niedziela, 1 lutego 2015

Koncert "Sabaton" we Wrocławiu 24.01.2015

Minął równy tydzień od koncertu Sabaton- o tej porze już wracaliśmy do hotelu. Teraz jestem w domu i piszę relację z tegoż koncertu- trochę spóźnioną ale jest ;)
A więc zapraszam do czytania ;)

24.01.2015 rok- jedna z najważniejszych dat- mój pierwszy koncert, mój pierwszy raz kiedy zobaczę swoich idoli na koncercie. Dwa dni wcześniej widziałam ich osobiście, więc do pełni szczęścia brakowało tylko koncertu. Wybór padł na Wrocław i Halę Orbita gdzie Sabaton miał grać ostatni koncert w Polsce. Przed Halę trafiliśmy około godziny 16.20- i tak jak się spodziewaliśmy trochę ludzi już było. Stwierdziłam że nawet dobrze że jesteśmy wcześniej bo z każdą minutą ludzi przybywało i kolejka rosła. Niby była druga kolejka przy drugim wejściu ale równie długa jak nasza, więc nie opłacało się iść.
Bilety na koncert

Na halę zaczęli wpuszczać o 17.20 albo 17.30- i całe szczęście bo wszystkim zaczęło być zimno. Oczywiście 99% ludzi którzy przeszli przez bramę lecieli na złamanie karku byle tylko zająć dobre miejsce. Moje pierwsze skojarzenie- filmiki z walk Lidlla. Tak, wiem dziwne ale to była moja pierwsza myśl. Pozostały 1% kroczył dostojnie udając że im się nie spieszy- oczywiście idąc na tyle szybko żeby nie można było tego nazwać biegiem. My weszliśmy spokojnie, oddaliśmy kurtki do szatni i skierowaliśmy się do trybun- zajęliśmy miejsca najbliżej sceny. Ze względu na to że był to mój pierwszy taki koncert i nie wiedziałam czego się spodziewać, wolałam iść na miejsca siedzące i rozeznać się w całości.
Scena (wybaczcie jakość)
  Nie grał tylko Sabaton- wcześniej były 3 supporty- Fronside, Battle Beast i Delaine. Prawdę mówiąc z 3 supportów znałam tylko 1: Fronside. I z całej 3 najbardziej ten zespół przypadł mi do gustu- oczywiście reszcie nie mam nic do zarzucenia. Dużym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie było to że Battle Beast i Delaine mają wokalistki a nie wokalistów. Do tego w Battle Beast odniosłam wrażenie że keybordzista ewidentnie się nudzi i nie ma co grać. Tak, obserwowałam go pół koncertu i widziałam że niby gra ale z entuzjazmem godnym zdechłego śledzia.
          Gdy grał ostatni support chciałam żeby już zeszli ze sceny żeby Sabaton mógł zagrać. Zresztą nie tylko ja- faceci za mną mruczeli za każdą piosenką że mogliby dać sobie spokój i zejść.
Cały zespół. Od lewej Par, Chris, Joakim, Hannes i Thobbe.
Zdjęcie z internetu
I w  końcu nadszedł czas na najważniejszy zespół. O godzinie 20.50 na scenę wszedł Sabaton. Wszyscy już od 15 minut robili hałas i skandowali niezmordowanie "SA-BA-TON". Joakim w pewnym momencie stwierdził że tylko my tak potrafimy pokazać entuzjazm. Oczywiście zanim wszystko się zaczęło niektóre rzeczy na scenie były zakryte- i przed wejściem Sabatonu odkrywane. M.in. perkusja ulokowana na czołgu. Ja nie byłam ździwiona- wiedziałam że Joakim lubi czołgi więc od razu wiedziałam co tam się kryje. Ale dużo osób było zaskoczonych. Pierwszą piosenkę jaką zaśpiewali to była :"Ghost Division" i moja myśl "A to cwaniaki robią tak jak na Woodstocku". No ale tu się wycwanili bo druga to była "To hell and back" więc moja teoria że będą śpiewać to co na Woodstocku była nieprawdziwa ;)
Sabaton nie należy do tych zespołów które wejdą na scenę zaśpiewają to co mają zaśpiewać i wyjdą. Co chwilę coś gadali do ludzi- Joakim uczył się polskiego. I oczywiście nie obyło się bez słów "Jeszcze jedno piwo". Kiedy Joakim w końcu wypił kufel piwa i stwierdził że nie będzie więcej pił, fani zaczęli krzyczeć że skoro nie piwo to wódka, wzbudzając tym samym śmiech zespołu.
Chwali się też to że pod koniec koncertu Joakim powiedział że on lubi jak przychodzą na ich koncert młodsi fani i poprosił o wejście na scenę właśnie takiego młodego fana. Był to 12-letni Dawid. Chłopak nie umiał za bardzo po angielsku gadać a Joakim po polsku ale jakoś się dogadali. Potem jak staliśmy w kolejce po kurtki, okazało się że Joakim dał chłopakowi okulary. Nawet nie miał pojęcia jak mu zazdroszczę.
Koncert zakończył się około godziny 22.30. Bilety mam schowane na pamiątkę. Zdjęć niestety nie robiłam- nie wiedziałam czy można brać aparat na taki koncert czy nie.
Wnioskując- z  koncertu jestem mega zadowolona. Jak tylko będę miała okazję iść jeszcze raz to pójdę- tylko tym razem nie na trybuny a na płytę i jak najbliżej sceny.
    Mam nadzieje że doczytaliście do końca ;) Na dziś już koniec i dobranoc.

2 komentarze:

  1. świetnie było, też tam byłem i też zamierzam to powtórzyć ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super fotki ;)
    Co powiesz na wspólną obserwację?
    weerka-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń