęcał, film tak samo i koleżanka. Więc patrząc jak najmniej na okładkę, która jest paskudna, zaczęłam czytać. Książkę czyta się szybko, ale nie powiedziałabym że jest fajna. Jest jedną z tych książek które mnie rozczarowały. Nie wiem jakie wartości miałaby przedstawić dziecku, bo w końcu jest literaturą dziecięcą. Strach przed szkołą? Dyrektorami? Że tylko nieliczni są fajni? Że jeśli rodzic nie czyta książek, tylko ogląda filmy jest od razu niedobry?
    Jedyne co wyniosłam z tej książki (co w sumie jednak wiedziałam od dawna), to fakt że należy interesować się bardziej dzieckiem, tym co lubi, co robi. I poszerzać jego zainteresowania.
Jeśli chodzi o bohaterów, są strasznie przerysowani i nijacy. Z rodziców zrobiło się pozbawionych uczuć roboty, z dyrektorki psychopatkę, z nauczycielki pokorne cielątko i na dokładkę absolutnie genialne dziecko.  Z samą Matyldą mam tylko jedną wspólną cechę- obydwie lubimy czytać. Ale jak małe dziecko, bo nie oszukujmy się 6/7 lat to małe dziecko, może twierdzić że nienawidzi rodziców? No litości... Zrozumiem że może powiedzieć, że nie lubi (bo chyba każde dziecko tak ma przez jakiś czas), ale bez przesady. Do tego niemalże zerowy szacunek dla dorosłych.
     Nie powiem, książkę czyta się szybko. Język jest łatwy, bo w końcu literatura dla dzieci. Ale o samej książce niemalże zapomniałam od razu. Gdyby nie film, nie pamiętałabym o czym jest, nie licząc tego że jest bez sensu.

    Książka nie przemówiła do mnie. Nie potrafię znaleźć w niej żadnej wartości. Nie, po prostu nie. Jest płytka, małostkowa. Nie wzbudziła we mnie ani trochę pozytywnych emocji. Film jest zdecydowanie lepszy, bohaterowie lepiej zrobieni i nie są nijacy. Gdybym miała dziecko, na pewno nie dałabym tej książki do przeczytania. Jest o wiele więcej ciekawszych książek.

Ocena: 1/10

niedziela, 10 września 2017

"Dziennik" Anne Frank

Tytuł: Dziennik
Tytuł oryginału: Het Achterhuis
Autor: Anne Frank
Data wydania: 2000 (data przybliżona)
Liczba stron: 316
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik

Opis:

II wojna światowa. Zwykłe mieszkanie w centrum Amsterdamu nagle staje się schronieniem, więzieniem i całym światem dla żydowskiej nastolatki Anne, jej rodziny i znajomych. Przez ponad dwa lata, w ciągłym strachu przed wykryciem, próbują oni normalnie żyć, łagodzić codzienne konflikty, doceniać małe radości. Największą tajemnicą Anne jest zmyślona przyjaciółka Kitty, której opowiada o wszystkim, co dzieje się w kryjówce: przerażeniu, plotkach, kłótniach, pierwszej miłości. Sekretne listy do Kitty układają się w przejmujący dziennik dziecka, obdarzonego niezwykłym zmysłem obserwacji i dojrzałością.
Ostatni zapisek powstał 1 sierpnia 1944 roku- na trzy dni przed aresztowaniem i wywiezieniem do obozu koncentracyjnego wszystkich mieszkańców kryjówki.


Moje wrażenia:

     Literatura wojenna jest jedną z tych które najbardziej zapadają w pamięć. W szczególności jeśli chodzi o dzienniki, pamiętniki czy napisane w innej formie wspomnienia jak np. "Medaliony" Zofii Nałkowskiej.  Niedawno, bo 1 września była rocznica wybuchu II Wojny Światowej, która rozpoczęła się zaledwie 77 lat temu. Wydaje się że to wieki temu, ale prawda jest taka że żyją osoby które to przeżyły. I chodzą gdzieś po Polsce, świecie. I jeszcze mogą pokazać jak wtedy było. Lecz gdy nie ma możliwości spotkania takiej osoby, trzeba radzić sobie inaczej.

  Samą literaturą zainteresowałam się dopiero w 4 klasie technikum, w momencie omawiania II Wojny Światowej. Do tej pory pamiętam wrażenia z książki "I boje się snów" Wandy Połtawskiej czy wymienionych wcześniej "Medalionów" Zofii Nałkowskiej. Wzbudziły we mnie chęć dowiedzenia się czegoś więcej, o tamtych czasach. I tak trafiłam na "Dziennik" Anne Frank.

 O książce słyszałam już wcześniej- że jest największym świadectwem Holocaustu. I no cóż... Holocaust jest bardziej tłem. Przez cały okres pisania pamiętnika, wojna nie dotyka bezpośrednio Anne i jej rodziny. Pojawia się dopiero w  momencie aresztowania rodziny Franków, czyli 3 dni po ostatnim wpisie. Jednak to właśnie przez nią rodzina musi ukrywać się przez dwa lata. Całe dwa lata, gdzie ciągle pojawia się myśl, że jutrzejszy dzień może być ostatnim. I każdy z domowników ma tego pełną świadomość, lecz pomimo tego każdy stara się żyć normalnie. Tak, jakby wojny nie było, jak gdyby nie musieli się ukrywać.
  "Dziennik" pokazuje nam życie w ukryciu, dzień po dniu. Dwuletnie przebywanie w towarzystwie tych samych osób, codzienny widok ich twarzy. Brak miejsca gdzie można pobyć samemu i strach że ktoś może odnaleźć kryjówkę. Anne w prosty sposób pokazuje nam, jak wygląda dzień ukrywającego się człowieka. Z szczerością dziecka, opowiada swojej wymyślonej przyjaciółce Kitty o codziennych utarczkach i planach na przyszłość.

 Same plany na przyszłość... Czym są w czasie wojny? Pomimo niepewnego jutra, Anne optymistycznie patrzy w przyszłość, planując co zrobi. Myślę że gdyby przeżyła, byłaby w stanie dużo zdziałać. Samą Annę tolerowałabym, choć przyznam że byłaby dla mnie zbyt głośna. I było jej stanowczo zbyt dużo wszędzie.

 Nie jestem rozczarowana książką. Po prostu spodziewałam się czegoś innego. Ale jest to jedna  z tych książek, którą powinno się przeczytać. I żałuje że nie ma jej w kanonie lektur. Dlaczego? Bo dzięki niej, można docenić to, że nie trzeba się ukrywać. Nie musimy drżeć ze strachu, że ktoś nas odnajdzie, że nie przeżyjemy. "Dziennik" potrafi pokazać naprawdę dużo, choć gdy czytałam go pierwszy raz, nie podobał mi się ani trochę. Dopiero z czasem, i drugą próbą doceniłam go.


czwartek, 3 sierpnia 2017

#14 Lba

    Wielkimi krokami przyszedł urlop, i na chwilę obecną piszę do was z Szczecina. Przyjechałam tu wczoraj pociągiem wraz z Kasią z bloga "To moim zdaniem". Przyznam że pociąg mnie zaskoczył bo przyjechał na stacje chyba bez opóźnienia, co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę że PKP zawsze się spóźnia. Dodatkowo po 2 latach znajomości internetowej, przyszedł czas spotkać się osobiście. Tak, 1 sierpnia spotkałam Kasię pierwszy raz osobiście. Zobaczyć się po takim czasie, było naprawdę genialnym uczuciem. Ale nie o tym dziś, bo dziś nadrabiamy zaległości z notkami. Jak zwykle opóźniona, zapraszam na już 14 LBA.  Za nominację dziękuje Karolinie z bloga "Mój powód by oddychać".

1. Większą uwagę poświęcasz na instagrama czy bloga?

Jakiś czas temu powiedziałabym że po równo. Ale teraz więcej czasu spędzam na blogu, i choć nie widać efektów to się staram ;p Kilka postów już mam napisanych i pozostaje tylko je opublikować (zanim 50 raz stwierdzę, że tekst jest bez sensu i znów go zmienię)

2. Od jakiego czasu jesteś w blogosferze?

Ponad dwa lata, choć nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Serio wydaje mi się, że dopiero co publikowałam pierwszy post. A co najlepsze, do tej pory zastanawiam się, jak żyłam bez pisania.

3. Jak zaczęła się Twoja historia z blogiem?

   Zacznę od tego, że ten blog nie jest moim pierwszym blogiem. W wieku może 14/15 lat miałam inny, ale prawdę mówiąc był beznadziejny. Nie wiedziałam za co się w nim zabrać, jak ma wyglądać i w efekcie umarł śmiercią naturalną. Dłuuugo nie ciągnęło mnie do pisania, a jak ciągnęło to tylko chwilowo. W końcu, jakoś w połowie 2014 roku chciałam założyć bloga. Chciałam zacząć pisać, wiedziałam mniej więcej o czym, tylko brakowało mi odwagi. I nadszedł styczeń 2015 roku. W Polsce miał wystąpić Sabaton, i wiedziałam że komuś to będę chciała to opisać. Bloga założyłam w momencie kiedy miałam jechać na spotkanie z nimi (tu macie relację gdyby ktoś nie czytał, wystarczy kliknąć). Wiedziałam że jeśli tego teraz nie zrobię, to już nie założę. Bo jaki jest sens czytać o koncercie (relację z koncertu macie tutaj, nie wahajcie się kliknąć, warto) pół roku po nim?
   Tak więc, zaczęło się od Sabatonu i za to im dziękuje, bo gdyby nie koncert, nie zaczęłabym pisać. No i nie poznałabym Kasi ;)


4. W jakim wieku zaczęła się Twoja przygoda z książkami?

Książki towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Fakt, jak byłam mała, to bardziej oglądałam obrazki bo nie umiałam czytać. W pierwszej klasie (jak pamięć mnie nie myli) dostałam książeczkę z jakąś legendą krakowską i sama ją przeczytałam. I chyba od tego momentu zaczęła się oficjalnie moja przygoda z czytaniem, bo byłam dumna że sama przeczytałam książkę bez żadnej pomocy ;)


5. Jeśli miałbyś/miałabyś magiczną moc, co by to było?

   Szczerze? Chciałabym żeby moją magiczną mocą było wieczne szczęście. Dlaczego? Bo dzięki temu cokolwiek by się nie stało,  i tak bym wyszła obronną ręką. Stwierdzam że chcę jechać w góry już teraz,  i znajduje pokój+ tani przejazd, choć każdy mówił że nie ma szans. Idę do sklepu i okazuje się że jestem 100000 klientem i mam zakupy gratis. Puszczam totolotka i wygrywam 5 milionów ;p
   Albo przewidywanie przyszłości też jest genialne.

6. Bohatera jakiej książki chciałabyś/chciałbyś ożywić?

Remus Lupin z "Harry Potter i Więzień Azkabanu"- uwielbiam i kocham tą postać odkąd pierwszy raz się z nią zetknęłam. KOCHAM <3

7. Książka, o której nigdy nie zapomnisz?

Zdecydowanie "Zbaw nas od złego" Ralpha Sarchiego- jest to książka która pomimo wszystkiego dalej siedzi mi gdzieś w głowie.

8. Dokończ zdanie: "Gdyby nie książki,..."

"..., prawdopodobnie siedziałabym oglądając "Trudne Sprawy" albo jakieś inne głupsze filmy."

9. Dokończ zdanie: "Najbardziej w książkach nie lubię.."

Hmmyyyy..... Nie lubię jeśli są tzw. "otwarte zakończenia", czyli gdzie czytelnik może sam dopowiedzieć sobie końcówkę. NIE ZNOSZĘ TEGO! Ja muszę mieć to z góry napisane, bo inaczej przez kilka dni zamiast zająć się czymś pożytecznym, medytuję nad tym co mogło dalej się stać.
 
10. Wolisz książki jednotomowe czy serie? Grube czy cienkie?

Jak jest wiosna/lato wolę książki jednotomowe (bo nie ma mnie za często w domu), za to jak jest jesień/zima wolę serie (bo siedzę więcej  w domu). I zazwyczaj nie ma dla mnie różnicy czy książka jest cienka czy gruba- przeczytam wszystko.



piątek, 21 lipca 2017

"Dracula Nieumarły" Dacre Stoker, Ian Holt

Tytuł: Dracula: Nieumarły
Tytuł oryginału: Dracula. The Un-dead
Autor: Dacre Stoker, Ian Holt
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
Liczba stron: 376
Kategoria: horror


Opis: 

Rok 1912. Londynem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni. Nieliczni świadkowie wspominają o czarnym powozie bez wożnicy i mgle, która niczym całun spowija miejsce zbrodni. Oto miasto stało się areną, na której zmagają się dwie najpotężniejsze, znane historii istoty-  śmiertelnie niebezpieczna i olśniewająco piękna hrabina Elżbieta Batory oraz jej największy wróg, Dracula. Drogi uczestników walecznej wyprawy, którzy już raz stawili czoła najgroźniejszemu z wampirów przetną się raz jeszcze. Do walki staną Jonathan Harker, jego piękna żona Mina, ich zbuntowany syn Quincey, doktor Seward, lord Holmwood oraz sprytny profesor Abraham Van Helsing. Dawni sojusznicy będą musieli wybierać między lojalnością a dumą. Pomiędzy śmiercią a mrocznym życiem istoty potępionej. Jednak zanim dawna więź się odrodzi, bestia odbierze życie dwóm bohaterom. Kto naprawdę stoi za krwawą zemstą, a kto jest zaledwie pionkiem w rozgrywce między potężnymi wampirami? Tymczasem londyńska policja podejrzewa, że do miasta powrócił Kuba Rozpruwacz. Sprawa trafia na pierwsze strony gazet, a w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejne prostytutki. Tylko Mina domyśla się okrutnej prawdy. Musi działać zanim bestia dotrze do jej syna. Zanim długo skrywany sekret wyjdzie na jaw. Zanim dowie się Dracula. Pierwsza oficjalna kontynuacja kultowej powieści Brama Stokera "Dracula". Drace Stoker, krewny słynnego pisarza, oraz Ian Holt, doświadczony autor i scenarzysta, sięgneli do niepublikowanych wcześniej notatek twórcy, by z rozproszonych zapisków odtworzyć dalsze losy rumuńskiego księcia. W ten sposób do rąk czytelnika trafia niezwykła opowieść o walce, miłości i przetrwaniu. Mroczny Dracula powraca- wciąż tak samo pociągający i poruszający- dręczony wyborem między miłością do kobiety, a naturą, która zmusza go do okrucieństwa. Jednak zanim odzyska miłość ukochanej, przyjdzie mu stanąć do walki z groźnym przeciwnikiem- krwawą hrabiną Elżbietą Batory, której mordercze dokonania zapewniły stałe miejsce na kartach historii. Piękna, demoniczna i bezwzględna zrobi wszystko, by zniszczyć swego wroga i to, co jest dla niego najcenniejsze. Z tą książką powraca Dracula. Jedyny. Prawdziwy. Wampir.


Moje wrażenia:   

   Jakiś czas temu recenzowałam książkę Brama Stokera "Dracula"  - teraz nadszedł czas na jej kontynuację. Po książkę sięgnęłam z wielkim entuzjazmem, który oklapł szybciej niż zakalec w piekarniku. Serio, nie raz nie dwa, łypałam na okładkę podejrzliwym okiem, czy oby na pewno czytam "oficjalną" kontynuację. No cóż, miałam wrażenie że czytam fan-fiction. I wtedy potrafiłabym wybaczyć, to co przeczytałam. Ale że to fan-fiction nie jest, to nie wybaczę.
  Zacznę od tego co łączy "Draculę" Stokera z tą książką. Otóż uwaga cecha łącząca to imiona bohaterów.  Jeśli liczycie na więcej wspólnych cech, to was rozczaruje- tak nie jest. Bohaterowie w niczym nie przypominają dawnych osób. I tak jak każdy z nas zmienia się na przestrzeni lat, tak tu jest to przesadzone. Autorów poniosła zbytnio ułańska fantazja.
        Nagle okazuje się że każdy bohater jest zły, a Dracula jest jakże cudownym, kochającym Minę bohaterem. Zresztą okazuje się że Mina też kocha wampira, ba, nawet miała z nim romans.
Na początku myślałam że czytałam złą książkę, bo za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie do diabła oni mieli romans. I gdzie Mina kochała Dracule? Przecież przez całą książkę, odnosiłam wrażenie że jest ona pierwszą osobą, która wbiłaby mu kołek w serce. Chyba że autorzy mają spaczoną wizję romansu- wbicie kołka= wyznanie miłości. Zapytałam się nawet w grupie, bo może dziwnym trafem coś ominęłam, po czym okazało się że wcale nie czytałam złej książki. I nie miałam wybrakowanego egzemplarza.
    Naprawdę, bohaterowie tak działali mi na nerwy, jak tylko działać mogli. Nie, nie, nie... Nie toleruje tak wielkich zmian. Jedynie Arthur Holmwood w pewnym stopniu przypominał siebie. A reszta, no cóż. Oprócz imion mam wrażenie że są to zupełnie inne osoby.
Na wzmiankę zasługuje Elżbieta Batory, która wypadła tu naprawdę fajnie. I myślę że gdyby autorzy pokusiliby się, na książkę o niej, wyszliby o wiele lepiej. Bo sama postać jest naprawdę intrygująca- w końcu zabicie 600 osób, nie jest czymś co przejdzie płazem. W przypadku książki "Dracula: Nieumarły" mam wrażenie że to ona jest większym wampirem niż Dracula, który tu zachowywał się bardziej jak człowiek.
    Ale koniec o bohaterach, bo choć mogłabym na nich psioczyć jeszcze przez całą recenzję, to jednak trzeba przejść dalej.

     Od pierwszych stron książki, wiadomo że została napisana przez inne osoby. Różni się językiem i stylem. Nie powiem, czytało się ją o wiele lepiej niż "Draculę" Stokera. Jest bardziej przystępna, język też bardziej współczesny. Sama akcja też trzyma ciągle w napięciu, ani trochę nie zwalnia tempa, co jest na plus. Nie można się tu nudzić, bo nawet nie ma kiedy. "Dracula: Nieumarły" to według mnie nie horror, a raczej połączenie thrillera/akcji/romansu. Jedyne momentu horroru, to te w których latają flaki, bo jednak trochę latają.
   Tak więc pod tym względem jestem zaskoczona na plus. Dodatkowy plus należy się za to, że pokazali zmianę Miny po ugryzieniu przez Draculę. Ten fakt, że starzała się nieco wolniej niż normalny człowiek.

Tak naprawdę książka ma zmarnowany potencjał. Podejrzewam że moja ocena byłaby o wiele wyższa, gdybym nie czytała pierwszej części. Jest między nimi naprawdę wielka przepaść, której nie można zasypać. Więc jeśli czytaliście pierwszą nie patrzcie nawet na tą nie warto. Niepotrzebnie popsujecie sobie krew.  I nie jest tak, że nie doceniam tego że chcieli to napisać. Fajnie, niech piszą. Ale błagam, starajcie się trzymać poprzedniczek, wprowadzając niewielkie zmiany, ale nie zmieniajcie całkowicie wszystkiego.
     


Ocena: 2/10