
Tytuł oryginału: Lara Croft. Tomb Raider. The Cradle of life.
Data wydania: marzec 2003 (data przybliżona)
Liczba stron: 280
Kategoria: przygodowa
Opis:
Bohaterka podąża śladem legendy o świątyni, wybudowanej przez Aleksandra Wielkiego. Świątynia kryje w sobie potężny i niebezpieczny artefakt, Puszkę Pandory. Puszka ta przyniosła kiedyś ziemi życie, teraz zawiera śmiercionośną plagę. Na nieszczęście Lary na ślad broni trafił również Reiss- bioterrorysta. Lara musi powstrzymać Reisa zanim wykorzysta broń do zawładnięcia światem. Z odsieczą Larze, przychodzi Terry Sheridan, były żołnierz Wielkiej Brytanii, teraz niemoralny najemnik, który sprzedaje swoje usługi temu kto da najwięcej. Kiedyś Larę z Terrym łączyło coś więcej niż zwykła przyjaźń. Dziś Lara musi dobrze rozegrać partyjkę i bacznie obserwować byłego kochanka, aby nie zdradził jej i całej cywilizacji.
Moje wrażenia:
Sięgając po tą książkę, spodziewałam się wielkiego "wow". Takiego powalającego na kolana efektu, że książka będzie absolutnie genialna. W końcu Lara Croft to taka kobieca wersja Indiany Jonesa, którego uwielbiam.
Książka mnie nie zawiodła. Jest mnóstwo akcji, cały czas coś się dzieje. I niewiele odbiega od filmu. Zresztą z tego co się orientuje, książka została napisana, na podstawie scenariusza filmowego.
Jednak czymże byłaby recenzja, gdybym się czegoś nie doczepiła? Chodzi bowiem o tłumaczenie. W swoim życiu przeczytałam dużo książek. Wiem, że każdemu, może zdarzyć się literówka, błąd lub zapomnienie o przecinku. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. I nie wkurzam się, jeśli na 500 stron ktoś napisze "bład" zamiast "błąd" (zapomnienie o polskim znaku). Wiem, że ja też robię błędy i się do tego przyznaje.
Ale to tłumaczenie jest chyba "najlepszym" jakie widziałam. To tłumaczenie określi jedno powiedzenie: "Kali jeść, Kali pić". I tak jak w przypadku "Potterowej myślodsiewni" (recenzja jest tu: klik), zastanawiam się kto to dopuścił do druku przed sprawdzeniem. Z tak wielką ilością błędów interpunkcyjnych, myślałam że dostanę szału. Książkę powinno pokazać się w szkole, by udowodnić, że interpunkcja jest ważna.
Przez to tłumaczenie strasznie zraziłam się do książki (pomimo że ją przeczytałam). Leżała taka schowana, aż w końcu (czytaj: w tym miesiącu) postanowiłam przeczytać po angielsku. I wiecie co? Czyta się o wiele lepiej. Więc jeśli znacie jako tako angielski, polecam wam tą wersję. Na internecie ją znajdziecie. A polska? Jeśli nie przeszkadzają wam błędy interpunkcyjne, i domyślanie się co chwilę że skończył się dialog a zaczął normalny tekst, to ok. Czytajcie. Jednak ja nie polecam wersji polskiej.
Ocena książki: 10/10
Ocena tłumaczenia: 0/10