czwartek, 3 sierpnia 2017

#14 Lba

    Wielkimi krokami przyszedł urlop, i na chwilę obecną piszę do was z Szczecina. Przyjechałam tu wczoraj pociągiem wraz z Kasią z bloga "To moim zdaniem". Przyznam że pociąg mnie zaskoczył bo przyjechał na stacje chyba bez opóźnienia, co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę że PKP zawsze się spóźnia. Dodatkowo po 2 latach znajomości internetowej, przyszedł czas spotkać się osobiście. Tak, 1 sierpnia spotkałam Kasię pierwszy raz osobiście. Zobaczyć się po takim czasie, było naprawdę genialnym uczuciem. Ale nie o tym dziś, bo dziś nadrabiamy zaległości z notkami. Jak zwykle opóźniona, zapraszam na już 14 LBA.  Za nominację dziękuje Karolinie z bloga "Mój powód by oddychać".

1. Większą uwagę poświęcasz na instagrama czy bloga?

Jakiś czas temu powiedziałabym że po równo. Ale teraz więcej czasu spędzam na blogu, i choć nie widać efektów to się staram ;p Kilka postów już mam napisanych i pozostaje tylko je opublikować (zanim 50 raz stwierdzę, że tekst jest bez sensu i znów go zmienię)

2. Od jakiego czasu jesteś w blogosferze?

Ponad dwa lata, choć nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Serio wydaje mi się, że dopiero co publikowałam pierwszy post. A co najlepsze, do tej pory zastanawiam się, jak żyłam bez pisania.

3. Jak zaczęła się Twoja historia z blogiem?

   Zacznę od tego, że ten blog nie jest moim pierwszym blogiem. W wieku może 14/15 lat miałam inny, ale prawdę mówiąc był beznadziejny. Nie wiedziałam za co się w nim zabrać, jak ma wyglądać i w efekcie umarł śmiercią naturalną. Dłuuugo nie ciągnęło mnie do pisania, a jak ciągnęło to tylko chwilowo. W końcu, jakoś w połowie 2014 roku chciałam założyć bloga. Chciałam zacząć pisać, wiedziałam mniej więcej o czym, tylko brakowało mi odwagi. I nadszedł styczeń 2015 roku. W Polsce miał wystąpić Sabaton, i wiedziałam że komuś to będę chciała to opisać. Bloga założyłam w momencie kiedy miałam jechać na spotkanie z nimi (tu macie relację gdyby ktoś nie czytał, wystarczy kliknąć). Wiedziałam że jeśli tego teraz nie zrobię, to już nie założę. Bo jaki jest sens czytać o koncercie (relację z koncertu macie tutaj, nie wahajcie się kliknąć, warto) pół roku po nim?
   Tak więc, zaczęło się od Sabatonu i za to im dziękuje, bo gdyby nie koncert, nie zaczęłabym pisać. No i nie poznałabym Kasi ;)


4. W jakim wieku zaczęła się Twoja przygoda z książkami?

Książki towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Fakt, jak byłam mała, to bardziej oglądałam obrazki bo nie umiałam czytać. W pierwszej klasie (jak pamięć mnie nie myli) dostałam książeczkę z jakąś legendą krakowską i sama ją przeczytałam. I chyba od tego momentu zaczęła się oficjalnie moja przygoda z czytaniem, bo byłam dumna że sama przeczytałam książkę bez żadnej pomocy ;)


5. Jeśli miałbyś/miałabyś magiczną moc, co by to było?

   Szczerze? Chciałabym żeby moją magiczną mocą było wieczne szczęście. Dlaczego? Bo dzięki temu cokolwiek by się nie stało,  i tak bym wyszła obronną ręką. Stwierdzam że chcę jechać w góry już teraz,  i znajduje pokój+ tani przejazd, choć każdy mówił że nie ma szans. Idę do sklepu i okazuje się że jestem 100000 klientem i mam zakupy gratis. Puszczam totolotka i wygrywam 5 milionów ;p
   Albo przewidywanie przyszłości też jest genialne.

6. Bohatera jakiej książki chciałabyś/chciałbyś ożywić?

Remus Lupin z "Harry Potter i Więzień Azkabanu"- uwielbiam i kocham tą postać odkąd pierwszy raz się z nią zetknęłam. KOCHAM <3

7. Książka, o której nigdy nie zapomnisz?

Zdecydowanie "Zbaw nas od złego" Ralpha Sarchiego- jest to książka która pomimo wszystkiego dalej siedzi mi gdzieś w głowie.

8. Dokończ zdanie: "Gdyby nie książki,..."

"..., prawdopodobnie siedziałabym oglądając "Trudne Sprawy" albo jakieś inne głupsze filmy."

9. Dokończ zdanie: "Najbardziej w książkach nie lubię.."

Hmmyyyy..... Nie lubię jeśli są tzw. "otwarte zakończenia", czyli gdzie czytelnik może sam dopowiedzieć sobie końcówkę. NIE ZNOSZĘ TEGO! Ja muszę mieć to z góry napisane, bo inaczej przez kilka dni zamiast zająć się czymś pożytecznym, medytuję nad tym co mogło dalej się stać.
 
10. Wolisz książki jednotomowe czy serie? Grube czy cienkie?

Jak jest wiosna/lato wolę książki jednotomowe (bo nie ma mnie za często w domu), za to jak jest jesień/zima wolę serie (bo siedzę więcej  w domu). I zazwyczaj nie ma dla mnie różnicy czy książka jest cienka czy gruba- przeczytam wszystko.



piątek, 21 lipca 2017

"Dracula Nieumarły" Dacre Stoker, Ian Holt

Tytuł: Dracula: Nieumarły
Tytuł oryginału: Dracula. The Un-dead
Autor: Dacre Stoker, Ian Holt
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
Liczba stron: 376
Kategoria: horror


Opis: 

Rok 1912. Londynem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni. Nieliczni świadkowie wspominają o czarnym powozie bez wożnicy i mgle, która niczym całun spowija miejsce zbrodni. Oto miasto stało się areną, na której zmagają się dwie najpotężniejsze, znane historii istoty-  śmiertelnie niebezpieczna i olśniewająco piękna hrabina Elżbieta Batory oraz jej największy wróg, Dracula. Drogi uczestników walecznej wyprawy, którzy już raz stawili czoła najgroźniejszemu z wampirów przetną się raz jeszcze. Do walki staną Jonathan Harker, jego piękna żona Mina, ich zbuntowany syn Quincey, doktor Seward, lord Holmwood oraz sprytny profesor Abraham Van Helsing. Dawni sojusznicy będą musieli wybierać między lojalnością a dumą. Pomiędzy śmiercią a mrocznym życiem istoty potępionej. Jednak zanim dawna więź się odrodzi, bestia odbierze życie dwóm bohaterom. Kto naprawdę stoi za krwawą zemstą, a kto jest zaledwie pionkiem w rozgrywce między potężnymi wampirami? Tymczasem londyńska policja podejrzewa, że do miasta powrócił Kuba Rozpruwacz. Sprawa trafia na pierwsze strony gazet, a w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejne prostytutki. Tylko Mina domyśla się okrutnej prawdy. Musi działać zanim bestia dotrze do jej syna. Zanim długo skrywany sekret wyjdzie na jaw. Zanim dowie się Dracula. Pierwsza oficjalna kontynuacja kultowej powieści Brama Stokera "Dracula". Drace Stoker, krewny słynnego pisarza, oraz Ian Holt, doświadczony autor i scenarzysta, sięgneli do niepublikowanych wcześniej notatek twórcy, by z rozproszonych zapisków odtworzyć dalsze losy rumuńskiego księcia. W ten sposób do rąk czytelnika trafia niezwykła opowieść o walce, miłości i przetrwaniu. Mroczny Dracula powraca- wciąż tak samo pociągający i poruszający- dręczony wyborem między miłością do kobiety, a naturą, która zmusza go do okrucieństwa. Jednak zanim odzyska miłość ukochanej, przyjdzie mu stanąć do walki z groźnym przeciwnikiem- krwawą hrabiną Elżbietą Batory, której mordercze dokonania zapewniły stałe miejsce na kartach historii. Piękna, demoniczna i bezwzględna zrobi wszystko, by zniszczyć swego wroga i to, co jest dla niego najcenniejsze. Z tą książką powraca Dracula. Jedyny. Prawdziwy. Wampir.


Moje wrażenia:   

   Jakiś czas temu recenzowałam książkę Brama Stokera "Dracula"  - teraz nadszedł czas na jej kontynuację. Po książkę sięgnęłam z wielkim entuzjazmem, który oklapł szybciej niż zakalec w piekarniku. Serio, nie raz nie dwa, łypałam na okładkę podejrzliwym okiem, czy oby na pewno czytam "oficjalną" kontynuację. No cóż, miałam wrażenie że czytam fan-fiction. I wtedy potrafiłabym wybaczyć, to co przeczytałam. Ale że to fan-fiction nie jest, to nie wybaczę.
  Zacznę od tego co łączy "Draculę" Stokera z tą książką. Otóż uwaga cecha łącząca to imiona bohaterów.  Jeśli liczycie na więcej wspólnych cech, to was rozczaruje- tak nie jest. Bohaterowie w niczym nie przypominają dawnych osób. I tak jak każdy z nas zmienia się na przestrzeni lat, tak tu jest to przesadzone. Autorów poniosła zbytnio ułańska fantazja.
        Nagle okazuje się że każdy bohater jest zły, a Dracula jest jakże cudownym, kochającym Minę bohaterem. Zresztą okazuje się że Mina też kocha wampira, ba, nawet miała z nim romans.
Na początku myślałam że czytałam złą książkę, bo za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie do diabła oni mieli romans. I gdzie Mina kochała Dracule? Przecież przez całą książkę, odnosiłam wrażenie że jest ona pierwszą osobą, która wbiłaby mu kołek w serce. Chyba że autorzy mają spaczoną wizję romansu- wbicie kołka= wyznanie miłości. Zapytałam się nawet w grupie, bo może dziwnym trafem coś ominęłam, po czym okazało się że wcale nie czytałam złej książki. I nie miałam wybrakowanego egzemplarza.
    Naprawdę, bohaterowie tak działali mi na nerwy, jak tylko działać mogli. Nie, nie, nie... Nie toleruje tak wielkich zmian. Jedynie Arthur Holmwood w pewnym stopniu przypominał siebie. A reszta, no cóż. Oprócz imion mam wrażenie że są to zupełnie inne osoby.
Na wzmiankę zasługuje Elżbieta Batory, która wypadła tu naprawdę fajnie. I myślę że gdyby autorzy pokusiliby się, na książkę o niej, wyszliby o wiele lepiej. Bo sama postać jest naprawdę intrygująca- w końcu zabicie 600 osób, nie jest czymś co przejdzie płazem. W przypadku książki "Dracula: Nieumarły" mam wrażenie że to ona jest większym wampirem niż Dracula, który tu zachowywał się bardziej jak człowiek.
    Ale koniec o bohaterach, bo choć mogłabym na nich psioczyć jeszcze przez całą recenzję, to jednak trzeba przejść dalej.

     Od pierwszych stron książki, wiadomo że została napisana przez inne osoby. Różni się językiem i stylem. Nie powiem, czytało się ją o wiele lepiej niż "Draculę" Stokera. Jest bardziej przystępna, język też bardziej współczesny. Sama akcja też trzyma ciągle w napięciu, ani trochę nie zwalnia tempa, co jest na plus. Nie można się tu nudzić, bo nawet nie ma kiedy. "Dracula: Nieumarły" to według mnie nie horror, a raczej połączenie thrillera/akcji/romansu. Jedyne momentu horroru, to te w których latają flaki, bo jednak trochę latają.
   Tak więc pod tym względem jestem zaskoczona na plus. Dodatkowy plus należy się za to, że pokazali zmianę Miny po ugryzieniu przez Draculę. Ten fakt, że starzała się nieco wolniej niż normalny człowiek.

Tak naprawdę książka ma zmarnowany potencjał. Podejrzewam że moja ocena byłaby o wiele wyższa, gdybym nie czytała pierwszej części. Jest między nimi naprawdę wielka przepaść, której nie można zasypać. Więc jeśli czytaliście pierwszą nie patrzcie nawet na tą nie warto. Niepotrzebnie popsujecie sobie krew.  I nie jest tak, że nie doceniam tego że chcieli to napisać. Fajnie, niech piszą. Ale błagam, starajcie się trzymać poprzedniczek, wprowadzając niewielkie zmiany, ale nie zmieniajcie całkowicie wszystkiego.
     


Ocena: 2/10
   

piątek, 14 lipca 2017

#13 LBA

Za nominację dziękuje Sunny z bloga Sunny Snowflake. Jest to już 13 nominacja LBA.


1. Jaki kolor odwzorowuje Twój charakter i dlaczego?

O matko nie wiem. Nie ma chyba takiego jednego. Ale na szybko zrobionym quizie wychodzi mi czarny (żeby nie było zrobiłam kilka, i za każdym razem wychodziło mi to samo). Według tego quizu: klik czarny oznacza:

"Można by uznać cię za ponuraka i samotnika, jednak nie do końca tak jest. Lubisz siebie takim, jaki jesteś i możesz stanowić przykład dla innych. Nie śmiejesz się z byle czego, ale uśmiech i tak pojawia się na twoich ustach."

No i w sumie tak jest.

2. Jak ustawiasz książki na półce? Kolorem? Autorem? Gatunkiem?

    Zazwyczaj układam seriami + dodatki. Czyli np. "Władca Pierścieni"+ wszystkie dzieła Tolkiena + wszystkie około Tolkienowe książki. W momencie kiedy kończą się serie układam autorami i w miarę gatunkowo. Za jakiś czas pojawi się bookshelf tour (no dobra za pół roku ;p) więc pokaże jak to wygląda w praktyce. Bo wiem że teoria to jedno, a praktyka to drugie. A moje tłumaczenie jak to wygląda to 3 xD

3. Co uważasz o polskim booktubie? Oglądasz?

    Przyznam szczerze, że naprawdę rzadko go oglądam. Najczęściej oglądam filmiki z jakiś wydarzeń typu Targi Książki, albo gdy ktoś pokazuje swoją biblioteczkę. Swoją drogą, wiecie jaki jest najlepsze uczucie? Gdy na 5 sekund znajdujecie się w filmiku z Targów Książki w Warszawie ;p
Rzadko oglądam, bo nie zawsze znajduje czas. A i też ciężko znaleźć kogoś kto by mnie zainteresował. Więc jeśli macie jakiś ciekawych booktuberów, to dajcie link do kanałów.

4. Jaka jest Twoja ulubiona ekranizacja książki i dlaczego?

Ulubiona to "Władca Pierścieni". Wiadomo nie wszystko jest tak jak w książce. Ale to co jest, w większości zgadza się  z moim wyobrażeniem.

5. Sięgasz po wszystkie gatunki książek czy masz wybrane, ulubione? Jesteś uprzedzona do jakiś gatunków?

Kiedyś czytałam tylko fantastykę i nic więcej. Najbardziej byłam uprzedzona do czytania romansideł, ale teraz tak naprawdę czytam prawie wszystko.

6. Który moment tworzenia recenzji jest Twoim ulubionym? Robienie zdjęć, pisanie opinii, czy może coś innego?

Postawienie ostatniej kropki przy recenzji, i kliknięcie "opublikuj". A tak na serio- moment pisania opinii. Choć często mam tak, że wydaje mi się że napisałam albo za mało, albo za dużo. I w efekcie siedzę nad recenzją drugie tyle.


7. Jaki masz stosunek do książek bardzo popularnych? Ciekawią Cię czy może irytujesz się zalewem recenzji jednej książki?

Ciekawią mnie na początku, bo potem zaczyna mnie wkurzać. Bo serio, 503836262 recenzji na raz to stanowczo za dużo.

8. Czytasz/czytałaś/czytałeś lektury książek? Lubisz je, czy przeszkadza Ci narzucanie tego, co masz czytać?

Do rozpoczęcia technikum lubiłam czytać lektury. Później już mi się nie chciało, i czytałam streszczenia. Co nie zmienia rzeczy, że większość lektur mi się podobało.

9. Brałaś kiedyś udział w jakieś imprezie książkowej np. targach? Jeśli tak, to co o takich imprezach myślisz?

Brałam udział w Targach w Krakowie i Warszawie. I jest to najbardziej rewelacyjna rzecz jaka może być. Mnóstwo emocji, dużo poznanych ludzi i genialna atmosfera.

10. Znalazłaś kiedyś książkę np. na ławce w parku czy pociagu? Czy podoba Ci się akcja zostawiania tak książek w miejscu publicznym?

Nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Ale myślę że jest to fajna akcja, choć ja bym się tak nie mogła rozstać z książką. Chyba że odłożyłabym ją na bok i zapomniałabym o niej. Co jest raczej niemożliwe ;p

11. Jaki kolor dominuje w Twojej biblioteczce?

Przeważają albo ciemne albo jasne. Trochę mniej mam kolorowych. Ale w większości jest ich po równo.

wtorek, 11 lipca 2017

Tea Book TAG + konkurs

       Za nominację do tego TAG-u dziękuje Wioli z bloga Time of Book. Ale zanim zacznę odpowiadać na pytania, chciałabym zaprosić na konkurs na tego bloga: klik. Jest naprawdę fajny i myślę że warto wziąć w nim udział.


Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.

 Prawda jest taka że czytam naprawdę mało klasyki. I muszę mieć odpowiedni humor do niej (co zdarza się naprawdę rzadko ;p) Jednak z tego co przeczytałam i mi się podoba, jest na pewno "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza.  Odkąd przeczytałam ją w podstawówce, dalej mi się podoba.

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.

Definitywnie "Talizman" Stephena Kinga- może nie zasnęłam, ale mało brakowało. Strasznie się przy niej wymęczyłam. Później nie wiem ile, unikałam jego książek.


Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Tu mi pasuje albo "Przygody Sinbada Żeglarza" Bolesława Leśmiana albo "Nie kończąca się historia" Michaela Ende. I jedna i druga jest naprawdę genialna. Są moimi ulubionymi książkami z dzieciństwa, choć nie tak ulubionymi jak "Baśnie z wyspy Lanka"

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Trylogia "Atramentowy Świat" Cornelii Funke. Książki nie należą do najcieńszych, ale czyta się je bardzo szybko. Świat wykreowany w książkach, jest naprawdę cudowny.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna. 

Zacznę od tego że każdy ma swoje gusta i guściki. I z wszystkich książek nie rozumiem fenomenu trylogii "Niezgodna". Dobrze się ją czyta, ale nie jest jakoś szczególnie rewelacyjna.( jeśli ktoś nie czytał recenzji to zapraszam: Niezgodna, Zbuntowana, Wierna)

Herbata yerba-mate, czyli książka przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła. 

"Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larrson. Ileś razy odkładałam tą książkę na bok, bo nie mogłam przetrwać pierwszych rozdziałów. Potem nie mogłam znów się oderwać, bo okazało się że jest całkiem fajna.

Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała.

Przyznam szczerze, że nie pamiętam tego, że ktoś czytał książki na dobranoc. Raczej czytałam je sobie sama, albo słuchałam ich na kasecie. Ale ulubioną książką którą sama sobie czytałam, to "Baśnie z wyspy Lanka"

Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.

Jak nie cierpię książek romantycznych tak "Niebo jest wszędzie" Jandy Nelson jest moją ukochaną  książką. Nie wiem ile razy ją przeczytałam, ale widać po niej że jest często otwierana ;)

Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

"Zbaw nas od złego" Ralpha Sarchiego jest książką która naprawdę mnie przeraziła. Wiedziałam że nie będzie to luźna książka, ale nie spodziewałam się czegoś takiego. I jak najbardziej ją polecam ;) Jeśli jesteście ciekawi recenzji to zapraszam tu: klik

I jeszcze raz przypominam o konkursie, o którym pisałam na górze. Może kogoś zainteresuje ;)

"Merlin i wojna smoków"

Tytuł: Merlin i wojna smoków
Tytuł oryginału: Merlin and the Wart of the Dragons
Reżyseria: Mark Atkins
Scenariusz: Jon Macy
Gatunek: Fantasy
Produkcja: USA

Opis: 

Stary czarodziej bierze sobie na nauki dwóch uczniów. Po kilkunastu latach nauki jeden z nich Vendiger, buntuje się przeciw swojemu mistrzowi i zaczyna parać się czarną magią. Pragnąc władzy przeistacza kilku wieśniaków w posłuszne mu smoki. Do walki z nim wyrusza drugi uczeń Magea, Merlin

Moje wrażenia:

   Mamy smoka, mamy Merlina, mamy czasy króla Artura. Czego chcieć więcej? W przypadku tego filmu, zdecydowanie wszystkiego.   W trakcie oglądania okazało się być inaczej, i gdyby nie wyzwanie, przestałabym oglądać ten film jak najszybciej. I film jest zdecydowanie na "nie"- nie polecam, nie oglądajcie, chyba że chcecie zmarnować sobie 1,5h życia. Pomysł na film był naprawdę fajny. Ale tak zmarnowany, że szkoda słów.
Nie każdy film musi zawierać mega znanych aktorów. Fajne jest to że daje się szansę, komuś kto jest nieznany. Jednak litości... Aktorzy w "Trudnych Sprawach" mają więcej energii życiowej i potrafią przekonać do siebie ludzi. A Artur ganiający po polu bitewnym, z garnkiem na głowie na zawsze wyrył mi się w koszmarach nocnych. Nie wiem, może żona mu wtłukła tym garnkiem, za to że powiedział że zupa jest za słona? Możliwe że tak było. A stwierdził że hełm mu w takim razie nie potrzebny, gar też jest dobry.
     Ale największym dziadostwem są smoki. Matko jedyna, jak ja je zobaczyłam nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Są tak prawdziwe, jak moja radość do codziennego wstawania. Mam dziwne przeczucie że były robione w Paincie. W trakcie konkursu. W podstawówce.
   Film tak naprawdę nie ma żadnych plusów. Nie było nic co by mnie zaciekawiło, działało to raczej w drugą stronę. No może aktorki można dać na plus, bo w sumie były ładne.
Podejrzewam że gdyby dać im jeszcze parę milionów, z filmu wyciągałoby się o wiele lepiej. Byłby zdecydowanie lepszy, bo miał plan. Gorzej wyszło z realizacją.
Fabuła była fajna, bo w sumie nie kojarzę żadnego filmu związanego z Arturem i smokami. Nie liczę tu oczywiście serialu "Przygody Merlina", gdzie za każdym razem pojawiało się coś fantastycznego. I mam nadzieję że reżyser następnym razem zadba o lepsze efekty specjalne, i bardziej się postara.      Bo to co zrobił teraz woła o pomstę do nieba. Choćbym chciała, nie wyciągnę więcej z tego filmu. Nie chcę pogrążać go jeszcze bardziej. Więc jeśli zastanawiacie się co oglądać, mówię od razu- na pewno nie ten film. Nie polecam.


Ocena: 1/10

niedziela, 9 lipca 2017

"Dziewczyny się odchudzają" Jacqueline Wilson

Tytuł: Dziewczyny się odchudzają
Tytuł oryginału: Girls under Pressure
Cykl: Dziewczyny
Autor: Jacqueline Wilson
Data wydania: 2002 (data przybliżona)
Liczba stron: 183
Kategoria: literatura młodzieżowa

Opis:

Ellie, Magda i Nadine to nierozłączne przyjaciółki, ale różnią się skrajnie stylem, wyglądem i zainteresowaniami. Ellie pasjonuje się sztuką. Nadine horrorami, a Magda chłopakami. Łączy je jedno: obsesja na punkcie wyglądu. Nadine, smukła, oryginalna i zjawiskowa, ma szansę zostać modelką w młodzieżowym piśmie "Spicy", choć nie wszystko przebiega tak, jak by sobie tego życzyła... Magdę, wystrzałową, seksowną blondynkę fascynują starsi chłopcy ale do czasu... Patrząc na swoje przyjaciółki, Ellie uzmysławia sobie, że jej życie stanie się nie do zniesienia, jeśli nie schudnie przynajmniej kilkanaście kilogramów...

Ilustrował: Nick Sharratt.


Moje wrażenia:

      O tym że Jacqueline Wilson, jest jedną z moich ulubionych autorek, wspominałam już przy recenzji "Waty Cukrowej" (link do recenzji). Więc nie będę się powtarzać. Sama tematyka jest mi bliska, bo swego czasu też miałam etap "jestem za gruba i muszę schudnąć" (bo waga 47kg przy wzroście 154 jest zła, dopiero około 39kg jest ok). Tyle dobrze że zanim zaszło to za daleko, zostało mi to wybite z głowy. I teraz trzymam się jednej wagi. Więc naprawdę uważajcie co mówicie nastolatkom, bo może się to źle skończyć.
    Wracając do książki- pierwszy raz okładka nie podobała mi się ani trochę. I jak nie czepiałam się ilustracji Nick'a Sharratta, tak teraz pierwszy się czepiam. Jest totalnie okropna, brzydka i nie zachęcająca do przeczytania. No ale jednak się udało i przeczytałam.
   Książka jest na tyle cienka, że zdążyłam przeczytać ją w przeciągu godziny. Jednak prawda jest taka, że spodziewałam się po niej czegoś innego. Myślałam że będzie o wiele lepsza, a tymczasem jest najsłabszą książką autorstwa pani Wilson.
    Akcja książki sama nie wie czy ma się rozkręcać, czy stać w miejscu, albo może zawracać w efekcie czego wyszły pijane parabole. I jak w sumie idzie do przodu, to jednak mam wrażenie że jest ciągle to samo.  Język autorki przystosowany jest dla młodszych czytelników/młodzieży więc tu akurat problemu z czytaniem nie ma. Czyta się lekko, przyjemnie i szybko.

    Jeśli chodzi o bohaterów, to z żadnym się nie związałam. Całą książkę bohaterki były takie nijakie. Przewijały się przez kolejne strony, ale żadna z nich nie była porywająca. Po prostu były, i nic więcej. Najbardziej denerwującą postacią był tata Ellie- nie pamiętam kiedy ostatni raz któryś bohater działał mi na nerwy. Nie raz miałam ochotę wejść między strony i go kopnąć. Jest idealnym przykładem  rodzica który nie wie co się dzieje z jego  dzieckiem. Pomimo że mają dobry kontakt. Jakbym go spotkała to powiedziałabym tylko: "Panie, idź Pan stąd."
   Ale koniec denerwowania się, bo nie chcę żeby mi żyłka pękła. Podsumowując: książka nie należy do najlepszych. Jeśli chcecie zapoznać się z twórczością Jacqueline Wilson, nie zaczynajcie od tej książki. Mi osobiście się nie podobała, ale wiadomo są gusta i guściki.  I choć sama tematyka jest interesująca, to jednak to nie jest to. Z książką niestety się nie polubiłam.
Komuś może się przydać, bo może zauważy, że ktoś w otoczeniu cierpi na anoreksję/ bulimię. Są to naprawdę okropne choroby, do których jest potrzebne naprawdę duże wsparcie, zanim będzie za późno.

Ocena: 3/10

sobota, 8 lipca 2017

Półroczne podsumowanie czytelnicze i filmowe 2017

  Jest już 8 lipca, a ja dalej nie mogę uwierzyć, że połowa roku 2017 już minęła. Mam takie dziwne uczucie, jakbym weszła do jakieś dziwnej czasoprzestrzeni- wchodzisz jest 1 stycznia, wychodzisz po 3 sekundach i jest początek lipca. Bądź tu mądry jakim cudem to się stało.
  Przez pierwsze 3 miesiące, blog przechodził dość wielki wysyp notek- po 10,11. Jak na mnie jest to naprawdę wielka ilość, sama bym się po sobie tego nie spodziewała. Chciałabym żeby takie pisanie wróciło, bo nadrobiłabym zaległe recenzje z tamtego roku (nie wygrzebię się z nimi przez najbliższe 10 lat ;p)
    Jeśli chodzi o same podsumowania, stwierdziłam że nie ma sensu robić ich co miesiąc. Czemu? Bo podsumowanie z dosłownie 2 książkami i 1 filmem jest totalnie bez sensu. W marcu chcąc się zmotywować zrobiłam listę książek które chce przeczytać do wakacji. Niestety nie udało mi się jej w pełni zrealizować, bo jestem leniwcem i wolałam zająć się czymś innym a nie tylko czytaniem.
Ale i tak jestem zadowolona z tego co przeczytałam. A co udało mi się przeczytać? Całe 15 książek, większość zalegających już dłuuugo na mojej półce. Od razu uprzedzam, na zdjęciu brakuje kilku książek, ale to tylko dlatego, że były wypożyczone z biblioteki.



1. "Kapitan. Na służbie"   Stephan Talty, Richard Phillips <recenzja>
2. "Baśniobór" Brandon Mull <recenzja>
3.  "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" Blakley- Cartwright/ Johnson
4. "Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K. Rowling, John Tiffany & Jack Thorne
5. "Baśniobór 2. Gwiazda wieczorna wschodzi" Brandon Mull
6. "Akademia Dobra i Zła: Świat bez książąt" Soman Chainani
7. "Akademia Dobra i zła: Długo i Szczęśliwie" Soman Chainani
8. "Assasin's Creed: Bractwo" Olivier Bowden
9. "Osobliwy dom Pani Peregrine" Ransom Riggs <recenzja>
10. "Vlad Dracula" Dariusz Domagalski
11. "Ostatnia piosenka" Nicholas Sparks
12. "Assasin's Creed: Renesans" Olivier Bowden
13. "Przewodnik po świecie Narnii" Andrea Monda, Paolo Gulisano
14. "Miley Cyrus. Dobra/zła"  Chloe Govan
15. "Jurrasic Park. Zaginiony świat" Michael Crichton

Książka która mnie najbardziej rozczarowała to "Osobliwy dom Pani Peregrine"- spodziewałam się czegoś lepszego, a niestety dostałam coś co nie za bardzo mi się podobało. Reszta książek czeka spokojnie na recenzje, ale każda z nich mi się podobała.


Jeśli chodzi o filmy, udało mi się obejrzeć całe 8. Oczywiście nie doliczam tu obejrzenia 100 razy "Władcy Pierścieni" czy też "Van Helsinga" bo tak licząc miałabym "obejrzanych" 500 filmów. A tak oto prezentuje się lista:

1. "Autopsja Jane Doe"
2. "Egzorcyzmy Anny Ecklund"
3. "X-men"
4. "X-men 2"
5. "Wielki mur"
6. "Vaiana: Skarb oceanu"
7. "Zakochany kundel"
8. "Legion Samobójców"

   Przyznam że najlepszy film który obejrzałam to "Wielki Mur"- jestem nim naprawdę zaskoczona, bo nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. Nie mam żadnego najgorszego filmu, bo stwierdziłam że jak któryś mi się nie będzie podobał, to po prostu go wyłączę, i nie będzie się męczyć tak jak w tamtym roku.

     I cieszę się że nie wzięłam żadnego wyzwania, bo wiem że nie dałabym rady go wykonać. Po prostu chcę czytać, oglądać to co chcę a nie zmuszać się do tego. Bo prawda jest taka że pod koniec 2016 roku, byłam tak zmęczona tymi wyzwaniami, że naprawdę miałam dość i książek i filmów.
Oczywiście chciałabym do końca roku, przeczytać większość nieprzeczytanych książek, ale wiem że nie mam gdzie się spieszyć. W końcu czytanie to nie wyścig, tylko przyjemność. Tak, pod koniec roku będę prawdopodobnie jedyną blogerką książkową która przeczyta zaledwie 30 książek a nie 150. Z czego 50 książek będzie przeczytanych podwójnie ;p

czwartek, 22 czerwca 2017

"Baśnie z wyspy Lanka" Elena Chmelova

Tytuł: Baśnie z wyspy Lanka
Autor: Elena Chmelova
Data wydania: 1991 (data przybliżona)
Liczba stron: 228
Kategoria: literatura dziecięca

Opis:

Baśnie zawarte w tym opracowaniu, pochodzą ze Sri Lanki, wyspy dawnej zwanej Cejlonem. Treści baśni pozwalają poznać nam obyczaje i kulturę dawnych plemion zamieszkujących tamte tereny.


Moje wrażenia: 

     Są książki, które zostają w pamięci długie lata. I pomimo upływu czasu, z tą samą radością otwieramy książkę, by ją przeczytać. "Baśnie z wyspy Lanka" to moja ukochana książka z dzieciństwa. Jedna z książek, których nie pozbędę się nigdy w życiu. Raz w życiu mama zaproponowała żebym dała ją kuzynce- ale widząc mój morderczy wzrok, nigdy nie ponowiła prośby.
   Książka zawiera 7 części do których baśnie (całe 36 sztuk) zostały dopasowane tematycznie. Czyli jak mamy baśń o zwierzętach to jest w dziale zwierzęcym itd. Jest to dla mnie wielki plus, bo dzięki temu wiemy czego się spodziewać w następnej baśni. Wbrew pozorom w tego typu książkach zawsze denerwował mnie brak spójności, przeskakiwanie z baśni o zwierzęciu do baśni o podróżach, później znów zwierzęta, znów coś innego. Zdecydowanie bardziej wolę, gdy coś jest poukładane.
Osobiście moim ulubioną częścią, była ta o zwierzętach (nikogo to pewno nie zdziwi) i jedną z nich potrafiłam nauczyć się na pamięć i w każdym momencie ją wyrecytować. No dziś to by nie przeszło ( niestety pamięć już nie ta).
  Zaskoczeniem w baśniach był nacisk na naukę i wiedzę, w szczególności osób z królewskich rodzin. I jeśli dziecko nie przyswajało nauki zbyt dobrze, mogło się spodziewać że będzie rozczarowaniem dla rodziców. Jednak odnoszę wrażenie, że w książce jest też nacisk na stronę materialną, pieniądze, i to mi się za bardzo nie podobało.
    Plusem jest to, że przed każdą baśnią jest rysunek, w jakiś sposób odnoszący się do baśni. A właśnie... Same obrazki są naprawdę genialne, choć jako dziecko trochę mnie przerażały. Jednak kilka godzin, potrafiłam spędzić na samym szczegółowym oglądaniu każdego obrazka.
Jeśli chodzi o to jak się czyta. Na pewno szybko, na pewno dobrze- w niektórych momentach nawet za szybko. Chciałabym żeby baśnie były dłuższe, no ale nie można mieć wszystkiego. Choć nie ukrywam że nie pogniewałabym się na jeszcze jedną książkę w takim stylu.
 Niewielkim minusem jest też brak numeracji stron, przez co trzeba troszkę naszukać się baśni ( i tu przynajmniej jest plus że są poukładane, dzięki czemu wiadomo gdzie ich mniej więcej szukać). Niemniej przydałoby się żeby strony były ponumerowane. Ale w sumie dwa małe minusy, nie są złe, bo zawsze mogło być gorzej.

Myślę że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, a jeśli nie to przynajmniej dla dzieci. Warto jednak się z nią zapoznać, bo nie jest tak znanym zbiorem baśni jak braci Grimm czy Andersena, a równie interesującym.

Ocena: 10/10

niedziela, 11 czerwca 2017

#12 LBA

     Dawno nie było żadnej nominacji do LBA. Ostatnie było w październiku tamtego roku, czyli szmat czasu temu. Za nominację dziękuje Jadwidze z bloga Zajęcza Nora, i serdecznie zapraszam na jej bloga.



1. Fanem jakiej książki/serii jesteś? Czy jest coś po czym rozpoznajesz innych jej fanów?

    Mam nadzieję że może być kilka ;p Z pojedynczych książek, na pewno jest to książka Jandy Nelson "Niebo jest wszędzie" i "Miłość Peonii" Lisy See. Z serii- "Atramentowe Serce" Cornelii Funke i "Harry Potter" J.K. Rowling.
Kiedyś rozpoznanie fanów było łatwiejsze- bo wystarczyło popatrzyć na ubrania. A teraz nosi je każdy, nawet jak nie jest fanem. Teraz tylko jak ktoś ma książkę, ewentualnie gada o tym- więc można się sugerować że jest fanem.

2. Jakie hobby Ci się podoba (niekoniecznie musisz je robić)? 

    Jazda konna i tenis- matko jakie to jest genialne. I jazda na wrotkach <3 Niestety ja wiecznie nie mam czasu na to żeby spróbować swoich sił w 2 pierwszych dziedzinach ( o wrotkach nie wspominam, bo zabiłabym się zanim zrobiłabym pierwszy krok). Ale może kiedyś się uda. Osobiście uwielbiam jeździć na rowerze, i to chyba jedyne hobby które trzyma się mnie dłużej niż rok, nie licząc również fotografii.

3. Lądujesz na obcej planecie, jaka ona jest?

Podobna do Ziemi, ale mniej zanieczyszczona. Dodatkowo ma posiadać duże zasoby jedzenia i możliwości realizowania głupich pomysłów ;)

4. Podaj jak najwięcej tytułów książek z literami "A" i "O".

Jadwiga zwariowałaś? Ja mam wszystkie książki z biblioteczki tu podać? Toć to jest 300 tytułów xD Ale pierwsze które mam pod ręką to: "Abraham Lincoln. Łowca Wampirów.', "Przewodnik po Świecie Narnii", "Duma i uprzedzenie".

5. Czym jest dla Ciebie wolność?

Możliwość robienia tego co chcę i kiedy chcę. I bez kogoś kto stałby nade mną, mówiąc że jestem na coś za stara. Sorry- nigdy nie jest się za starym na czytanie/oglądanie bajek xD

6. Z której książki wizja przyszłości najbardziej Ci się podoba?

Czytam tak mało książek z tym motywem, że aż wstyd. I przyznam że do tej pory żadna wizja mi się nie podobała. Więc musicie wybaczyć.

7. Otwórz książkę, którą czytasz kolejno na stronach 78,33,15,49,51 i przeczytaj 8 słowo na każdej z tych stron. Co Ci wyszło? (do liczenia obowiązują wszystkie: z,a, na... itd.)

"Dużo na kilka dłoni, plan posiadał."

No nie żeby coś ale Yodą z "Gwiezdnych Wojen" mi zaleciało ;p Mam nadzieję że dobrze to zrobiłam ;p

8. Co Cię drażni w (nawiedzonych) książkocholikach?

Brak tolerancji na to, że ludzie mają inny gust. I jeśli Tobie się coś podoba, nie znaczy że mi również (zresztą działa to też w 2 stronę). Czasami się też zdarza że ktoś nie poleca książki, tylko zmusza do przeczytania. Człowieku, opanuj się- jak będę chciała to przeczytam, ale jak mnie zmuszasz to kijem jej nie dotknę. To podpada pod traktowanie jakieś książki, jak Biblię. Nope, nope, nope.

9. Jest książka, która ma szerokie grono wielbicieli, a Ty jej po prostu nie znosisz?

Czy ja wiem czy jest taka książka. Zazwyczaj jakieś książki zdążą mi wyjść bokiem, bo każdy o niej trąbi, ale nie mam takiej której bym serio nie znosiła.

10. Co byś  zrobił gdyby stary czarodziej zaproponował Ci podróż?

Jak to co? Biorę walizkę i jadę. Każdy wie że do podróży jestem pierwsza, więc wiadomo ;p

11. Podaj jeden powód przez który czytasz książki.

Czytam, bo jest to chwilowa odskocznia od rzeczywistości i durnych problemów.

środa, 31 maja 2017

Warszawa- maj 2017

    Są momenty, kiedy człowiek ma dość. Kiedy chce się wyciszyć i zniknąć. Zarówno kwiecień i maj były ciężkimi miesiącami. Z każdym dniem, traciłam swój entuzjazm, by w pewnym momencie wyglądać jak swój cień. Dni dzieliłam na pracę i obowiązki w domu. Aparat leżał zakurzony gdzieś w kącie, książki zresztą też. Codziennie wchodziłam na bloga, próbując coś napisać, ale z marnym skutkiem. W wersjach roboczych pojawiało się coraz więcej notek, zaś opublikowanych coraz mniej. Wiedziałam że muszę to zmienić... Jednak, brakowało motywacji. Tak więc, w kwietniu po opublikowaniu ostatniej recenzji, ("Kapitan na Służbie" Stephan Talty, Richard Phillips) stwierdziłam że robię przerwę do odwołania.
   Minął tydzień... Drugi... I w trzecim nastąpiło coś, co sprawiło że znów chciałam pisać. Wróciłam do miasta, które kocham bardziej niż Kraków.
A o jakim mieście mowa? Warszawa (nie Rico, nie widać tego w tytule). Serio, uwielbiam to miasto, i atmosferę tu panującą. Jest o wiele lepiej niż w Krakowie. Bo choć nie dzieje się tyle, to miasto tętni życiem.


    Wiem że dużo ludzi nie widzi w Warszawie nic ciekawego. Mało zabytków, mało zwiedzania, no nie ma po co jechać. Tak, to prawda. Stolica nie ma tyle zabytków co Kraków, ale pod uwagę trzeba wziąć fakt, że II Wojna Światowa, odcisnęła tam swoje piętno.




A ja? Ja widzę tu pełno parków, fantastycznych, urokliwych uliczek i genialnych ludzi. Do tej pory wspominam grupkę ludzi, którym pokazywałam drogę na stadion ostatniego wieczoru. No i nie liczę Pana który szedł koło mnie z tekstem że mam ciężką walizkę. Gwarantuje że wiedziałam, że mam ją ciężką.


Do Warszawy pojechałam, z kilku powodów. Pierwszy to Targi Książki a drugi to Noc Muzeum (wyszło w praniu, dowiedziałam się o niej dosłownie przed wyjazdem). I chęć spotkania ze znajomym- czy też starszym bratem. Tu pragnę mu podziękować, za to że pilnował mnie żebym nie robiła głupot. 

Na Targach byłam tylko w piątek przez 2-3h i w sobotę tak samo. Resztę (czyli od środy popołudnia do niedzieli) chodziłam wszędzie gdzie się tylko dało. Dzięki temu mam już pewną orientację w terenie, gdzie co jest. Jeszcze parę razy, i będę znać Warszawę tak jak trzeba xD
Od ostatniej wycieczki niewiele się zmieniło. Remonty jak były tak są, mam wrażenie że niewiele poszły do przodu. W Łazienkach pojawił się paw Kuba, ale to chyba przez moje piszczenie w tamtym roku, że go nie ma xD Skąd Kuba? Nie wiem, tak ochrzciła go Pani która go karmiła, więc niech tak zostanie. Dołożyli też Bazyliszka! W końcu. W tamtym roku narzekałam, że my mamy smoka, a Warszawy  nie stać, żeby dać bazyliszka. No chyba mnie posłuchali. I wyczyścili kaczkę- kolejny sukces ;p Ale koniec pisania, i zostawiam was z zdjęciami ;)






















wtorek, 30 maja 2017

"Wierna" Veronica Roth

Tytuł: Wierna
Tytuł oryginału: Allegiant
Cykl: Niezgodna
Autor: Veronica Roth
Data wydania: 29 kwietnia 2014
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 380

Recenzja: "Niezgodnej": klik
Recenzja: "Zbuntowanej": klik

Opis:

Jeden wybór może Cię zmienić.
Jeden wybór może Cię zniszczyć.
Jeden wybór pokaże, kim jesteś...

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość)- to pięć frakcji, na które podzielone było społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodził test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musiał wybrać frakcję. Ten, kto nie pasował do żadnej, zostawał uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony.

Ten, kto łączył cechy charakteru kilku frakcji, był NIEZGODNY- i musiał być wyeliminowany...

Ale to już przeszłość. Społeczeństwo frakcyjne, w które Tris tak wierzyła, legło w  gruzach- podzielone walką o władzę, naznaczone śmiercią i zdradą. Jednego tyrana zastąpił drugi. Miastem rządzą niepodzielnie bezfrakcyjni. Tris wie, że czas uciekać. Lecz jaki świat rozciąga się poza znanymi jej granicami? Może za murem będzie mogła zacząć z Tobiasem wszystko od nowa, bez trudnych kłamstw, podwójnej lojalności, bolesnych wspomnień? A może poza miastem nie ma żadnego świata...

Lecz nowa rzeczywistość jest jeszcze bardziej przerażająca. Nowe szokujące odkrycia zmieniają serca tych, których kocha. Raz jeszcze Tris musi dokonać niemożliwych wyborów- odwagi, wierności, poświęcenia i miłości. Bo tylko ona może przeszkodzić kolejnemu rozlewowi krwi...


Moje wrażenia:

    Przyszedł czas na recenzję ostatniej części trylogii "Niezgodna" a mianowicie "Wierna". Zaczynając tą książkę, nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam tylko, że skoro jest to ostatnia część trylogii, będzie się dziać.
  Jednak jest to zdecydowanie najsłabsza część. Nie wiem co stało się z bohaterami. Tobias- z odważnego faceta, stał się chłopakiem trzęsącym się ze strachu, że Tris coś się stanie. Tris- bohaterka, wielce poświęcająca się dla wszystkich innych, nie myśląca o sobie. Zbyt idealna. Reszta bohaterów? Zlała się w jedno. Gdzieś tam przemykają, ale są tylko imionami, nie kimś kogo można polubić. Jedyna wyrazista postać? Peter- on jeden nie stracił nic w książce.
    Sama książka jest niezwykle chaotyczna. Odnoszę wrażenie że autorka sama nie wiedziała, co chce tam dać i dała tego stanowczo za dużo. I pomimo tego, przy czytaniu wynudziłam się niemiłosiernie. Bo pomimo tego że coś niby się dzieje, odnoszę wrażenie że jest to jedno i to samo. Tysiąc zaczętych na raz myśli i pomysłów, nie wróży nic dobrego książce. Jest strasznie namieszane, tu się coś dzieje, tam się coś dzieje, coś się wyjaśni, tysiąc rzeczy nie i nagle koniec.
Tak jak pierwsze dwie części, dało się przeczytać, tak jednak ostatnia część, ani trochę nie powala na kolana.
Niektóre rzeczy na pewno bym skróciła, a niektóre wydłużyła. Bo ile można się kłócić z kimś? A miałam wrażenie że same kłótnie zajmują pół książki. A np. na samym końcu, po pewnym wydarzeniu (nie chcę spoilerować, jeśli ktoś nie czytał) mam wrażenie że nikogo to nie przejęło, bo może stronę zajęło tylko wyrzucenie z siebie uczuć.
     A zakończenie? Od niemalże początku wiedziałam jak skończy się trylogia, więc nie było dla mnie to zaskoczeniem. 
Może zbyt dużo oczekiwałam od tej książki, i dlatego jestem tak rozczarowana. I tak jak ogólnie trylogia mi się podobała, tak jeśli chodzi o ocenę ostatniej części, to nie jest ona dobra. 


Ocena: 4/10

czwartek, 25 maja 2017

"Osobliwy dom Pani Peregrine" Ransom Riggs

Tytuł: Osobliwy dom Pani Peregrine
Tytuł oryginału: Miss Peregrine's Home for Peculiar Children
Cykl: Pani Peregrine
Autor: Randsom Riggs
Data wydania: 7 listopada 2012
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 400

Opis:

Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z myślą, że nigdy nie zostanie odkrywcą i nigdy nie będzie miał wielu przyjaciół. Ważne miejsce w jego życiu zajmował dziadek. To on najbardziej mu imponował i to on opowiadał mu najlepsze historie na dobranoc o pogodnym sierocińcu na walijskiej wycepce, ukrytym przed złem, wojną i potworami... Aż pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. I wtedy wszystko się zaczęło...

Jacob wyrusza na odciętą od świata wyspę, by zgłębić jej tajemnice. Czy zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem?

"Osobliwy dom Pani Peregrine" to trzymający w napięciu thriller, nie tylko dla młodzieży. Rdzeń książki stanowią niezwykłe, dziwne fotografie, od których trudno oderwać wzrok, choć sprawiają, że ciarki chodzą po plecach i zasnąć jakoś trudniej. Całości dopełniają niesamowite zwroty akcji, klimat grozy i postacie... cokolwiek osobliwe.
Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj!- pochłonie Cię bez reszty.

Powieść przez 56 tygodni znajdowała się na liście bestsellerów New York Timesa.

Prawa do ekranizacji zostały sprzedane wytwórni 20th Century Fox, a reżyserem filmu ma być Tim Burton, znany m.in. z reżyserii filmów: "Batman", "Alicja w Krainie Czarów" czy "Charlie i fabryka czekolady".


Moje wrażenia:

      "Osobliwy dom pani Peregrine" to jedna z tych książek, wokół których powstał swego czasu wielki szum medialny. Chcąc nie chcąc, wszędzie o niej słyszałam. Doszło aż do tego że bałam się otworzyć lodówkę, żeby książka mnie nie zaatakowała. Jednak w końcu postanowiłam obejrzeć film, i jeśli on mnie przekona, przeczytać książkę. Film- zdał egzamin, więc kupiłam książkę, wiedząc że też mi się spodoba. No i cóż... "Trochę" się rozczarowałam.
    Zacznę może od bohaterów. Osobliwe dzieci, były dla mnie zbyt idealne, zbyt perfekcyjne. Jacob- nie pamiętam kiedy ostatni raz, główny bohater tak mnie irytował. Ulubiona postać? Dziadek Jacoba- Abraham, stanowczo się do nich zalicza. Książka byłaby o wiele lepsza, gdyby to on był głównym bohaterem. Choć w sumie Emma też nie była zła. I chyba jako jedyna wyróżniała się spośród innych dzieci.
    Przez całą książkę, czekałam tylko na obiecany trzymający w napięciu thriller, ale się go nie doczekałam. Akcja kończyła się szybciej niż się zaczynała, albo była rozwleczona do granic możliwości. Niby coś się działo, ale nie porwało mnie to ze sobą.
  Dodatkowo wkurzało mnie to, że przez niemalże całą książkę Jacob, próbuje  uwierzyć w to, że opowieści dziadka są prawdziwe. Cały czas miałam wrażenie że czytam to samo. Niby wierzy, ale jednak nie, albo w sumie może powinien. No ile można.
   Co należy do plusów? Na pewno pomysł pętli czasowej oraz zdjęcia. I tak jak pisałam, żałuję że nie było nic więcej o dziadku, bo bardzo go polubiłam, pomimo tego że było go mało.
    Po książce spodziewałam się czegoś lepszego, lecz niestety tego nie dostałam. Pomysł był fajny, jednak realizacja wypadła nieco gorzej. W najbliższym czasie nie zamierzam sięgać po kolejne tomy. Może kiedyś, kiedyś w totalnej ostateczności, kiedy nie będę miała co czytać. W sumie w książce nie dostajemy nic nowego. Książka jest bo jest, ale stanowczo należy do największych rozczarowań 2017 roku. Nie jest ona dla mnie, i nie stanę się jej wielką fanką. Musicie mi wybaczyć.

Ocena: 4/10

wtorek, 23 maja 2017

"Baśniobór" Brandon Mull

Tytuł: Baśniobór
Tytuł oryginału: Fablehaven
Autor: Brandon Mull
Cykl: Baśniobór
Data wydania: 18 maja 2011
Kategoria: Literatura dziecięca 
Liczba stron: 344

Opis: 

    Pierwsze miejsce na liście książkowych bestsellerów dla dzieci "The New York Timesa"!

Kendra i Seth zostają wysłani na dwa tygodnie do dziadka. I wcale nie są zadowoleni. Na przywitanie dostają mnóstwo przestróg. Dzieci nie mają pojęcia, że ten dziwny staruszek jest strażnikiem tajemniczego Baśnioboru. W pilnowanym przez niego lesie żyją ze sobą w zgodzie zachłanne trolle, figlarne satyry, zgryźliwe czarownice, psotne chochliki i zazdrosne wróżki. Rodzeństwo, zlekceważywszy zakazy dziadka, uwalnia groźne siły zła, którym teraz trzeba stawić czoło. By uratować rodzinę, Baśniobór, a może nawet cały świat, Kendra będzie musiała zdobyć się na to, czego obawia się najbardziej...

Moje wrażenia: 

     Są książki, które podobają się nam, jeszcze przed przeczytaniem. I tak było w przypadku "Baśnioboru". Wprawdzie nie ocenia się książki po okładce, ale ta sprawiła że od razu chciałam ją przeczytać. Dodatkowo przez dłuuugi okres czasu w autobusie, widziałam jak jakaś dziewczynka czyta tą serię. Zaprawdę powiadam wam, nie wiecie jak trudno, czyta się książkę do góry nogami ;p
   Ale nadszedł czas, kiedy udało mi się ją dorwać w bibliotece. Od początku wiadomo, że jest to lektura skierowana do młodszych, więc nie spodziewałam się nie wiadomo jak wielkich rewelacji. Jednak książka mnie zaskoczyła, i to w każdym calu. Jest pełna baśniowych postaci, pełna magii, walki dobra ze złem. Podejrzewam że gdybym była młodsza, książka podobałaby mi się bardziej, ale nie jest źle.
   Bohaterowie- na początku nie wiedziałam czy wkurzają mnie czy jednak nie. Kendra, pokazana jest niemalże jako idealna, grzeczna dziewczynka, zaś Seth jako uparty, niesłuchający, niesforny dzieciak. Jednak z każdą stroną dochodziłam do wniosku, że zachowują się jak normalne dzieci. I pomimo swoich wad, mają też dużo zalet. Zaś Lena stała się moją ulubienicą w książce. Trochę żałuje że nie było więcej napisane o Muriel, bo była naprawdę interesującą postacią.
   Wraz z dziećmi poznajemy powoli zasady obowiązujące w Baśnioborze- niezależnie czy jesteś dzieckiem, dorosłym czy satyrem musisz je przestrzegać. Poznajemy też wszystkie tajemnice związane z tym rezerwatem, wszystkie postacie. Książka jest przemyślana od początku do końca, i przedstawia coś nowego w literaturze. W końcu nie słyszałam o rezerwacie z satyrami i wróżkami.
Akcja przebiega szybko i sprawnie. Cały czas coś się dzieje, dzięki czemu się nie nudzimy. Oczywiście w pewnych momentach akcja zwalnia, ale jest to tylko na chwilę. Fabuła też jest spójna, nie ma żadnych przeskoczeń, nie wiadomo skąd wziętych. Tak, więc książkę warto przeczytać.
   
     Polecam jako odskocznię od rzeczywistości. W końcu raz na jakiś czas warto poczuć się dzieckiem ;) Jeśli więc chcecie poczytać coś luźniejszego, to sięgnijcie po tą książkę. W końcu literatura dziecięca jest najlepsza do takich zadań.

Ocena: 9/10

niedziela, 30 kwietnia 2017

"Kapitan na Służbie." Stephan Talty, Richard Phillips

Tytuł: Kapitan. Na Służbie.
Tytuł oryginału: A Captain's Duty: Somali Pirates, Navy SEALs, and Dangerous Days at Sea
Autor: Stephan Talty, Richard Phillips
Data wydania: 4 listopada 2013
Kategoria: literatura faktu
Liczba stron: 312

Opis:

Historię tę czyta się jak rasowy thriller.

Dla Richarda Phillipsa, kapitana kontenerowca Maersk Alabama, 8 kwietnia 2009 roku był kolejnym rutynowym dniem pracy- do czasu gdy na pokład statku wtargnęli uzbrojeni somalijscy piraci. Nie spodziewali się ani oporu załogi, ani tego, że kapitan będzie wolał zostać zakładnikiem, niż narazić życie swoich ludzi. Pięciodniową niewolę Phillipsa zakończyła dopiero akcja komandosów Navy SEALs.

Opowieść Phillipsa jest poruszającym świadectwem tego, że człowiek w sytuacji ekstremalnej może wspiąć się na wyżyny siły woli, hartu ducha i poczucia odpowiedzialności za innych, zostać bohaterem. Historię tę czyta się jak rasowy thriller, bije ona jednak na głowę powieści sensacyjne, ponieważ wydarzyła się naprawdę.

Na podstawie książki powstał film Paula Greengrassa, reżysera "Krucjaty Bourne'a" i "Ultimatum Bourne'a"


Moje wrażenia:

  Przez długi czas, nie czytałam nic poza fantastyką, ewentualnie horrorami. Zmieniło się to dopiero w tamtym roku, gdyż zmusiło mnie do tego wyzwanie czytelnicze. Przyznam że była to zmiana na dobre, gdyż dopiero wtedy zrozumiałam, że przez takie coś omijam naprawdę dużo fajnych książek.    Książka "Kapitan na służbie" była jedną z pierwszych przeczytanych w tym roku. Słyszałam o niej dużo dobrego, plus oparta na faktach i jest temat piratów. Oczywiście książka odczekała swoje w kolejce, ale żałuje że nie przeczytałam jej wcześniej.
 Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jaką drogę przebył towar, żebyśmy mogli go kupić. Wchodzimy do sklepu, bierzemy co mamy zabrać, nie wnikając w szczegóły. A tymczasem są ludzie którzy muszą dostarczyć ten towar, z miejsca na miejsce. Wydaje się być proste, gdyby nie jeden mały szczegół. Piraci. Tak, pomimo wszystkiego piractwo jest nadal obecne, choć wydawałoby się że jest inaczej.
   Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że piraci nie chcieli od razu zabić ludzi, tylko chcieli pieniądze, chcieli nauczyć się nawigować od porwanych marynarzy.
   Książka jest pokazana z punktu widzenia kapitana, czyli Richarda Phillipsa. Pokazuje on, że praca kapitana nie jest tak prosta, jakby się wydawało. Jest odpowiedzialny za całe mnóstwo rzeczy, o których nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.
   Jestem tu pod wielkim wrażeniem odwagi i profesjonalizmu tego człowieka. Tego, że nawet w najgorszym momencie nie stracił zimnej krwi, i wiedział co robić. Dodatkowym plusem dla niego, jest to że do końca, nie myślał o sobie, tylko o uratowaniu ludzi z którymi pracował.
W książce mamy pokazane nie tylko zmaganie się z piratami, ale również to co działo się równocześnie w rodzinnym domu Richarda. Jest to dobry zabieg, bo dzięki temu wiemy co czuła jego żona, czy znajomi.
   Historia jest dobrze opowiedziana. Nie ma tu zbędnych informacji, szczegółów i pierdół nic nie wnoszących w życie. Lektura sprawiała że z sekundy na sekundę, potrafiłam się uśmiechnąć, bać lub wzruszyć.
 Jedyne co mnie denerwowało, to postawa służb. Nie wiem czemu wcześniej nie mogli zareagować, tylko płynęli obok. Rozumiem że nie chcieli, żeby ktoś ucierpiał, no ale... Może kiedyś uda rozwikłać mi się tą tajemnicę ;)

   Książkę przeczytałam naprawdę szybko, pomimo tego że wcześniej podchodziłam do niej sceptycznie. Myślę że jest to jedna z tych książek, które warto przeczytać, i którą każdemu polecam ;) I do samego końca nie wiedziałam, czy książka zakończy się dobrze czy nie. W końcu w lekturze opartej na faktach, wszystko jest możliwe.  Dodatkowo naprawdę długo zastanawiałam się, co ja bym zrobiła na miejscu kapitana. Jednak dopóki nie stanęłabym na jego miejscu (i mam nadzieję że nie stanę) nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Ocena: 9/10

środa, 5 kwietnia 2017

"Wszystko jest względne" Stephen King

Tytuł: Wszystko jest względne
Tytuł oryginału: Everything Eventual
Autor: Stephen King
Data wydania: 18 października 2007
Liczba stron: 472
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Opis:

     Czternaście opowiadań mistrza horroru. Razem z bohaterami trafiamy do tajemniczego świata z cyklu Mroczna Wieża, by stawić czoła wampirzycom, ale już kilkanaście stron dallej uciekamy wraz z Johnem Dillingerem przed obławą FBI. Spotykamy wędrujących nieboszczyków, prześladuje nas zmieniający się obraz i trafiamy do nawiedzonego pokoju hotelowego, gdzie od lat dochodzi do makabrycznych wypadków. W restauracji musimy zmierzyć się z szaleńcem, który ni z tego, ni z owego postanawia nas zabić. A kiedy wybieramy się nad rzekę, by spokojnie połowić pstrągi, natykamy się na samego diabła.

Moje wrażenia: 

Opowiadania mają to do siebie, że dobrze się nie zaczną a już się kończą. Z jednej strony jest to plus, bo czasami warto poczytać coś luźnego. Jednak z drugiej strony, jeśli opowiadanie się podoba to mamy ochotę potrząsnąć autorem, czemu tak szybko się skończyło.
  W przypadku książki "Wszystko jest względne", mamy przedstawione 14 różnych opowieści. Są one bardzo zróżnicowane, co  jest na plus. Bo nie ma podobnych, dzięki czemu nie mamy wrażenia że czytamy to samo. Język jak na Kinga jest bardzo dobry, nie ma co chwilę jakiś wplątań, które pojawiają się nie wiadomo skąd.
  Najbardziej ciekawiło mnie opowiadanie "1408", jednak mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego, ale niestety film jest lepszy. Oczywiście nie wszystkie opowiadania podobały mi się, było raczej pół na pół.
 Przyznam że najbardziej zapamiętałam "Prosektorium numer 4"- przez całe opowiadanie niemalże wstrzymywałam oddech że go zabiją, lecz tak się nie stało. Dodatkowo opowiadanie "Obiad w Gotham Cafe" też było fajne.  Te dwa najbardziej mi się podobały, reszta trochę mniej albo w ogóle (1408- największe rozczarowanie).
   Plusem jest też to, że przed każdym opowiadaniem, King napisał wstęp co zmotywowało go do napisania tego opowiadania. Dzięki temu można poznać go lepiej jako pisarza. Plus dodatkowo może akurat trafi się że nas coś zainspiruje do pisania/działania.
    Czy książkę polecam? Nie każde opowiadanie jest warte uwagi, ale wiadomo są gusta i guściki. Po książkę warto sięgnąć dla kilku opowiadań. Niewątpliwie plusem jest to, że jeśli opowiadanie się nie spodoba, to można go ominąć i czytać kolejne.
 

Ocena: 7/10




sobota, 1 kwietnia 2017

"Ania z Avonlea" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania z Avonlea
Tytuł oryginału: Anne of Avonlea
Autor: Lucy Maud Montgomery
Liczba stron: 351
Kategoria: literatura młodzieżowa
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza

Recenzja I tomu: "Ania z Zielonego Wzgórza"

Opis:

Nowe przeżycie i przygody uczciwej rudowłosej Ani Shirley, bohaterki bestsellerowej "Ani z Zielonego Wzgórza".
Życie się zmienia, nabiera nowych barw i odcieni. Ania rezygnuje z wyjazdu na uniwersytet i rozpoczyna pracę jako nauczycielka w Avonlea. Tu poznaje nowych, interesujących ludzi. Są to postacie intrygujące i pełne ciepła. Także w życiu uczuciowym Ani następują wielkie zmiany: z wielkim trudem przychodzi jej pogodzić się z nieubłaganym upływem czasu. Bohaterkę irytuje również to, że Gilbert pragnie czegoś więcej niż przyjaźń...
Zmiany, zmiany, zmiany- wokół tego pojęcia toczy się akcja książki.

Moje wrażenia:

 Są książki które nigdy się nie zestarzeją i seria "Ania z Zielonego Wzgórza" jest jedną z nich. Jest to klasyka, o której każdy słyszał. "Ania z Avonlea" to drugi tom opowieści o Anii. Czytając ją byłam nieco zaskoczona. Spodziewałam się że Ania będzie dalej taka roztrzepana, a tu okazuje się że jest spokojniejsza. I choć nie pozbyła się do końca swoich marzeń, romantyzmu i wyobraźni, stanowczo widać różnicę pomiędzy pierwszym a drugim tomem.
  Książkę czytałam z uśmiechem na twarzy- jest lekka, przyjemna, język jest przystępny. Oczywiście nie było tak że książka bardzo mi się podobała, bo miała momenty któ nie były ciekawe. Jednak było ich bardzo mało (na całe szczęście). I choć nie zaskakuje ona nagłymi zwrotami akcji, lecz promieniuje z niej ciepło, które sprawia że książkę chce się czytać. Jest pełna humoru, miłości, przyjaźni i wyborów. Warto ją przeczytać, bo potrafi rozluźnić. I pozostaje do niej naprawdę wielki sentyment. Dlaczego? Bo dosłownie towarzyszy mi całe życie.
  W książce brakowało mi tu Mateusza- kurczę jeden z ulubionych bohaterów, i go nie ma. No jak tak można. Kolejny niewybaczalny błąd, jednak wiadomo śmierć nie omija nikogo. Za to pojawiają się nowi bohaterowie, którzy wnoszą do książki naprawdę wiele.
  Tak, więc "Ania z Avonlea" nie jest książką idealną, jednak warto po nią sięgnąć. Niektórzy mogą mieć z tym problem, bo może wydawać się przesłodzona, jednak jest poprawa w stosunku do pierwszej części. Klasyka to jednak klasyka, i warto się z nią zaznajomić. Bo książka potrafi rozbawić i pokazać że świat nie jest taki zły, na jaki się wydaje. "Ania z Avonlea" jest magiczną książką, potrafiącą pobudzić naszą wyobraźnie do działania.

Ocena: 9/10
 
 

środa, 29 marca 2017

"Dzikowy Skarb" Karol Bunsch Tom I i II

Tytuł: Dzikowy Skarb
Autor: Karol Bunsch
Liczba stron I tomu: 294
Liczba stron II tomu: 284
Data wydania: kwiecień 1977 (data przybliżona)

Opis: 

"Dzikowy Skarb" rozpoczyna cykl powieści piastowskich. Akcja utworu, nakreślona na barwnym tle obyczajowym, wpleciona jest w historyczne wydarzenia z czasów panowania Mieszka I i jego walki z Niemcami.



Moje wrażenia:

    Książkę przeczytałam, bo poleciła (i pożyczyła) mi ją ciocia. I przyznam że jestem nią totalnie zaskoczona, oczywiście w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Żałuje że nie trafiłam na nią wcześniej, bo jest naprawdę fajna.
   Oczywiście nie zaczynałam jej z wielkim entuzjazmem. W końcu każda historyczna książka którą czytałam, była naszpikowana datami, i tak nudna że nie dało się jej przeczytać.
    A tu pojawiło się zaskoczenie, bo książka ma wplecione wątki historyczne, jednak jest bardziej przygodowa. Głównym bohaterem jest Dzik- nazwany tak przez Ścibora, który jadąc na łowy zamiast zwierzęcia dzika przywiózł jego. Wbrew temu że Dzik jest słusznej postury, jest naiwny, łatwo wpada w tarapaty, bo mówi to co myśli i nie zastanawia się nad konsekwencjami.
   Jest też osobą która nie zna się na polityce, obyczajach głównie dlatego że mieszkał w puszczy z dala od ludzi.
  W "Dzikowym Skarbie" mamy pokazane początki chrześcijaństwa w Polsce, jak również powolne powstawanie naszej Ojczyzny. I wbrew wszystkiemu powstanie naszego Państwa nie było takie łatwe, Mieszko musiał stoczyć wiele walk i bitew, by powstało.
Przygody Dzika mieszają się z autentycznymi wydarzeniami, przez co książkę czyta się bardzo dobrze.  Sama postać Dzika wzbudza sympatię, choć czasami wkurzało człowieka to że mówił prosto z mostu. Jest to dobre, ale wiadomo, w niektórych momentach może stanowczo zaszkodzić, nie tylko jemu ale wszystkim.  Do końca książki miałam nadzieję że skończy się inaczej, ale niestety aż tak dobrze nie ma. Akcja jest płynna, choć zdarzyło się że niektóre momenty był nużące. Język wbrew pozorom nie jest trudny, różni się od współczesnego, ale nie rzuca się aż tak bardzo. Czyta się ją bardzo szybko więc spokojnie w kilka dni można ją przeczytać.
   Z książki nie nauczymy się historii, choć przybliży tamte czasy i zachęci do zapoznania się z nimi. W końcu w szkole więcej mówi się o mitologii greckiej niż o powstawaniu Polskiego państwa.
I na pewno, jeśli natknę się na pozostałe  książki pana Karola, to na pewno po nie sięgnę.

Ocena:  9/10

niedziela, 26 marca 2017

Co chcę przeczytać do wakacji?

    Na pomysł napisania tej notki wpadłam, gdy chciałam zrobić Bookshelf tour- ale z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że mam za dużo nieprzeczytanych książek.
  Tak, czas oficjalnie przyznać, że mam za dużo książek i brak motywacji do czytania. I teraz tworzę "listę wstydu numer 1" by w końcu wziąć się w garść i iść czytać. Mam nadzieję że do końca czerwca uda mi się przeczytać tą listę. Oraz że ona jedna wystarczy, by zmotywować mnie do czytania dzięki czemu w czerwcu zrobię tylko podsumowanie i nic więcej. Żadnej kolejnej listy.

   Więc niestety Bookshelft Tour czeka grzecznie w kolejce, aż przeczytam wszystkie (albo część) książek.

1. "Sabaton" Jordan Babula

2. "Kuba" Jakub Błaszczykowski & Małgorzata Domagalik

3. "Beowulf. Przekład i komentarz" J.R.R. Tolkien

4. "Ostatnia piosenka" Nicholas Sparks

5. "Osobliwy dom Pani Peregrine" Ransom Riggs      <recenzja>

6. "Człowiek i twórca J.R.R. Tolkien" Teodor Gomez

7.  "Zaginiony świat." Michael Crichton

8. "Dom zagubionych dusz" F.G. Cottam

9.  "Miley Cyrus. Dobra/zła" Chloe Govan

10. "Opowieści z Narnii. Tajemnice Starej Szafy. Przewodnik po Narnii."

11. "Przewodnik po świecie Narnii" Andrea Monda, Paolo Gulisano

12. "Magiczny świat Władcy Pierścieni. Mity, legendy i fakty leżące u źródeł arcydzieła"  David          Colbert



Tylko pozostaje pytanie co mam czytać pierwsze :) Tak więc, trzymajcie za mnie kciuki żeby udało mi się wszystko wypełnić :)





sobota, 25 marca 2017

"Kolor magii" Terry Pratchett

Tytuł: Kolor magii
Tytuł oryginału: The Colour of Magic
Autor: Terry Pratchett
Cykl: Świat Dysku
Data wydania: 5 września 1994
Liczba stron: 208
Kategoria: fantastyka

Opis: 

   To pierwsza część słynnego wieloksięgu rozgrywającego się na płaskiej ziemi śmieszna, mądra i cudownie zadowalająca jak wszystkie książki Pratchetta. W odległym, trochę już zużytym układzie współrzędnych, na płaszczyźnie astralnej, która nie była szczególnie płaska, skłębiona mgiełka gwiazd rozstępuje się z wolna... Spójrzcie...

Moje wrażenia:

    O cyklu "Świat Dysku" Pratchetta słyszałam dużo dobrego. Że fajne, ciekawe, warto przeczytać.    Moje pierwsze podejście (w czasach gimnazjum czyli ho ho ho czasu temu) skończyło się na stronie bodajże 15. Ale że 2016 rok był rokiem drugiej szansy, to stwierdziłam że przeczytam. W szczególności że głupio mi było oddać ją koleżance bez przeczytania. Bo a nóż, widelec zapyta o treść a ja nie będę wiedziała o co chodzi.
  I cóż... Książkę przemęczyłam, wymęczyłam i pomimo tego że ma 200 stron, miałam wrażenie że ma ich z 600. Jedno jest pewne- fanką Pratchetta w najbliższym czasie nie zostanę.
   Bohaterowie- mega irytujący. Rincewind- mag od siedmiu boleści, nie dość że nie potrafi czarować (zna jedno zaklęcie na krzyż), to jeszcze wywalili go ze studiów. Idąc tokiem myślenia autora, skoro znam marki samochodów jestem mechanikiem? Tato, czekaj idę pomóc Ci w naprawie samochodu....
Dwukwiat- no nie widziałam gorszego turysty a widziałam ich całkiem sporo.
Reszta no cóż... Jak szybko się pojawiają tak szybko człowiek o nich zapomina.
    Fabuła- momentami strasznie pogmatwana, momentami bardzo niespójna. W żadnej książce nie miałam nigdy poczucia, że pisała to osoba naprawdę początkująca. A tu niestety tak jest. Mam wrażenie, że autor chciał wepchnąć wszystkiego po trochu, chciał wszystko pokazać no i przedobrzył.
     Co mi się podobało? Tak, jest coś takiego. Pierwsze- postać Śmierci. Jest absolutnie fantastycznie genialna. I druga- pokazanie że życie, to nie nasze wybory, tylko że bogowie sobie grają w planszówkę z naszymi postaciami. Ogólnie początek książki był niezły. Podoba mi się świat przedstawiony na żółwiu i słoniach. Ale to byłoby na tyle.

Podsumowując, książka miała potencjał, w  niektórych momentach mi się podobała, ale jednak to nie to.  Mówi się że do trzech razy sztuka. Ale wiem że po książki Pratchetta w najbliższym czasie nie sięgnę. I podejrzewam że w dalszym tak samo. Może kiedyś jak ktoś mnie zmusi to nie będę miała wyboru i będę musiała przeczytać?
     Jeśli ktoś czytał, dajcie znać jakie są wasze wrażenia.

Ocena: 2/10