sobota, 17 grudnia 2016

"Trafny wybór" J.K. Rowling

Tytuł: Trafny wybór.
Tytuł oryginału: The casual vacancy.
Data wydania: 15 listopad 2012
Autor: J.K.Rowling
Liczba stron: 512

Opis:

Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd.

Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barry'm? Jak daleko posunie się w tym zaciekłym konflikcie?

Pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca wielka powieść o małym miasteczku.

Moje wrażenia:

 Są nazwiska które zna każdy, nawet jeśli nie czytało się książek. J.K.Rwoling zdecydowanie należy do takich osób. Osoba znana z "Harry'ego Pottera", postanowiła napisać książkę, tym razem dla dorosłych.
Przyznam, że książka mnie nie zachęcała do kupna. W końcu stwierdziłam że nie samym Potterem, człowiek żyje i kupiłam.

 Książka nie jest łatwa. Trzeba się w niej skupić, przynajmniej na początku. Ma dużą ilość bohaterów, każdy ze swoim problemem, który jest przedstawiony w książce. To sprawia że trochę tego jest.
 I choć bohaterów ma dużo, to polubiłam tylko jedną osobę. Reszta, no cóż... Wnerwiali mnie na każdym kroku. Miałam wrażenie że w całej książce wszyscy się nienawidzą, chcą się zniszczyć nawzajem, a jak nie chcą to wkrótce będą chcieć.
 Miałam wrażenie że prawie połowę książki przesyca nienawiść, żal do siebie, problemy których ludzie nie chcą rozwiązać. I zamiast rozmawiać, wolą udawać że nic się nie dzieje. Nie podobało mi się, że młodzież przedstawiona jest tylko jako osoby ćpające, pijące, cały czas uprawiające seks. No nie.. Mogło być nieco luźniej.
W niektórych momentach książka bardzo się ciągła, na tyle że ominęłam parę akapitów. Jednak książka ma ten plus, że nie pokazuje idealnego miasteczka. Tylko pokazuje prawdę. Bo w końcu w każdym mieście, wsi znajdzie się ktoś kto będzie "darł koty" z wszystkimi.

Przez całą książkę miałam wrażenie, że autorka nie chce być identyfikowana tylko z "Harry'm"- dlatego też taki język, taki styl i taka fabuła. Do samej książki mam naprawdę wielkie wątpliwości. Z jednej strony była nudna, wiele rzeczy bym zmieniła, ale z drugiej strony ma potencjał. I po przeczytaniu połowy książki zaczyna być coraz lepiej.
I rada dla wszystkich- nie spodziewajcie się że będzie to coś w stylu Harry'ego bo nie polubicie się z książką ;p

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Czytelnicze i filmowe podsumowanie listopada 2016

  Wiecie co jest najgorsze w jesieni czy zimie? To że jednego dnia jesteście zdrowi, by na następny dzień umierać z gorączką. Tak, nawet ja poległam, i przez 3 dni leżałam jak zdechła na łóżku. Pytanie czemu akurat ozdrowiałam jak wolne mi się skończyło? Choroby są fałszywe...  Jednak dzięki temu, miałam czas oglądać filmy. Przez gorączkę, nie mogłam czytać, bo literki skakały mi przed oczami, jak zające na łące. Przyznam że jestem zaskoczona wynikiem, biorąc pod uwagę, że przez wszystkie miesiące oglądałam po 10-15 filmów miesięcznie.  Ale pojawiła się szansa, że skończę wyzwanie filmowe. Jednak jak pomyślę ile mam teraz filmów do recenzji to mam ochotę uciec. Przez najbliższe 2 lata spodziewajcie się na blogu, wysyp recenzji filmowych ;p

Ale koniec wstępu, bo znów się rozpisuje, i zapraszam do listy filmów które udało mi się obejrzeć:

Filmy: 

1. Mała Syrenka
2. Sinister 2
3. Z lasu
4. Krew jak czekolada
5. Nie patrz w górę
6. Boogeyman 3
7. Diableska plansza Quija
8. Osobliwy dom Pani Peregrine 
9. Liga Bogów
10. Piotruś. Wyprawa do Nibylandii
11. Maximum Ride
12. Sinister Squad
13. Lorax
14. Łowcy Duchów
15. Król Małp
16. Gwiezdny zaprzęg
17. Liceum Avalon
18  Sawa. Wielki mały bohater
19. Bociany
20. Robin Hood
21. Misiek w Nowym Jorku
22. Odlot
23. Kroniki riddicka: mroczna furia 
24. Cudak i Pingwiny
25. Sięgając wysoko
26. Psi muszkieterowie ratują świat
27. Max
28. Księżniczka maleen
29. Wicher
30. Sniff i nawiedzony zamek
31. Żelazna wola
32. Heca w zoo
33. Balto
34. Mój przyjaciel smok
35. Sheena: królowa dżungli
36. Biały kieł


Ilość obejrzanych filmów: 36
Ilość filmów do obejrzenia: 34


Co się tyczy książek, przeczytałam całe dwie. Tak, wiem jestem zła, ale wyjątkowo nie miałam zdrowia i chęci czytać. Więc sukcesem jest to że przeczytałam cokolwiek. A jeszcze większym jest, to że skończyłam czytać "Trafny wybór" J.K. Rowling. Książkę którą męczyłam rok.

Więc co przeczytałam?

Książki:

1. "Trafny wybór." J.K.Rowling 2,9cm <recenzja>
2. "Jedyny i niepowtarzalny Ivan." Katherine Applegate 2,3cm <recenzja>

Ilość przeczytanych cm: 5,2cm
Ilość cm do przeczytania: 0 +22,9cm nadwyżki
Ilość przeczytanych cm: 194,6cm
Ilość przeczytanych stron: 815cm



I teraz przyznać się, co kto oglądał lub czytał? Jakie filmy świąteczne polecacie? W końcu Swięta coraz bliżej, i trzeba się wprowadzić w świąteczny nastrój ;)
Pozdrawiam i do następnego przeczytania ;)





wtorek, 6 grudnia 2016

"Dziadek do orzechów" E.T.A Hoffmann

Tytuł: Dziadek do orzechów
Autor: E.T.A Hoffmann
Data pierwszego wydania: Berlin, 1816 rok.

Opis:

 Opowiadanie dla dzieci autorsta E.T.A Hoffmanna wydane po raz pierwszy w Berlinie w 1816 roku. Książka, utrzymana w baśniowej, fantastycznej konwencjii, opowiada o przygodach małej Klary w świecie, w którym zabawki ożywają, a księciem ich królestwa zostaje tytułowy Dziadek do Orzechów.
  Dla czytelników francuskich utwór ten zaadaptował i przetłumaczył Aleksander Dumas (ojciec). Francuska adaptacja stała się inspiracją dla Piotra Czajkowskiego do skomponowania baletu "Dziadek do orzechów".

Moje wrażenia:

Nie ma to jak w maju czytać książkę o świętach. Tak, w tym roku byłam szybsza niż choinki w marketach. I reklamy w telewizji. A tak na serio- w maju zaczęłam uzupełniać braki w Wyzwaniu Czytelniczym 2016. I akurat jeden z podpunktów brzmiał "Z wątkiem świątecznym". A cóż bardziej pasuje niż "Dziadek do orzechów"?

To tak tytułem wstępu.

   Jeśli chodzi o samą książkę, to żałuje że nie przeczytałam jej wcześniej. Jest cienka, więc nawet jeśli ktoś nie przepada za czytaniem, szybko ją przeczyta. Wiedziałam że zaraz ją przeczytam, ale pomimo to, byłam zaskoczona że to już koniec.
Kolejnym plusem jest język- pomimo tego że pierwsze wydanie było w 1816 roku, język jest taki jaki używamy na co dzień. Nie trzeba się męczyć, nie ma kombinowania co znaczy jakieś słówko. Więc ja jestem jak najbardziej za.
 W książce podobało mi się to, że pokazuje Boże Narodzenie oczami dziecka. Dziecka które cieszy się że będą Święta, będą prezenty, ten moment wyczekiwania Wieczerzy.
  Główną bohaterką jest mała dziewczynka, która przenosi nas w świat baśni, fantastyki i miłości. Sprawia że ma się ochotę już wyciągnąć choinkę, już przygotowywać się do Świąt. Książka jest piękną baśnią,  z pięknym zakończeniem. Baśnią w której zwycięża dobro (zresztą jak w każdej baśni.)

"Dziadek do orzechów" jest naprawdę piękną książką. Myślę że powinien przeczytać ją każdy, w szczególności te osoby które twierdzą że Święta straciły swą magię. Może dzięki przypomnieniu sobie, jak wyglądało ich dzieciństwo, zmienią swoje nastawienie. W końcu od dzieci można się wiele nauczyć. Między innymi jak cieszyć się ze Świąt.

W planach mam też obejrzeć balet, którego widziałam tylko fragment, a bardzo mi się spodobał.

Ocena: 9/10

wtorek, 29 listopada 2016

"Romeo i Julia" William Shakespeare

Tytuł: Romeo i Julia
Tytuł oryginału: Romeo and Juliet
Autor: William Shakespeare
Liczba stron: 176

Opis: 

Sztuka przedstawia konflikt dwóch zwaśnionych rodzin, których członkowie zakochują się w sobie. Nieszczęśliwie zakochany w dziewczynie imieniem Rozalina, Romeo Montecchi, dowiaduje się o balu w domu rodziny Capulettich, gdzie ma pojawić się jego wybranka. Udaje się tam wraz z grupą przyjaciół i poznaje Julię- wkrótce dochodzi do pierwszych pocałunków tych dwojga. Pod osłoną nocy Romeo udaje się pod balkon Julii i wyznaje jej miłość; ta jednak - ze względu na mrok - nie wie kto czeka pod balkonem. Odpowiada więc, że jedyną osobą, którą kocha jest członek zwaśnionego rodu, Romeo Montecchi. Słysząc to młodzieniec postanawia ujawnić swoją tożsamość. Następnego dnia nastolatkowie (Julia ma niespełna 14 lat, a Romeo 16) biorą ślub w celi ojca Laurentego. Wkrótce w Weronie dochodzi do konfliktu pomiędzy przyjaciółmi młodzieńców. Pojedynek pomiędzy Tybaltem (krewnym Capulettich) a Merkucjem (przyjacielem Romea) kończy się śmiercią tego ostatniego. Kiedy dowiaduje się o tym sam Romeo, dochodzi do kolejnego pojedynku, tym razem pomiędzy tytułowym bohaterem a samym Tybaltem, w którym Tybalt ginie. Karą za śmierć Tybalta ma być wygnanie Romea. Pani Capuletti informuje Julię, że ta wyjdzie za mąż za Parysa. Nie chcąc popełnić bigamii, Julia wypija otrzymaną od ojca Laurentego miksturę, która wprawia ją w stan podobny do śmierci. Laurenty chce poinformować o całej sytuacji Romea, jednakże wieści te nie docierają do niego. Na cmentarzu, po zobaczeniu Julii spoczywającej w trumnie, zrozpaczony Romeo podejmuje decyzje o samobójstwie. Dochodzi do przebudzenia Julii, która - widząc śmierć Romea - postanawia przebić swoją pierś sztyletem i również umiera. Ojciec Laurenty tłumaczy przybyłym na miejsce członkom rodzin całe zajście, co prowadzi do pojednania pomiędzy rodami Montecchich i Capulettich.


Moje wrażenia:

  "Romeo i Julia" to jedna z tych książek należących do klasyki klasyków. Książka którą zna każdy, pomimo że nie wszyscy czytali. No cóż, prawdopodobnie gdyby nie podpunkt w wyzwaniu czytelniczym 2016, dalej bym jej nie przeczytała. Ba, nawet kijem bym jej nie dotknęła. Niestety (albo stety) fanką książek o stricte o miłości nie jestem. 
  Języka nie będę się czepiać. Wiadomo, kiedyś mówiło się nieco inaczej niż dziś. Jednak da się przeczytać. Trzeba tylko przyzwyczaić się do innego języka.

    Przyznam że książka nie zrobiła na  mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Główną fabułą jest miłość dwojga nastolatków. I to jest chyba coś czego się najbardziej czepiam. Jak dla mnie jest to zwykłe zauroczenie, i mam wrażenie, że gdyby bohaterom udało się uciec, to i tak by nic nie wyszło.
Miałam wrażenie, że kierują się bardziej sercem, tym co jest teraz a nie rozsądkiem. Nie przemyśleli do końca wszystkiego, chcieli wszystko od razu.

  Jednak żeby było śmieszniej, Romea i Julię jestem w stanie zrozumieć. Młodzi, głupi, no ja też byłam w ich wieku. I pod odpowiednim nadzorem, myślę że ich miłość miała jakąś szansę. Albo by rozkwitła, albo by stwierdzili że w sumie to nie jest to.
Czepię się Ojca Laurenta- człowieka który powinien być nieco mądrzejszy. Wiedział on jaki jest Romeo (raz zakochany po uszy w Rozalinie, a 3 minuty później w Julii),  i zamiast jakoś bardziej mu rozradzać ślub. Żeby poczekał czy coś, to nie. Dam ślub i tyle. Bez zgody rodziców, bez niczego. No cóż, nie popisał się.

Reszta bohaterów? No cóż, pogodzili się "po ptokach", ale ważne że przynajmniej doszli do porozumienia. I wbrew pozorom są fajni, myślę że pomimo przestrzeni wieków, jakoś bym się z nimi dogadała.

Oczywiście książka nie jest taka zła. Raziła mnie ta miłość, ale reszta była w porządku. W sumie, mam mieszane uczucia do tej książki. Jeśli macie ją jako lekturę szkolną, to i tak musicie przeczytać. Jeśli nie macie, to są lepsze lektury od tej. 

I na koniec jedna z największych logik książki:

"Romeo i Julia" to piękna, cudowna książka pokazująca że miłość przezwycięży wszystko. Co z tego że dzieciaki się nie znały. Nikt nie zauważy że zamienili ze sobą parę zdań. A to że trwała kilka dni (niecałych) to też nic.

Ale jak Kowalska coś sobie zrobi, bo chłopak ją rzucił. Oooo co to jest wtedy. No durna dziewucha, co ona wyprawia, no przecież jest taka młoda. Nie wie co to miłość, tylko coś się jej wydaje. A była z chłopakiem 3 lata? Pffff to nie koniec świata. Ewentualnie na odwrót kiedy to chłopaka rzuci dziewczyna. 

Widzicie tą zależność?

I tak, prawdopodobnie w tym momencie, zostałabym zakrzyczana przez polonistów że się nie znam. A proszę, nie bronię wam ;p I tak nie będę kochać i wielbić "Romea i Julii" ;p 

czwartek, 24 listopada 2016

"Przebudzenie" Stephen King

Tytuł: Przebudzenie
Tytuł oryginału: Revival
Data wydania: 13 listopad 2014
Liczba stron: 536
Kategoria: Thriller/sensacja/kryminał
Autor: Stephen King

Opis:

Mroczna, elektryzująca powieść o tym, co może istnieć po drugiej stronie życia...

W niedużej miejscowości w Nowej Anglii, ponad pół wieku temu, na małego chłopca bawiącego się żołnierzykami pada cień. Jamie Morton podnosi głowę i widzi intrygującego mężczyznę, jak się okazuje, nowego pastora. Charles Jacobs wraz ze swoją piękną żoną odmieni miejscowy kościół. Mężczyźni i chłopcy skrycie podkochują się w pani Jacobs; kobiety i dziewczęta- w tym matka Jamie'go i jego ukochana siostra Claire- tym samym uczuciem darzą wielebnego Jacobsa. Jednak kiedy rodzinę Jacobsów spotyka tragedia, a charyzmatyczny kaznodzieja wyklina Boga i szydzi z wiary, zostaje wygnany przez zszokowanych parafian.

Jamie ma własne demony. Od wielu lat gra na gitarze w zespołach na terenie całego kraju i wiedzie tułaczy żywot rock-and-rollowego muzyka, uciekając od rodzinnej tragedii. Po trzydziestce- uzależniony od heroiny, pozostawiony na pastwę losu, zdesperowany- Jamie ponownie spotyka Charlesa Jacobsa, co ma głębokie konsekwencje dla nich obu. Ich więź przeradza się w pakt, o jakim nawet diabłu się nie śniło, a Jamie odkrywa, że słowo "przebudzenie" ma wiele znaczeń.

Ta bogata, niepokojąca powieść prowadzi czytelnika przez pięć dekad do najbardziej przerażającego zakończenia, jakie kiedykolwiek wyszło spod pióra Stephena Kinga. To arcydzieło Kinga, nawiązujące do twórczości takich wybitnych amerykańskich pisarzy jak Frank Norris, Nathaniel Hawthrone i Edgar Allan Poe.


    Moje wrażenia:

    Fanką Kinga jestem to każdy wie. Ale do tej książki podchodziłam z niewielką dozą niepewności. Okładka fajna, opis no jakiś dziwny. Coś w nim mi nie pasowało, i sprawiało że ciągle odkładałam tą książkę na później. W końcu jednak zdecydowałam się wypożyczyć z biblioteki. Głównie przez fakt że był jeden egzemplarz, ja nad nim medytowałam a za mną dreptał pan który też ją chciał. No cóż, złośliwa ja książkę wypożyczyłam i przeczytałam.
    I naprawdę zastanawiam się czemu ja jej tak unikałam. Jest absolutnie genialna, i należy do moich ulubionych książek napisanych przez Kinga. Nie jest to horror, więc nie ma tu latających flaków i krwi. Jest za to ciągłe napięcie, co się stanie na następnych stronach, co zdarzy się bohaterom.
Akcja przyspiesza, by po chwili zwolnić i znów przyspieszyć. Jest to jedna z tych książek, z którymi chodziłam wszędzie gdzie się dało. Wiedziałam że muszę ją jak najszybciej przeczytać, żeby wiedzieć co się stanie.
   Bohaterowie są normalnymi ludźmi- takimi których spotyka się na co dzień. Jest to wielki plus, bo nie spotykamy się z superbohaterami, którzy wszystko potrafią, a zwykłym człowiekiem który ma swoje potknięcia.
  Akcja- jest całkiem w porządku, tak samo jak fabuła. Wprawdzie w niektórych momentach była nużąca, ale w sumie i tak wychodziło to na plus. W końcu nie może się za dużo dziać ;)
Ogólnie z książki jestem bardzo zadowolona. Zaskoczyła mnie to fakt ale pozytywnie. I tak w końcu jest recenzja w której nie czepiam się niczego ;)
  Jeśli więc lubicie książki, które trzymają w napięciu to jak najbardziej polecam wam "Przebudzenie" Stephena Kinga.

Ocena: 10/10


niedziela, 20 listopada 2016

"Zmierzch. Powieść ilustrowana." Kim Young

Tytuł: Zmierzch: Powieść Ilustrowana
Tytuł oryginału: Twilight: The Graphic Novel
Liczba stron 1 tomu: 224
Liczba stron 2 tomu: 240
Autor: Kim Young 

Opis: 

Kiedy Isabella Swan przenosi się do mrocznego miasteczka Forks i spotyka tajemniczego, intrygującego Edwarda Cullena, jej życie staje się ekscytujące i przerażające. Z porcelanową skórą, złotymi oczami, hipnotyzującym głosem i nadprzyrodzonymi zdolnościami, Edward jest zarówno nieodparty i nieprzenikniony. Do tej pory udało mu się zachować własną tożsamość w tajemnicy, ale Bella jest zdeterminowana, aby odkryć jego mroczny sekret...

"Zmierzch. Powieść ilustrowana"- bogato zilustrowana przez Kim Young i drobiazgowo sprawdzona przez Stephenie Myer- to świeże, nieodparcie pociągające spojrzenie, nadające powieści zupełnie nowy wymiar.

Moje wrażenia: 

   "Zmierzchu" nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Nie znam osoby która nie słyszałaby o tej książce. Ale przyznam że o komiksie nie słyszałam. O jego istnieniu dowiedziałam się dopiero w jakieś taniej księgarni. Wzięłam, kupiłam i przeczytałam. I jestem naprawdę zaskoczona.
   Wygląd postaci i tło zdarzeń jest niemalże identyczne do tego, które wyobrażałam sobie czytając książkę. Jestem tu pod dużym wrażeniem zdolności i umiejętności Kim Young. I tej zawziętości że chciało się jej to rysować, z tak wielką dokładnością.
   Plusem jest też to że książki zostały wydane w twardych okładkach, dzięki czemu tak szybko się nie niszczą. Do tego te cudowne okładki- są naprawdę śliczne, i tak do siebie pasują. Komiks jest czarno biały, jednak niektóre obrazki są kolorowe.
    Jedyny minus? Cena. Jest ona zdecydowanie zbyt wysoka. Ja rozumiem że komiks, że więcej tuszu idzie do druku. Jednak wydawanie dwa razy po 34,90 jest stanowczo odstraszające. Można też doczepić się tego, że komiks jest wydany w dwóch częściach nie w jednej. Jest to dla mnie takie lecenie na kasę. Ale tak jak pisałam, ja kupiłam ją w taniej księgarni za 7 zł. Czyli w sumie za dwie części zapłaciłam 14 zł.
  Jednak ja ją polecam. Szybko się czyta, jest luźna, w sam raz na jesienno zimowy wieczór.

Tak, dodałam zdjęcia- w końcu jednak ta książka zasługuje na to ;)
Ocena: 9/10





piątek, 11 listopada 2016

"Trzynasty wojownik." Michael Crichton

Tytuł: "Trzynasty wojownik."
Tytuł oryginału: "Eaters of the dead"
Autor: Michael Crichton 
Ilość stron: 176
Data wydania: 1999

Opis:

Filmowy hit roku 1999 i najbardziej widowiskowa ekranizacja od czasu superprodukcji Waleczne Serce. Początek X wieku, Ahmed ibn-Faldan, wysłannik kalifa Bagdadu, wyrusza na rozkaz swego władzy z poselstwem do króla Bułgarów. Podróż trwa trzy lata, ibn- Faldan nie wypełnia jednak powierzonej mu misji. Na swej drodze napotyka bowiem dzikich wikingów i wraz z nimi trafia do straszliwej krainy- królestwa krwiożerczych demonów Północy. 

Moje wrażenia: 

   Przyznam że długo szukałam tej książki, i nie mogłam jej znaleźć. Chciałam ją przeczytać ze względu na film, który do tej pory wzbudza we mnie ciarki. Dlatego też, gdy jakimś cudem znalazłam ją w bibliotece, od razu ją porwałam. 
 Pierwsze strony zapowiadały że książka będzie naprawdę ciekawa. Jednak później coś się pokombinowało, i książka stała się nieco nużąca.
   Zacznę od głównego bohatera. Cały czas miałam wrażenie że trafił on do grupy przez przypadek. I to tylko po to żeby opisywać wydarzenia, a nie żeby walczyć. On też jest narratorem całej opowieści. Podobało mi się to jak opisywał kulturę Wikingów, historie. Jednak cała reszta jest na minus.
Wikingowie "zrobieni są" na jedno kopyto. Wszyscy są do siebie łudząco podobni- tak że różne imiona niewiele dają. Fabuła też jest momentami nużąca, nic się nie dzieje.
   I jak w filmie podobało mi się wszystko, a przy Wendolach niemalże dostawałam zawału, tak w książce nie wzbudzały we mnie żadnej emocji.
Po książce spodziewałam się większej rewelacji, jednak czego można oczekiwać po 176 stronach? Raczej niewiele. Jednak gdy chcecie dowiedzieć się czegoś o Wikingach, "Zjadaczach Umarłych", czy legendach to książkę jest jak najbardziej na plus. Ewentualnie jak nie możecie zasnąć, to też ;) 

OCENA: 5/10

piątek, 4 listopada 2016

Czytelnicze i filmowe podsumowanie października 2016

 Witam wszystkich, po przeszło dwutygodniowej przerwie. Czas spędzony efektywnie- albo praca, albo siedzenie pod kocem. Spodziewałam się o wiele lepszej pogody, ale cóż... Nie można mieć wszystkiego. Przynajmniej legalnie mogłam siedzieć i oglądać filmy. Choć i tak pół dnia spędzałam na wybieraniu, co by tu obejrzeć.
  W tym miesiącu najlepszym filmem jaki oglądałam jest "Alicja po 2 stronie lustra." Film do końca trzyma w napięciu. No i trzeba przyznać że myślałam, że skończy się zupełnie inaczej.
  Najsłabszym filmem był film "Nieznajomi." Nie działo się w nim prawie nic, przez pół filmu dziewczyna panikowała że jest obserwowana, a drugie pół próbowała wydostać się z domu z chłopakiem.
A tak oto prezentuje się lista obejrzanych filmów:

FILMY: 

1. "Alicja po 2 stronie lustra"
2. "Mortal Kombat."
3. "Mortal Kombat 2: Unicestwienie."
4. "Gnijący Kapturek"
5. "Świt"
6. "Więzień labiryntu."
7. "Kiedy gasną światła."
8. "Gwiezdny pył."
9. "Zanim się obudzę."
10. "Nieznajomi."
11. "Nowa córka."
12. "Boogeyman."
13. "Boogeyman 2."
14. "Gdzie jest Dory?"

Ilość obejrzanych filmów: 14
Ilość filmów do obejrzenia: 68

       Jeśli chodzi o książki, wszystkie są już do wyzwania czytelniczego 2016. Dalej zostaje panika, że nie dam radę przeczytać wszystkiego.    Teraz zostały mi tak naprawdę same grube i kiepsko to widzę ;p Optymistyczne jest to, że w końcu przeczytałam książkę po angielsku. De facto czytałam ją po polsku jakiś czas temu, i w internecie. Głównie chodziło mi o przekonanie się, czy wersja angielska jest równie beznadziejna, jak Polska. Mówię tu o książce "Lara Croft. Tomb Raider. The Cradle of Life." Recenzja się pojawiła, więc jak ktoś jest ciekaw to zapraszam <jest to dosłownie wcześniejsza notka>
  A tak prezentuje się lista przeczytanych książek:

KSIĄŻKI: 

1. "3 ostre sardynki." Patricia Schroder 1,3cm
2. "Dracula Nieumarły." Dacre Stoker, Ian Holt 2,3cm <recenzja>
3. "Wszystko jest względne." Stephen King. 3,2cm <recenzja>
4. "Romeo i Julia." William Shakespeare. 1,5cm  <recenzja>
5. "Michael Jackson. Życie i śmierć króla popu." 1,6cm
6. "Lara Croft. Tomb Rider. The Cradle of Life." Dave Stern <recenzja>

Ilość przeczytanych cm: 9,9cm
Ilość cm do przeczytania: 0cm. + 17,7 cm nadwyżki
Ilość przeczytanych cm łącznie: 171,7cm
Ilość przeczytanych stron: 1360


środa, 19 października 2016

"Lara Croft Tomb Raider. Kolebka życia." Dave Stern

Tytuł: Lara Croft. Tomb Raider. Kolebka życia.
Tytuł oryginału: Lara Croft. Tomb Raider. The Cradle of life.
Data wydania: marzec 2003 (data przybliżona)
Liczba stron: 280
Kategoria: przygodowa


Opis:

 Bohaterka podąża śladem legendy o świątyni, wybudowanej przez Aleksandra Wielkiego. Świątynia kryje w sobie potężny i niebezpieczny artefakt, Puszkę Pandory. Puszka ta przyniosła kiedyś ziemi życie, teraz zawiera śmiercionośną plagę. Na nieszczęście Lary na ślad broni trafił również Reiss- bioterrorysta. Lara musi powstrzymać Reisa zanim wykorzysta broń do zawładnięcia światem. Z odsieczą Larze, przychodzi Terry Sheridan, były żołnierz Wielkiej Brytanii, teraz niemoralny najemnik, który sprzedaje swoje usługi temu kto da najwięcej. Kiedyś Larę z Terrym łączyło coś więcej niż zwykła przyjaźń. Dziś Lara musi dobrze rozegrać partyjkę i bacznie obserwować byłego kochanka, aby nie zdradził jej i całej cywilizacji.


Moje wrażenia:

   Sięgając po tą książkę, spodziewałam się wielkiego "wow". Takiego powalającego na kolana efektu, że książka będzie absolutnie genialna. W końcu Lara Croft to taka kobieca wersja Indiany Jonesa, którego uwielbiam.
  Książka mnie nie zawiodła. Jest mnóstwo akcji, cały czas coś się dzieje. I niewiele odbiega od filmu. Zresztą z tego co się orientuje, książka została napisana, na podstawie scenariusza filmowego.

   Jednak czymże byłaby recenzja, gdybym się czegoś nie doczepiła? Chodzi bowiem o tłumaczenie. W swoim życiu przeczytałam dużo książek. Wiem, że każdemu, może zdarzyć się literówka, błąd lub zapomnienie o przecinku. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. I nie wkurzam się, jeśli na 500 stron ktoś napisze "bład" zamiast "błąd" (zapomnienie o polskim znaku). Wiem, że ja też robię błędy i się do tego przyznaje.
   Ale to tłumaczenie jest chyba "najlepszym" jakie widziałam. To tłumaczenie określi jedno powiedzenie: "Kali jeść, Kali pić".  I tak jak w przypadku "Potterowej myślodsiewni" (recenzja jest tu: klik), zastanawiam się kto to dopuścił do druku przed sprawdzeniem. Z tak wielką ilością błędów interpunkcyjnych, myślałam że dostanę szału. Książkę powinno pokazać się w szkole, by udowodnić, że interpunkcja jest ważna.

Przez to tłumaczenie strasznie zraziłam się do książki (pomimo że ją przeczytałam). Leżała taka schowana, aż w końcu (czytaj: w tym miesiącu) postanowiłam przeczytać po angielsku. I wiecie co? Czyta się o wiele lepiej. Więc jeśli znacie jako tako angielski, polecam wam tą wersję. Na internecie ją znajdziecie. A polska? Jeśli nie przeszkadzają wam błędy interpunkcyjne, i domyślanie się co chwilę że skończył się dialog a zaczął normalny tekst, to ok. Czytajcie. Jednak ja nie polecam wersji polskiej.


Ocena książki: 10/10
Ocena tłumaczenia: 0/10

poniedziałek, 10 października 2016

Czytelnicze i filmowe podsumowanie września 2016

    Jesień to jedna z moich ulubionych pór roku. Tyle na nią czekałam, z wielkimi nadziejami. Wiecie, nie za zimno, nie za ciepło, lekki wiaterek, kasztany, tysiąc kolorów na liściach itd. Niestety nie przewidziałam jednej rzeczy. Że jesień przejdzie na zimną stronę mocy. Tak, stwierdziła że będzie tak zimna jak tylko zimna być może, w efekcie czego jak tylko mam wolne nie wychodzę z domu.
Może jednak to się poprawi- może pogoda będzie ładniejsza.

 Jednak ten post, jak widać po tytule, miał być zupełnie inny. Więc wracam grzecznie do tego o czym miałam pisać- podsumowanie miesiąca.

  Przez wakacje miałam nadrobić zaległości filmowe, ale było dokładnie na odwrót. Dlatego nie lubię postanowień. Bo mało kiedy udaje mi się to zrobić. Nie chodzi o to że mi się nie chcę- po prostu nagle znajduje 1392772 innych ciekawszych rzeczy ;p

Standardowo, zaczynamy od filmów a potem książki.

FILMY: 

1. Obecność 2
2. Amtville
3. Dom na przeklętym wzgórzu
4. The Darkness
5. Noc nietoperzy

Ilość obejrzanych filmów: 5
Ilość filmów do obejrzenia: 82


KSIĄŻKI:

1. "Dziewczyny się odchudzają." Jacqueline Wilson 1,3cm <recenzja>
2. "Dziennik Helgi." Helga Weissowa 2,3cm
3. "Ćpun." Melvin Burgess 2cm <recenzja>
4. "Cienie mroku." Michelle Paver 1,9 cm <recenzja>
5. "Niezgodna." Veronica Roth 2,3cm <recenzja>
6. "Zbuntowana" Veronica Roth 2,3 cm <recenzja>
7. "Wierna." Veronica Roth 2,3 cm

Ilość przeczytanych cm: 14,4
Ilość cm do przeczytania: 0 cm
(+7,8)
Ilość przeczytanych cm: 161,8
Ilość przeczytanych stron: 2082

I tak, udało mi się skończyć wyzwanie "Przeczytam tyle ile mam wzrostu." Wyzwanie które myślałam, że skończę ostatnie, skończyłam jako pierwsze. No cóż można i tak ;p Do wyzwania czytelniczego 2016 brakuje mi "zaledwie" 11 książek, które mam nadzieję jak najszybciej skończyć. A wyzwanie filmowe... no cóż, pozostaje mieć nadzieję że uda się skończyć ;p


czwartek, 6 października 2016

"Ring" Koji Suzuki

Tytuł: Ring
Tytuł oryginału: Ringu
Autor: Koji Suzuki
Liczba stron: 324
Data wydania: 2004 (data przybliżona)
Gatunek: horror 

OPIS: 

Obejrzałeś przeklętą kasetę? Pozostało Ci tylko siedem dni życia.

Asakawa jest dziennikarzem dużego tokijskiego dziennika. Pewnego dnia trafia na sprawę zagadkowej śmierci czwórki nastolatków. Umarli o tej samej porze, w różnych częściach miasta. Przyczyna zgonu pozostają nieznane. Asakawa rozpoczyna prywatne śledztwo. Wkrótce trafia na trop tajemniczej kasety wideo, która okazuje się nośnikiem zabójczej klątwy. Osoba, która obejrzy film, ginie dokładnie siedem dni później. Wśród przypadkowych widzów śmiercionośnego nagrania znalazły się już żona i córeczka Asakawy. Czy uda się pokonać fatum? Czy młody dziennikarz zdoła zatrzymać łańcuch tragicznych wypadków?

Krąg wciągniętych w śmiertelną zagadkę wciąż się powiększa. 

"Ring" jest powieścią grozy, choć czytelnik nie znajdzie tu krwawych scen. Fabuła wciąga od pierwszych akapitów, a temperatura wydarzeń niepokojąco wzrasta. Powieść napisana w 1990 roku szybko stała się lekturą kultową w Japonii, a dzięki dwóm ekranizacjom (japońskiej i hollywoodzkiej), jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury początku XXI wieku. 

MOJE WRAŻENIA: 

  Śmiem przypuszczać, że większość osób zna film "Ring". Horror o dziewczynce Samarze Morgan, wychodzącej ze studni i mordującej osoby, które obejrzały film. Ale przyznać się, kto wiedział że jest książka? Sama należę do tych osób które nie wiedziały.
 Dowiedziałam się przez przypadek, kiedy w bibliotece mało nie zabiłam się o rozplątaną sznurówkę. A że nie chciałam się wywalić jaka długa, chwyciłam pierwszego lepszego regału. I na tym regale był "Ring". Normalnie bym nie zwróciła uwagi, ale musiałam wiedzieć o jaką książkę uderzyłam się w rękę. Nie ma to jak przypadkowe znalezienie jakieś książki ;p
  "Ring" to moja pierwsza styczność z japońskim pisarzem. Byłam do niej sceptycznie nastawiona- nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Obstawiałam że będzie przekombinowana.
 Nawet nie wiecie jak się myliłam. Książka od samego początku trzyma w napięciu, człowiek chce wiedzieć co będzie dalej. I pomimo faktu że oglądałam film, i to nie jeden raz, zachowywałam się tak, jakbym nigdy go nie oglądała. Zresztą nie ma co się sugerować filmem- różnią się od siebie. Książkę czyta się lekko, nie sposób się od niej oderwać. Chodziłam z książką po całym domu, bo nie sposób było ją odłożyć. A książek które mnie tak wciągnęły, jest niewiele.
Co do bohaterów:
 Może kogoś to zaskoczy- ale w pewnym momencie żal mi było Sadako (tak filmowa Samara) bo wbrew pozorom nie była aż tak zła.
Zresztą wszyscy bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Ma się wrażenie że patrzy się na normalnego człowieka, nie zaś na idealnego kogoś kto w 3 sekundy wszystko rozwiąże.
Choć przyznam że końcówka książki była rozbrajająca. Człowiek medytuje jak się skończy, po czym nagle rozwiązanie zajmuje 2 zdania ;p
   Tak więc fabuła na plus, bohaterowie na plus, wszystko na plus :) Warto po to sięgnąć. 

Największy minus? Przepaskudna okładka. Serio, nie mogłam na nią patrzyć. Całe szczęście treść nadrobiła wszystko. I nawet jak oglądaliście film, dajcie szansę. W końcu wiadomo, książka i film to dwie różne rzeczy.

OCENA: 10/10 

poniedziałek, 3 października 2016

#11 LBA

     Za nominację dziękuje Monice z tego bloga: klik. Jesień się zbliża i mam coraz mniej rzeczy człowiekowi się chce. Tak, łącznie z pisaniem notek ;p Ale czasami mam zbyt dużą wenę, i nie wiem którą notkę opublikować pierwszą. Tak mam tym razem- jednak w końcu padło na LBA.
Już 11! A dopiero co robiłam pierwsze ;p Jak ten wszystko leci.

1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Główny powód to była chęć pochwalenia się spotkaniem z Sabatonem, relacją z ich koncertu. I do tego chciałam komuś polecić jakieś książki, zacząć pisać recenzję. No i w sumie tak zostało ;)

2. Jaka jest tematyka Twojego bloga?

Głównie recenzje, ale czasem znajdą się relacje z wycieczek lub inne pierdółki :)

3. Czy masz jakieś plany przyszłościowe związane z blogiem?

Na pewno nie zamierzam go opuścić. Chcę nadal pisać, tylko chciałabym pisać więcej. Ale i tak zauważyłam poprawę- od czerwca pojawia się więcej tekstów niż normalnie.

4. W jaki sposób rozwijasz się i promujesz swój blog?

Swojego bloga promuję zazwyczaj na grupach na Facebooku. Co do rozwijania- na pewno bardziej motywuje się do czytania (choć nie zawsze wychodzi), staram się gdzieś ruszyć i jeśli jest warte pokazania to pokazuje. Dzięki blogowi szerzej wszystko postrzegam, staram się każdego zrozumieć. No i najważniejsze- staram się wszystkim interesować, bo wiem że każdy jest inny, i nie każdy chciałby czytać tylko o jednym.

5. Jakie są Twoje marzenia?

Nierealne do spełnienia ;p W sumie za jakiś czas pojawi się notka, o moich marzeniach, więc nie będę tu się zbytnio rozpisywać ;)

6. Czym chciałabyś się zajmować zawodowo?

Albo przewodnik wycieczek albo fotograf. Jednak ciągle nie mam motywacji żeby iść w tym kierunku. Wydaje mi się że jest już za późno na naukę.

7. Czy zrobiłaś w życiu coś czego żałujesz?

Zrobiłam dużo rzeczy których żałuję, wiele bym zmieniła. Jednak bez tego nie nauczyłabym się mnóstwa rzeczy, a poza tym czasu i tak nie cofnę.

8. Chciałabyś teraz zatrzymać czas? Dlaczego?

Nie chciałabym. Bo gdybym zatrzymała, ominęłoby mnie mnóstwo genialnych sytuacji. Choć przyznam, że niektóre momenty mogłyby trwać wiecznie.

9. Co daje Ci szczęście w życiu?

Wszystko ;p Najbliższa rodzina, przyjaciele. Podróże, fotografia. Te osoby i rzeczy sprawiają że chce się żyć ;)

10. Czy jesteś zadowolona ze swojej obecnej sytuacji życiowej? Czy chciałabyś coś zmienić? Co takiego?

Jestem zadowolona. Chciałabym mieć więcej wolnego, ale wiem że przez to rozleniwiłabym się ile wlezie. I przez to bym nic nie robiła ;p

11. Masz kogoś kto wspiera Cię w ciężkich sytuacjach? Kto to taki?

Jestem z tych osób, które nie lubią mówić o swoich problemach. Mam tą świadomość, że inni też mają problemy i nie chcę ich obarczać jeszcze swoimi. Jednak gdy już nie daję rady, idę do mamy. Chociaż czasem wiem że powie mi: "Rico, dajże spokój z takimi problemami" ;p


Standardowo- nie nominuję nikogo. Jeśli ktoś będzie chciał odpowiedzieć na pytania, nie zabronię ;) Jeśli odpowiecie, dajcie link to chętnie poczytam Wasze odpowiedzi ;)

niedziela, 2 października 2016

Chocolate book TAG

Za nominację dziękuje Martynie z bloga Zaczytana na poddaszu (link do bloga: http://zaczytananapoddaszu.blogspot.com/) Tak naprawdę potrzebowała kogoś do nominacji, a ja stwierdziłam czemu by nie? W końcu i tak chciałam zrobić ten TAG. Ale nie przedłużając, zapraszam ;)

1. Gorzka czekolada- Książka w mrocznym klimacie (przemoc domowa, gwałt, samotność, prześladowania, śmierć itp.)

Tu idealnie pasuje "Dracula Nieumarły. Powrót Wampira". Wprawdzie jest to horror/fantastyka ale tyle co tu się dzieje. I jest tak mroczna, że bardziej być nie może.

2. Biała czekolada- ulubiona lekka/zabawna książka

Biała czekolada zawsze kojarzy mi się z wakacjami u cioci ;p Tak naprawdę tylko tam ją jem ;p Więc tu dam "Miłość Peonii" Lisy See. Znam ją na pamięć, ale i tak zawsze w koło Macieju ją czytam. I tak, zawsze u Cioci ;p

3. Mleczna czekolada: książka, o której tyle się mówi, że musisz ją przeczytać.

Szczerze? Od takich książek uciekam jak najdalej, bo w większości przypadków nie podobają mi się. Jednak czasami robię wyjątki, i tu należy książka "Gwiazd Naszych Wina" Johna Greena (recenzja: klik)

4. Czekolada z nadzieniem toffi- książka która roztopiła Cię od środka.

Pierwszy raz nie potrafię dopasować książki. Naprawdę, żadna nie przychodzi mi do głowy. Może kiedyś coś takiego znajdę. Ale na chwilę obecną, musicie wybaczyć ten brak.

5. Kit Kat bez wafelka: Książka która Cię zaskoczyła.

"Wilkołak" Jonathan'a Maberryego. No naprawdę spodziewałam się wszystkich innych zakończeń tylko nie takiego.

6. Gorąca czekolada z bitą śmietaną i piankami: Książka, po którą sięgniesz, żeby się zrelaksować.

Tu należy duuużo książek ;p Bo czytam dla przyjemności, a nie dlatego że ktoś mnie zmusza. Więc tu trafi większość książek.

7. Pudełko czekoladek; Seria, która Twoim zdaniem, ma wszystkiego po trochu i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

Trylogia "Atramentowy Świat"- najbardziej ukochana trylogia jaka może być. Najcudowniejsza! Znajdzie się tu fantastyka, romans, przygoda, trochę grozy. No dla każdego coś.


Mam nadzieję że wytrwaliście do końca ;) Jestem ciekawa jakie Wy książki byście tu dali ;)

piątek, 30 września 2016

#5 Summer Diary: Tenczynek, Pieskowa Skała, Kryspinów 25.09.2016

     Ten weekend stanowczo zaliczał się do najbardziej zmiennych. Co chwilę zmieniałam zdanie co mam robić, aż w końcu postanowiłam robić nic. Takie twórcze nic. Skończyło się jednak tak, że koleżanka namówiła mnie na wycieczkę.

Pierwsze pojechaliśmy do Tenczynka. Byłam tam lata świetlne temu, i przyznam że zapomniałam już jak zamek wygląda. Serio, dopadła mnie skleroza pospolita ;p Teraz jest wejście na wieżę + odremontowane parę metrów muru.








Po wyjściu z zamku, postanowiliśmy jechać jeszcze do Zamku Pieskowa Skała. Zamek zamknięty na parę miesięcy, z powodu remontu został ponownie otwarty. Dodatkowo zwiedziliśmy muzeum. I w pewnym momencie chcieliśmy kogoś zabić. Ja wiem że oszczędzają na przewodnikach. Ja wiem że wydrukowanie kartek swoje kosztuje. Ale litości... Koleżanka patrzy na przewodnik, żeby coś o obrazie opowiedzieć. Co widzi w przewodniku? "Portret Kobiety" Autor i rok. I tak za każdym razem. W efekcie nawet nie patrzyłyśmy potem do przewodnika, bo dowiadywałyśmy się to samo co widziałyśmy.  I na koniec- coś co myślałam że nie uda się wypełnić. Wyjazd do Kryspinowa- czyli zalew. Nie to samo co normalne jeziorko, ale jednak ma plażę, ma pizzerię, więc nie było źle. Jedynie co to brak zdjęć robi swoje. 







czwartek, 22 września 2016

"Brzydula" Julia Kamińska

Tytuł: Brzydula
Autor: Julia Kamińska
Liczba stron: 176 
Data wydania: październik 2009

OPIS:

Brzydula pisze pamiętnik. Według jej obliczeń jest to już czternasty. Smaczny, dowcipny, intymny i oczywiście nieprzeznaczony do czytania przez obcych. I tu wielka niespodzianka: panna Cieplak z Rysiowa ujawnia swój pamiętnik. 

"Znów szukam pracy. Jestem zdesperowana. Matura zaliczona na pięć, wyższe wykształcenie, skończyłam ekonomię na SGH (z wyróżnieniem!), znam biegle niemiecki i angielski, skończyłam dwa kursy szybkiego czytania, kurs kaligrafii w ambasadzie Japonii, kurs realnej samoobrony krav- manga, kurs języka HTML, praktyczny kurs pisarstwa "Jak pisać magiczne powieści" kurs kosztorysowania oraz kurs autoratownictwa i szkolenie w zakresie prawa autorskiego i prawa znaków towarowych. Znam podstawy rosyjskiego, francuskiego i hiszpańskiego. Dlaczego nie mieliby mnie zatrudnić? Na przykład w jakimś banku? Powoli godzę się z myślą, że zostanę sprzedawczynią pakietów promocyjnych jakiegoś beznadziejnego CZEGOŚ i spędzę resztę życia ze słuchawką w uchu i takim malutkim mikrofonem przy ustach, przekonując potencjalnych klientów, że to beznadziejne, bliżej nieokreślone COŚ jest im potrzebne do życia." Jedyne, czego jej brakuje, to uroda. I Ula o tym wie. Dlatego gdy pewnego razu tata przynosi jej gazetę z  ogłoszeniem, że dyrektor domu mody szuka asystentki, nie ma zamiaru nawet się tam wybierać. Jednak czego się nie robi dla bliskich? Jedzie.

Brzydula pisze swój pamiętnik inteligentnie i żywiołowo. Tak że czyta się go z oczyma łzawiącymi od śmiechu, nawet jeśli ktoś nie widział ani jednego odcinka serialu BrzydUla. Poszczególne wpisy są poozdabiane rysunkami autorki: wzruszającymi kulfonami, sercami, kotkami, pszczołami i żabami. I jak w prawdziwym pamiętniku, wpisami przyjaciół. 


MOJE WRAŻENIA: 

    Jesień to czas, kiedy w telewizji puszczane są nowe sezony seriali. W moim przypadku, oznacza to recenzję książki, która powstała na podstawie serialu. Spokojnie, to już ostatnia serialowa książka ;)
Przyznam że "Brzydula" to jeden z moich ulubionych seriali. Dlatego też, nie zastanawiałam się długo nad kupną książki. 
 Już na początku mnie zaskoczyła jedna rzecz. Jaka? Fakt że Ula zaczęła pisać już 14 pamiętnik (według jej obliczeń). No musi być z niej niezła pisarka, bo tak naprawdę jest niewiele starsza ode mnie, a ja zapisałam tylko 4 pamiętniki. Tak, też należałam do osób piszących pamiętniki ;p 
   W sumie, po książce nie spodziewałam się nie wiadomo jakich rewelacji. Jednak spodziewałam się czegoś lepszego. Znów się czepiam, musicie mi wybaczyć ;) Ale czytając książkę, patrząc na te dopiski, rysunki, miałam wrażenie że czytam pamiętnik piętnastolatki a nie osoby która skończyła studia. Rozumiem że zakochany człowiek, nie myśli trzeźwo, ale litości.... Tak dziecinne pisanie np. 100 razy imię ukochanego.... No o czymś świadczą.
   Serial jest o wiele lepszy. Książka nadaje się tak naprawdę na jeden raz do przeczytania. W sam raz na podróż/wakacje/weekend/zimowe wieczory. Oczywiście język nie dyskwalifikuje książki, bo jest naprawdę zabawna. Tylko właśnie... Momentami człowieka otrzepuje od tego jak autorka się wypowiada. 

Recenzje książek innych seriali:

"Niania. Pamiętnik Frani Maj"- klik
"Majka. Przewodnik po serialu i mieście"- klik
"Świat Kryminalnych"- klik


OCENA: 4/10 

poniedziałek, 19 września 2016

"Płatki z nieba" Mingmei Yip

Tytuł: Płatki z nieba
Tytuł oryginalny: Petals from the sky
Autor: Mingnei Yip
Data wydania:  26 październik 2011
Ilość stron: 448

OPIS:

Znakomita powieść o miłości Chinki i Amerykanina, a w tle opisy życia w buddyjskich klasztorach i snobistycznych elit Manhattanu.

 
Meng Ning, młoda mieszkanka Hongkongu, pod wpływem swojej duchowej przewodniczki, buddyjskiej mniszki, oznajmia matce, że zamierza wstąpić do klasztoru. Przerażona kobieta usiłuje wyperswadować córce ten pomysł. Niezdecydowana Meng Ning wyjeżdża do Francji, gdzie podejmuje studia, ale duchowo przygotowuje się do zostania mniszką. Podczas pobytu dziewczyny w buddyjskim ośrodku odosobnienia wybucha pożar, z którego ratuje ją Michael Fuller, młody amerykański lekarz.
  Ta znajomość powoli przeradza się w miłość. Meng Ning wyjeżdża z Michaelem do Nowego Jorku, gdzie trafia do snobistycznego kręgu tamtejszych elit, ale taki świat jej nie pociąga. Co zwycięży: miłość do Michaela, czy tęsknota za życiem w klasztorze?

MOJE WRAŻENIA:

   Zacznę od tego co pingwinki lubią najbardziej czyli okładka. Przyznam że jest w niej to coś. Po przeczytaniu opisu stwierdziłam że książkę muszę mieć.
     Kupiłam, zaczęłam czytać i stwierdzam że to jest to genialne. Niestety w pewnym momencie coś zaczęło się psuć, by pod koniec zostawić mnie z totalnym niedosytem. Miałam wrażenie że autorce skończył się pomysł i połowę książki, napisała jak napisała.
Bohaterowie- są dobrze wykreowani. Wprawdzie Meng Ning mogłabym się doczepić, bo zachowuje się w pewnym momencie jak mała dziewczynka, a nie ktoś kto studia kończy. Serio, ja rozumiem że pójście do zakonu, to niełatwa decyzja, ale medytowanie pół książki: "Iść czy nie iść.?Nie wiem co robić. Nie chcę tego robić, a może chcę?" jest naprawdę irytujące.  Ale bohaterów doczepić się nie mogę.
   Fabuła jest na tyle spójna że książkę czyta się szybko. Jednak akcja nie jest jakaś porywająca. Pokazane są dwie kultury, które próbują się ze sobą połączyć, pokazany jest buddyjski świat, jak wygląda życie klasztorne. Jednak prawdę mówiąc spodziewałam się czegoś, o wiele lepszego.
 Stąd też ocena pół na pół.

OCENA: 5/10

czwartek, 15 września 2016

"Opactwo Northanger" Jane Austen

Tytuł: Opactwo Northanger
Tytuł oryginału: Northanger Abbey
Autor: Jane Austen
Liczba stron: 230

OPIS:  

Napisana z finezją i humorem parodia popularnych na przełomie XVIII i XIX stulecia powieści gotyckich. Młoda i przemiła, choć trochę naiwna panna Katarzyna Morland jest zafascynowana powieściami gotyckimi. Gdy poznaje nowych przyjaciół i zostaje przez nich zaproszona do starego opactwa Northanger, ma nadzieję, że uda jej się odkryć jakąś niewyjaśnioną od lat tajemnicę i przeżyć przygodę. Znajduje jednak coś zupełnie innego. Coś, o czym skrycie marzyła...

MOJA OPINIA: 

   Klasykę rzadko czytam, jakoś wzajemnie się do tej pory nie lubiliśmy. Co prawda nie raz nie dwa podchodziłam do "Wichrowych wzgórz" czy "Dumy i uprzedzenia", ale zaraz rezygnowałam. Jednak jak zobaczyłam okładki wydawnictwa Świat Książki, od razu się zakochałam, i musiałam je mieć.

   I znów, na początku nie byłam przekonana do tej książki. Ale zawzięłam się i z uporem godnym osła, przeczytałam "Opactwo Northanger." Jane Austen. I przyznam że z każdą stroną przekonywałam się że wcale nie jest zła. Wiadomo, tego typu książki zawsze prowadzą do poznania się 2 osób, które biorą ślub pod koniec. Więc to żaden spoiler nie będzie ;)
  Chyba największą rzeczą która mnie zaskoczyła, to fakt że czytanie powieści było złe. I lepiej było czytać coś z natury mądrego. Wyobraźcie sobie czytać w koło Macieju rozprawki naukowe. Chyba zrezygnowałabym z czytania po tygodniu.
  Do tego to życie, które nie przypadło mi ani trochę do gustu. Nudne i monotonne. Główna bohaterka wyjeżdża do Bath, gdzie spędza kilka tygodni. I mniej więcej codziennie chodzi do pijalni wód, a największym problemem dziewczyn, jest to, że nikt nie poprosił jej do tańca. To nie dla mnie- zanudziłabym się po tygodniu.
   Jednak w momencie gdy Katarzyna dostaje zaproszenie, od Eleonory zaczyna się ciekawsza część. Katarzyna koniecznie chce odkryć tajemnicę, która musi być w takim opactwie. Jednak zamiast tajemnicy znajduje miłość. 

  Przyznam szczerze, że książką jestem bardzo zaskoczona. Spodziewałam się zbyt dużej ilości romantyzmu, ale było go w sam raz. I pomimo tego, że od napisania książki minęło sporo czasu, niektóre problemy są nadal aktualne (motyw pieniędzy, czy stanowiska społeczne).
   Jednak książka nie spodoba się każdemu. Sama mam do niej mieszane uczucia. Dobrze się ją czyta, szybko, lekko. Jest taka na jesienny wieczór. Jednak ja jako fanka fantastyki, prędzej sięgnęłabym ponownie po "Władcę" czy "Harry'ego" niż ją. Pomimo to nie jest zła. Skoro anty-fanka romansów ją przeczytała to o czymś świadczy ;p

OCENA: 8/10 

sobota, 10 września 2016

Czytelnicze i filmowe podsumowanie sierpnia 2016

  Od jakiś 2-3 miesięcy, mam wrażenie że czas zmienił się w strusia pędziwiatra. Wiecie, macie styczeń po czym na następny dzień, okazuje się że w sumie jest już sierpień. I nie wiadomo kiedy ten czas uciekł.

   Więc szanowny czasie- przestań udawać strusia pędziwiatra i zacznij normalnie chodzić. Bardzo Cię proszę.

I z niewielkim opóźnieniem pojawia się to oto podsumowanie. Kolejny raz zauważam, że moje czytanie i oglądanie spada z każdym miesiącem. Jak tak dalej pójdzie, to podsumowanie pojawi się pod koniec roku, bo z 1 filmem i książką to będzie bez sensu.

Standardowo pierwsze filmy, potem książki.


FILMY:

1. "Klątwa z Salem."
2. "Książę i ja."
3. "Żywa ciemność. Historia Teda Grotołaza."
4. "Lavalantula 2."
5. "Izolacja."
6. "Krwiożerczy święty."
7. "Księga dżungli."


Obejrzałam już: 96 filmów
Do obejrzenia zostało: 87 filmów.

Jeśli chodzi o książki- "Pamiętnik księżniczki" planowałam przeczytać dawno temu, ale ciągle brakowało w bibliotece 1 części. Ale w końcu się udało ją przeczytać, z czego jestem bardzo zadowolona. Zaś "Wspomnienia niebieskiego mundurka" ledwo doczytałam do końca. Jakoś nie przekonałam się do tej książki. Tyle dobrze, że humor poprawił mi "Dzikowy Skarb"- książka naprawdę rewelacyjnie napisana. I powinna być przerabiana na polskim pod koniec podstawówki/ początek gimnazjum. Ja się pytam czemu ta książka nie jest lekturą?

KSIĄŻKI:

1. "Pamiętnik księżniczki." Meg Cabot  1,3 cm <recenzja>
2. "Wspomnienia niebieskiego mundurka" Witold Gomulicki 1,2cm
3. "Dzikowy Skarb część 1." Karol Bunsch 2,2 cm <recenzja>
4. "Dzikowy Skarb część 2." Karol Bunsch 2,4 cm <recenzja>

Ilość przeczytanych cm: 7,1 cm
Ilość cm do przeczytania: 6,6 cm
Ilość przeczytanych cm: 147,4
Ilość przeczytanych stron: 1064


Dopiero teraz zauważyłam że nie zapisałam sobie ile stron mają książki ani ile mają centymetrów. Będę musiała wybrać się do biblioteki i zrobić aktualizację ;p




wtorek, 6 września 2016

#4 Summer Diary Warszawa 19-21.08.2016

         Jedno z moich marzeń zostało spełnione w sierpniu. Zawsze chciałam jechać do Warszawy, jednak zawsze było jakieś "ale". A to termin nie odpowiada, a to szkoła, a to tamto a to nie chce się komuś jechać, a samej to bez sensu. W szczególności że miasta nie znam- więc jak się zgubię to już po mnie.  W tym roku postanowiłam jednak jechać, w szczególności że znajomy miał urodziny, a ja chciałam osobiście złożyć mu życzenia.

   Do Warszawy dotarłam o godzinie 12 i do wieczora musiałam radzić sobie sama. Ze znajomym spotkaliśmy się dopiero o 19, bo niestety pracował. Przyznam że lokalizację miałam genialną- na Chmielnej- 5 min, do Pałacu Kultury, Złotych Tarasów, tuż koło stacji metra. I tak naprawdę, po moim wcześniejszym zgubieniu się <tak, Rico inteligent, polazła zamiast do hotelu to w 2 stronę> stwierdziłam że wolę nie ryzykować i nigdzie daleko nie odchodzić. Więc krążyłam tylko koło Pałacu. Po spotkaniu ze znajomym, poszliśmy na spacer.


W sobotę, pojechaliśmy na Runmageddon- znajomy startował a ja kibicowałam. Wątpliwa sprawa jest, czy bym tam pobiegła- prawdopodobnie zabiłabym się na pierwszym zakręcie. No ale cóż znajomy pobiegł, przeżył, ja zresztą też. A ile nerwów się najadłam, żeby mu się nic nie stało. Potem się rozdzieliliśmy- ja do hotelu on do domu. W końcu trzeba się wykąpać a nie straszyć ludzi wyglądem ;p Ale wieczorem i tak się zobaczyliśmy, Poszliśmy pod kolumnę Zygmunta, Pałac Prezydencki, fontannę (niestety na pokaz się spóźniliśmy)


I niedziela- mój ostatni dzień w Warszawie. Pierwsze zwiedziliśmy Łazienki Królewskie, gdzie próbowałam zaprzyjaźnić się z Wiewiórką. Niestety ani mnie ani znajomemu się to nie udało. Ale nigdy nie spotkałam się z tym, żeby wiewiórki tak blisko podchodziły. Nawet w Krakowie to jest niemożliwe ;p Potem zdążyliśmy pójść do zoo. Rico stwierdziła że bez Zoo, nie wyjedzie z Warszawy. A że znajomy chciał się już Rica pozbyć to zgodziłby się na wszystko ;p



















Oczywiście nie obyłoby się bez pójścia do Złotej Kaczki- prawdę mówiąc, spodziewałam się czegoś bardziej efektownego ;p Ale no cóż, mam nadzieję że to tylko chwilowy zastój w jej urodzie. 


Z wyjazdu jestem jak najbardziej zadowolona. Żałuję tylko że nie poszłam na wystawę Titanica, ale może jeszcze się uda pojechać. Tylko muszę się pospieszyć, bo jak się nie mylę już wkrótce wystawa zniknie.