poniedziałek, 17 grudnia 2018

"Duff. Ta brzydka i gruba." Kody Keplinger

Tytuł: Duff. Ta brzydka i gruba.
Tytuł oryginału: The Duff: Desingated Ugly Fat Friend
Data wydania: 8 kwietnia 2015
Liczba stron: 336
Kategoria: literatura młodzieżowa

Opis:

Siedemnastoletnia Bianca ma lojalne grono przyjaciół, dosadne poczucie humoru i niezawodny wykrywacz głupoty i pozerstwa. Wesley, bezczelny licealny podrywacz, szczególnie działa jej na nerwy. Tym bardziej, że uważa ją za DUFF- dziewczynę z drugiej ligi, tło dla ładniejszych koleżanek.

Mimo że Wes ją wkurza, jest nim zaintrygowana. Zaczynają się spotykać. Jego męski punkt widzenia pozwala Biance zrozumieć, że nie musi się wstydzić swoich uczuć i wyglądu. Okazuje się, że Wes, największe szkolne ciacho, ukrywa kłopoty z poczuciem własnej wartości, a atrakcyjne przyjaciółki Bianki też mają kompleksy. Bianca nabiera pewności siebie, ma coraz większe powodzenie, ale czy dzięki temu rozwiąże wszystkie swoje problemy?


Moje wrażenia:

     Kiedy zobaczyłam tą książkę, od razu wiedziałam że chcę ją mieć. Tym bardziej po przeczytaniu opisu. Wiedziałam że na pewno mi się spodoba. I pierwszy raz od bardzo dawna mój szósty zmysł nawalił.
     Spodziewałam się że lektura nie będzie ciężka, wręcz przeciwnie na pewno lekka. Ale nie spodziewałam się takiego olbrzymiego rozczarowania. "Duff. Ta brzydka i gruba" to tak bardzo bardzo płytka książka, że aż mnie serce bolało czytając ją.
     Czyta się szybko to fakt. Nie ma wymagającego języka, widać że jest napisany typowo dla młodzieży.  Ale cała reszta...  Jest totalnie na nie.
Bohaterowie są nędznie wykreowani i totalnie nijacy. Niby są, ale na zasadzie "Cześć jestem Bianca" a i tak po 5 minutach zapominasz że kogoś takiego się poznało. Bianca, główna bohaterka, jest tak denerwującą osobą, że miałam ochotę kopnąć ją w zadek, żeby się ogarnęła. Nienawidzi Wesleya ale i tak chodzi z nim do łóżka. Nie rozumiem takiego zachowania, i chyba nie chcę zrozumieć.
Wesley- typowy dupek. Nic go nie usprawiedliwa. Jest dla mnie totalnym zerem. Serio miałam do końca nadzieję że Bianca ogarnie się w końcu życiowo. Ale no niestety tak nie było. Z całej książki jedynie Toby zasługuję na uwagę.

    Cała fabułę można zwęzić do jednego zdania. Bianca przez całą książkę ogranicza się do: "Nienawidzę Wesleya, uprawiam z nim seks, nienawidzę go, uprawiam seks, nienawidzę go, uprawiam seks."  Nie dzieje się totalnie nic. Zero jakiejkolwiek akcji, zero polotu, zero ambicji. Totalne nic. Dno mułu i wodorostów.
      Naprawdę chciałam pozytywnie ocenić tą książkę. Chciałam znaleźć coś pozytywnego. Nie licząc Toby'ego nie ma tam nic co mnie zainteresowała. Książka totalnie mi się nie podobała, i spodziewałam się czegoś o wiele lepszego niż to.


Ocena: 1/10

niedziela, 16 grudnia 2018

"Septimus Heap. Tajemna wyprawa." Angie Sage

Tytuł: Septimus Heap. Tajemna Wyprawa
Tytuł oryginału: Queste
Cykl: Septimus Heap. (tom 4)
Autor: Angie Sage
Data wydania: 30 października 2008
Liczba stron: 456
Kategoria: Literatura dziecięca.


Opis: 

Zamek właśnie przestał być znośnym lokum. Snujący bezustannie mroczne plany Merrin Meredith coraz goręcej nienawidzi Septimusa. Rozgoryczony, sięga po Czarną Magię, by wreszcie dokonać zemsty na młodym czarodzieju. Mało tego! Teritus Fume, nie do końca racjonalnie myślący, za to wyjątkowo paskudny duch, za wszelką cenę chce wysłać Septimusa na wyjątkowo paskudną wyprawę.


Recenzje poprzednich tomów:

Tom I- "Septimus Heap. Zakazana magia."
Tom II- "Septimus Heap. Smoczy lot"
Tom III- "Septimus Heap. Duch Królowej"

Moje wrażenia:

    "Tajemna wyprawa" to już czwarty tom o przygodach Septimusa. Przyznam że musiałam w bibliotece zerknąć w książkę, by przypomnieć sobie o czym była lektura. Tak, skleroza nie boli, a przez te dwa lata trochę rzeczy się zatarło.
    Dalej twierdzę, że książka jest idealna dla młodszych czytelników i jak najbardziej jestem za tym by zachęcić je do przeczytania jej. Jednak dla starszych osób, książka będzie tylko lekką odskocznią na jeden wieczór.
    Czytając trzecią część, byłam szczerze zachwycona, że książka przeskoczyła z literatury typowo dziecięcej, dla nieco starszych czytelników.
    Tutaj niestety się rozczarowałam- książka z powrotem stała się literaturą dla młodszych. Dodatkowo zaczyna mnie drażnić ilość bohaterów. Nie wiem czemu nie przeszkadzało mi to w "Smoczym Locie"- toć już 10 bohaterów, to jest "Moda na Sukces". Serio, czytanie książki gdzie perspektywa zmienia się co chwilę jest beznadziejne.
  Jeśli chodzi o akcję- książkę można spokojnie skrócić o połowę. Nie dzieje się nic, na tyle szczególnego by zachwycało. Fabuła jest wręcz nudna, i tylko czasami jest jakiś większy zryw. Ale niestety jest tego stanowczo za mało, jak na taką książkę.
    Bohaterzy książki się nie zmienili. Jest ich tyle samo co poprzednio. Księżniczka Jenny jest dalej tak samo irytująca, Silas Heap tak samo głupi. Sytuację ratuje Snorri i Ulf którzy definitywnie są moimi ulubieńcami.

Podsumowując- książka bardzo mnie rozczarowała. Myślałam że ta część będzie lepsza. Po "Duchu Królowej" byłam pewna że poprzeczka się podniosła, a tu nastąpiło coś takiego. Owszem dla młodszych polecam, ale niestety starsi się rozczarują po tej części.

Ocena: 2/10

niedziela, 9 grudnia 2018

"Bella i Sebastian" Nicolas Vanier

Tytuł: Bella i Sebastian
Tytuł oryginału: Belle et Sebastien
Cykl: Bella i Sebastian
Data wydania: 19 listopada 2013
Liczba stron: 384
Kategoria: Literatura piękna


Opis: 

Wzruszająca opowieść o prawdziwej przyjaźni, wierności, odwadze i miłości. 

Jest rok 1943. Mieszkańcy spokojnej alpejskiej wioski cierpią pod niemiecką okupacją. Jakby tego było mało, w okolicy pojawia się groźne zwierzę, które porywa owce z ich stad. Górale organizują polowanie na Bestię. 

Podczas wędrówki w górach samotny, wychowany przez dziadka chłopiec spotyka zdziczałego psa. Czy to własnie on dziesiątkuje stada? Czy opuszczony chłopiec i skrzywdzone zwierzę będą potrafili sobie zaufać? W jaki sposób Bella i Sebastian staną się wojennymi bohaterami?

Książka Nicolasa Vaniera to opowieść o pięknie życia w zgodzie z dziką przyrodą i możliwości zachowania człowieczeństwa w okrutnych czasach wojny.

"Bella i Sebastian", wolna adaptacja znanej polskiemu czytelnikowi powieści Cecile Aubry (1695. pierwsze polskie wydanie 1975) oraz serialu przygodowego o tym samym tytule (1965), to swoisty hołd, jaki autor składa ulubionym bohaterom swojego dzieciństwa.


Moje wrażenia:

     Po książkę sięgnęłam zachęcona filmem, który naprawdę mi się podobał. Zresztą, wszędzie gdzie jest pies, to wiadomo że książka dla mnie. Dodatkowo cudna okładka, która od razu przyciąga wzrok. A że ja jestem sroką okładkową to wiedziałam że nie przejdę koło niej obojętnie.
     Co do samej książki- żałuję że nie trafiłam na nią wcześniej. Spodziewałam się po niej, że będzie bardziej dla młodszych, jednak okazało się że i starszy czytelnik coś dla siebie znajdzie.
     "Bella i Sebastian" to przede wszystkim fantastycznie napisana lektura. Porusza wartości, które powinny być znane każdemu z nas. W sposób prosty i jasny dla czytelnika pokazana jest miłość, odwaga, siła przyjaźni i rodziny.
      Od samego początku potrafi wciągnąć czytelnika, sprawić by ten zapomniał o Bożym świecie. Jest napisana prostym językiem, ale w sposób tak piękny i magiczny, że czyta się ją bardzo szybko. Kiedy ją skończyłam zastanawiałam się jakim cudem tak szybko, skoro dopiero ją zaczęłam. Aż sprawdzałam kilka razy czy na pewno nie ucięło mi stron, bo może było ich więcej.
      Jeśli chodzi o bohaterów, są bardzo dobrze wykreowani. Każdy z nich wydaje się być realną osobą, którą można spotkać tuż za rogiem. W żadnym z bohaterów nie ma takiej sztuczności, żaden nie jest "tłem", który pojawia się po to żeby zapchać dziurę.
     Fabuła książki jest bardzo płynna. Dzięki temu czytając książkę, nie mamy wrażenia że dzieje się jedno i to samo, i nie stoimy w miejscu.
    Akcja dzieje się w trakcie trwania II Wojny Światowej- mamy więc tu pokazaną wioskę okupowaną przez Niemców, pomoc Żydom. Ukazane jest z jakimi problemami borykali się mieszkańcy wioski, kiedy zaczęła się okupacja. Pokazana jest odwaga ludzi, to że nie odmawiają pomocy, pomimo tego że wiedzą co ryzykują.
   Ale mam wrażenie że najważniejsza akcja, to przyjaźń między psem a człowiekiem. Fakt, że oceniamy za szybko, po pozorach i nie patrząc się czy myślimy dobrze. Dzięki zwykłej prostocie, mamy szansę zobaczyć, że czasami i my robimy coś źle.
   
     Polecam ją każdemu, niezależnie czy jest miłośnikiem psiaków, czy też nie. Ta książka jest warta tego by po nią sięgnąć :) Jest naprawdę pięknie napisana, i myślę że jak najbardziej nada się na prezent ;)

Ocena: 10/10

poniedziałek, 26 listopada 2018

"Czerwona Piramida" Rick Riordan

Tytuł: Czerwona piramida
Tytuł oryginału: The Red Pyramid
Cykl: Kroniki Rodu Kane (tom I)
Autor: Rick Riordan
Data wydania: 23 lutego 2011
Liczba stron: 544
Kategoria: Fantastyka, fantasy, sciene fiction

Opis:

Od śmierci matki Carter i Sadie są sobie niemal obcy. Dziewczyna mieszka z dziadkami w Londynie, jej brat podróżuje po świecie z ojcem, wybitnym egiptologiem doktorem Juliusem Kane. Pewnej nocy doktor Kane zabiera Cartera i Sadie na "eksperyment naukowy" do British Museum, w nadziei że uda mi się z powro
tem połączyć rodzinę. Zamiast tego jednak uwalnia egispkiego boga Seta, który skazuje doktora na wygnanie, a jego dzieci zmusza do ucieczki. Wkrótce Sadie i Carter odkrywają, że budzą się wszyscy bogowie Egiptu, a najgorszy z nich- Set- chce zniszczyć rodzinę Kane. Aby go powstrzymać, dzieci muszą podjąć niebezpieczną podróż po całym świecie. Będzie to zadanie, które przybliży je do prawdy o rodzinie i ujawni jej powiązania z tajnym stowarzyszeniem istniejącym od czasów faraonów.


Moje wrażenia:

   Nie wiem czemu, kiedy spodziewam się po książce czegoś dobrego,  jest dokładnie na odwrót.
Kiedy tylko dorwałam "Czerwoną Piramidę" byłam zachwycona. W końcu ktoś napisał książkę o mitologi egipskiej. I to w formie która mnie zainteresuje. Dodatkowo to Riordan, u którego naprawdę dobrze wspominam serię "Percy'ego Jacksona". No niestety na tych zachwytach się skończyło.

   Książka jest przeraźliwie nudna. Akcji i dynamiki jest tam tyle, ile we mnie kiedy muszę coś zrobić a mi się nie chcę.  Jak coś się działo, to tylko przez chwilę, ewentualnie Carter wszystko psuł.
Fabuła- albo nic się nie dzieje, albo dzieje się przez całe pół strony. Bo reszta to ganianie wokół czegoś jak stado kur.
 
  Czytając ją wymęczyłam się jak mało kto. Nie będę oszukiwać- spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. I jak sam sposób napisania książki jest fajny, bo w formie nagrania, tak wstawki są tak irytujące, że miałam ochotę wywalić książkę przez okno.
 Mało tego, mam wrażenie że Riordan pisze wszystko na jedno kopyto. Ma jeden scenariusz, poprzestawia tylko parę rzeczy i pach książka gotowa.

Z bohaterów moje serce skradła tylko Bastet. Jak dla mnie jest jedynie w pełni dobrze wykreowaną postacią. No niestety o reszcie bohaterów nie mogę tego powiedzieć. Jak Sadie jeszcze ujdzie w tłumie, tak Carter jest sierotą jakich mało. Tyle jeździł z ojcem, a odnoszę wrażenie że jego siostra więcej umiała, co wychowywała się z dziadkami.

I chyba jednak poprzestanę na serii "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", bo niestety z książki na książkę Riordan rozczarowuje mnie coraz bardziej. Fajnie że podjął się pisania o mitologi egipskiej, ale jednak ta książka to dla mnie niewypał.

Seria "Olimpijscy herosi"

"Zagubiony heros"- recenzja
"Syn Neptuna"- recenzja

Ocena: 2/10

poniedziałek, 12 listopada 2018

22. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie + bookhaul


      W ostatni weekend października (konkretnie 25-28) jak co roku od 22 lat, organizowane były Międzynarodowe Targi Książki. Oczywiście nie mogłoby zabraknąć na nich mnie. Na całe 4 dni Targów, nie było mnie tylko w sobotę (siła wyższa- urodziny bliskiej osoby).

   Na Targach Książki pojawiłam się 3 raz. Dacie wiarę, że o istnieniu Targów dowiedziałam się dopiero 4 lata temu od babci? Oglądała Fakty czy coś takiego i tam o nich mówili. I naprawdę nie mam pojęcia czemu wcześniej o nich nie wiedziałam. Niestety było za późno na ogarnianie wolnego, bo dowiedziałam się o nich jak już trwały.

  Więc cierpliwie czekałam na kolejne. I tak pierwszy raz na Targach pojawiłam się w 2016 roku, razem z kuzynem. Wprawdzie tylko w piątek, ale do tej pory pamiętam tą radość że tam jestem.
Cała akcja odbywa się w EXPO na ulicy Galicyjskiej. Znajduje się ono niedaleko M1, więc jak tam dojechaliśmy to po prostu szliśmy za tłumem.

   Obydwoje nie wiedząc czego się spodziewać, chcieliśmy tylko obadać teren, sprawdzić co i jak. Skończyło się na szybkim kupieniu książki Wojciecha Cejrowskiego i stanie w kolejce do niego. Ale warto było. Po przejściu wszystkiego co się dało, poszliśmy jeszcze na piwo obgadać na spokojnie wrażenia, i z postanowieniem że pójdziemy tam za rok.

Rok 2017- moje drugie Targi w Krakowie, a pierwsze jako bloger. Tym razem oprócz kuzyna był jeszcze jego kolega ze studiów. I powtórka z rozrywki- byłam z nim w piątek. Pochodziliśmy, coś kupiliśmy i tak jak w poprzednim roku poszliśmy na piwo. Ale że Rico to uparte stworzenie, to pomknęło na Targi jeszcze w sobotę. Zdobyłam autograf od Wojciecha Cejrowskiego (tak jeden nie wystarczy) i spotkałam się z Asią z bloga Moc Recenzji


Dodatkowo byłam również pierwszy raz na Targach Książki w Warszawie. Osobiście jestem dumna bo kupiłam tylko jedną książkę, której recenzja jest na blogu. Mowa oczywiście o "Wielkiej księdze legend Warszawy" (gdyby ktoś nie czytał to zapraszam). Pojawiłam się również w filmiku, no dobra część mnie, bo tylko bluzka. Ale to wciąż byłam ja. Mowa o filmiku "Słowem stworzeni" autorstwa Okonia w Sieci.


   I nadszedł rok 2018. Trzeci raz na Targach Książki. Drugi raz jako bloger. I pierwszy raz kiedy dostałam plakietkę i oficjalnie zaczęłam przyznawać się do tego, że piszę bloga.
Tak jak pisałam na początku, na Targach spędziłam 3 dni. W sobotę niestety nie udało się być, ze względu na urodziny. A no są rzeczy ważne i ważniejsze.
Czwartek to było takie rozeznanie się w terenie. Co, jak, na co i po co. Gdzie są jakieś stanowiska, gdzie warto iść jak coś. Dodatkowo załatwianie wejściówki. I pierwszy raz dostałam plakietkę. Niestety te Targi były pierwsze kiedy byłam całkiem sama. Niestety nikt nie mógł ze mną iść bo praca/studia/szkoła. Więc musiałam sama się plątać.



Piątek- dzień zakupów. Objuczona jak wielbłąd wracałam do domu z kilkoma siatkami. Tak się kończy moje "nie-kupię-nic-bo-wszystko-mam".  Ale bardziej realne było:

W piątek też byłam u Wojciecha Cejrowskiego. Tak trzeci raz. Ale jak to mówię, że autograf od Wojciecha Cejrowskiego jest wyznacznikiem tego że byłam na Targach. Jedynie co mnie martwi, to fakt że powoli kończą mi się Jego książki. Ale może zdąży wydać coś jeszcze.  
I ostatni dzień niedziela- zerwałam się z samego rana, gnając na złamanie karku żeby zdążyć. Kiedy dotarłam na miejsce, kolejka powoli się tworzyła. Na co ja spokojnie potupałam wzdłuż niej. W końcu jestem blogerem, więc nie muszę czekać w kolejce ani do kas ani do sprawdzania plecaków/toreb. Nie obyłoby się bez fukania pani ochraniającej, która koniecznie chciała wepchnąć mnie do koniec kolejki. Ale oczywiście ja też pofukałam że przecież blogerką jestem. I nagle mogłam spokojnie przejść. 


Był to chyba najbardziej intensywny dzień. Nie wiem po co przyjechałam zaraz po 10, jak i tak pierwsze spotkanie było o 13. No ale trudno, trochę sobie poczekałam, poszłam coś zjeść do M1. O godzinie 13, poszłam po podpis do Romy Ligockiej. Jest to autorka książki "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" (recenzja pojawi się na dniach). Zaraz potem poszłam sprawdzić czy jest kolejka do Martyny. No niestety była, i to dość długa. Stanęłam więc na burym końcu, by czekać na podpis Martyny całe 3,5h. I jak na początku nie wyszłam, bo miałam trzymać miejsce Maciejowi, tak później stwierdziłam że jestem bliżej niż dalej, i żal było wychodzić. 
W międzyczasie, po zaprzyjaźnieniu się z osobami w okolicy, udało mi się pomknąć po książkę dla kuzynki. Dodatkowo zahaczyłam o siostrę Anastazję żeby poprosić o autograf dla mamy. Szybko wróciłam i czekałam dalej.
Trochę się bałam że nie zdąże po podpis, ale Pani Martyna została jeszcze 1,5h po skończeniu Targów. No ja miałam ten plus że wyszłam tuż po 17-stej. Ale to czekanie 3,5h. Nigdy więcej. NIGDY!

Podsumowując: Z Targów jestem bardzo zadowolona. I mega zaskoczona. W końcu nie było korków na Galicyjskiej i Centralnej. Dodatkowo między stoiskami w końcu było przejście. Bo przez dwie ostatnie wizyty, jedna osoba miała problem przejść, a jak zrobiły się korki do kas, czy autora to tym bardziej. A teraz ruch był niczym nie zakłócony. Więc wielkie brawa dla organizatorów, mam nadzieję że za rok będzie jeszcze lepiej. No i pomysł plakietek dla blogerów był genialny. W końcu zobaczyłam ile nas naprawdę jest. Bo to co było w tamtym roku to nie za bardzo mi się podobało.
Mam nadzieję tylko, że za rok przedłużą w niedzielę Targi, bo do godziny 17-tej to stanowczo za mało. W szczególności że w niedzielę był duży ruch.
Na zdjęciu powyżej Pani Emilia Krakowska- czekając w kolejce do Martyny, było akurat spotkanie z nią. I chcąc nie chcąc, słuchało się jej. Ale naprawdę rewelacyjna osoba. Bardzo miło się jej słuchało.

Jeśli chodzi o to co kupiłam, skusiłam się na 9 książek. 8 jest moich, a 1 jest dla kuzynki.

1. "Wazowie. Historia burzliwa i brutalna." Herman Lindqvist.- zaintrygował mnie opis. No i fakt że  ostatnimi czasy, zaczęłam interesować się historią Polski. A ta książka wydaje się być dość ciekawa i intrygująca.
2. "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz." J.K.Rowling- jako fanka Harry'ego Pottera wiedziałam że muszę ją mieć. Nie było innego wyjścia.
3. "Miasto Cieni" Ransom Rigs- kontynuacja "Osobliwego Domu Pani Peregrine" (recenzję znajdziecie tutaj) kupiłam ją bo nie lubię niedokończonych serii. A nóż widelec spodoba mi się bardziej niż 1 część. 
4. "Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman- no okładki są cudowne. To trzeba przyznać. Już dawno nosiłam się z zakupem jego książek, bo słyszałam że są rewelacyjne.
5. "Mitologia nordycka" Neil Gaiman- to samo co wyżej. Cudne okładki+ fakt że chce to przeczytać. 


6. "Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris- jedyna książka której nie kupiłam dla siebie. Chciała ją kuzynka. Więc zrobiłam tak jak chciała. Tak naprawdę szukałam "Dobranoc Auschwitz" ale nikt nie miał. Nie wiem czemu jak coś komuś obiecam, to wiecznie tego nie ma. A zleciałam wszystkie stoiska.

7. "Cudowny chłopak" R.J. Palacio- przeczytałam tą książkę w tamtym półroczu i postanowiłam że jak będę mieć okazję to ją kupię. (nie wiem czemu jej nie wpisałam w podsumowanie, ale będę musiała to poprawić) 
8. "Był sobie pies." W. Bruce Cameron- no cóż. Fanka psów to i książkę o psie musiałam mieć. I znów zasugerowałam się tym że podobno jest fajna. 
9."Lalkarz z Krakowa" R.M.Romero- kupiłam ją kiedy zobaczyłam ją na instastory u Imperium Książkomaniaczki. Nie żałuje- jest naprawdę rewelacyjna i cudowna. Recenzja też pojawi się na dniach. Recenzja się już pojawiła. Jest dokładnie o TU


I jedno przyznam. Nie mogę doczekać się na kolejne Targi. Ale póki co czekam na Targi w Warszawie bo też chcę iść.

Dzięki Targom, temu że dostałam tą plakietę wzrosła moja pewność siebie. Zrozumiałam że nie muszę wstydzić się bycia blogerką. A uwierzcie mi że czasami tak miałam. Tu chciałabym podziękować Maciejowi, za dotrzymywanie mi towarzystwa w czasie czekania do Martyny. Mam nadzieję że to czytasz ;) I się odezwiesz :)
Stwierdziłam też że dobrym pomysłem jest zrobienie wizytówki. Gdyby ktoś umiał zrobić logo i zechciał mi pomóc to byłabym wdzięczna ;) 

piątek, 26 października 2018

Bookhaul 2018

  Niech pierwszy rzuci książką ten książkoholik, który w tym roku nie kupił ani jednej książki. Z racji tego, że dziś zaczęły się Targi Książki w Krakowie postanowiłam zrobić Bookhaul. I wiem że rok jeszcze się nie skończył- ale chcę podzielić to na kilka części, żeby tekst nie był zbyt rozwleczony.
   Bo do końca roku jest jeszcze trochę, a należy też doliczyć Targi gdzie na pewno coś kupię.
    Książki najczęściej kupuję w Dedalusie na ul. Grodzkiej albo w Tak Czytam na ulicy Szewskiej. Nie znajdzie się tam mega wielkich nowości, ale nie raz można znaleźć fajne książki po śmiesznych cenach. Ale wracając do tego co kupiłam...


    Na pierwszy ogień idzie "Alicja w Krainie Zombie" Geny Showalter. Dłuugi czas byłam ciekawa tej książki, i ta okładka. Jak nic musiała być moja.
"Zacznij żyć z pasją!" Arkadiusz "Arkadio" Zbozień-  książka związana z narkotykami, dilerką, i jak kiedyś wyglądało życie autora. No cóż ostatnimi czasy jakoś pogodziłam się z taką literaturą.



Następnie pojawiają się "Tunele. Bliżej"- całą serię już przeczytałam, teraz tylko staram się znaleźć brakujące egzemplarze do własnej biblioteczki. 99% szukania już za mną- brakuje mi tylko pierwszego tomu. 

"Przeznaczeni" i "Krucha Wieczność"- opis i okładka mi się podobały to kupiłam. Tak, obiecałam sobie że nie będę kupować książki po okładce. Ostatni raz obiecuję! 



Zaczynając od lewej- "Drżenie" kupiłam bo wilki. Bo intrygowała mnie już dłuugi czas. A że nie lubię jak jakaś książka mi się naprzykrza to stwierdziłam że kupię. To da mi święty spokój. Nie wiem czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, że niektóre książki za nami "chodzą"? 
Wojciecha Cejrowskiego miałam przyjemność spotkać dwa razy na Targach w Krakowie. Dwa razy podpisał mi książkę, więc żeby tradycji stało się zadość, kupiłam kolejną jego książkę. Ale szczerze? Są rewelacyjne. Naprawdę książki podróżnicze są w większości oklepane. A sposób pisania Pana Wojciecha jest genialny. Zresztą przeczytanie książki w jeden dzień o czymś świadczy. 
"Duff ta brzydka i gruba"- swego czasu było głośno o tej książce. Na tyle głośno by mnie zaintrygowała. Więc niewiele myśląc kupiłam, mając nadzieję że nie okaże się bublem 





      "Zanim się pojawiłeś"- kupiłam zachęcona recenzją i gorącymi poleceniami Asi z bloga Moc Recenzji. Zaczęłam ją czytać i wiem że nie będę żałować.  To samo dotyczy "Listu w butelce" Nicholas'a Sparksa. Koleżanka sprawiła że go polubiłam.

"Dziewięć kręgów nieba"- był jeden jedyny powód dla którego kupiłam tą książkę. Chciałam się przekonać że będzie równie beznadziejna jak pierwsza część. Tak, jest beznadziejna (zdążyłam przeczytać, pomimo że kupiłam ją stosunkowo niedawno)





Nie obyłoby się bez horrorów. Dlatego też zakupiłam "Zły wpływ" Ramsey'a Campbella. Do tego wydaje mi się że o podobnej tematyce wyszedł ostatnio film. Ale nie dam sobie ręki uciąć. 
Dwie kolejne książki to moje obecne odchyły- tematyka wojenna i demonologiczna. Temat wojenny zainteresował mnie tym bardziej po 73 rocznicy Powstania Warszawskiego. I tym bardziej że "Pamiętnik Mary Berg." dotyczy akurat Warszawskiego getta. Musiałam ją mieć.
Zaś "Egzorcysta" to dzięki maniakalnemu oglądaniu "Obecności", "Annabelle" i tym podobnych filmów. Tak wiem nie jest to normalne. 





Ta niepozorna książka po lewej (z tą jakże okropną okładką) to "Dziennik buddyjskiej pielgrzymki". Nie wiem co mnie podkusiło ją kupić, ale liczę że nie będą to zmarnowane pieniądze.
"Myślnik" Ewy Chodakowskiej kupiłam z nadzieją że a nóż, widelec zachce mi się ćwiczyć, albo coś w tym stylu. Bo w końcu trzeba się za siebie wziąć. Nie oczywiście, żebym wyglądała nie tak jak trzeba, no ale jednak. 
"Przegląd końca Świata. Blackout" to ostatnia książka z kupionych od stycznia do teraz. 
Kupiłam ją bo słyszałam o niej dużo dobrych opinii. Zaryzykowałam, kupiłam a czytając fragment książki, stwierdzam że mi się spodoba. 




Tak wygląda cały stosik książek. Całe 17 egzemplarzy. Podejrzewam że gdybym nie napisała tego postu dziś, tylko po Targach, ewentualnie pod koniec roku to ciągnąłby się niczym "Moda na Sukces". A tak to przynajmniej nikogo nie zanudzę :) Przynajmniej mam taką nadzieję ;) 
Czytaliście którąś z książek? Któraś wzbudziła wasze zainteresowanie? 
I najważniejsze kto pojawi się na Targach Książki? 



sobota, 20 października 2018

"Kyle XY. Ukryta tożsamość" + "Kyle XY. Na celowniku"

Tytuł: Kyle XY. Ukryta tożsamość
Autor: S.G. Wilkens
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
Liczba stron: 224
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Opis:

Kyle jest inny niż wszyscy. Sypia w wannie, nie ma problemów z matematyką, nie ma też... pępka. Jego przeszłość jest zagadką, a teraźniejszość dostarcza wciąż nowych pytań: dlaczego ludzie przebierają się na Halloween, czy można zrozumieć tajemny język dziewczyn? Jak nazwać to, co czuje do Amandy Bloom? I najważniejsze kim jest policjant Tom Foss, którego dziwne zachowanie przyprawia Kyle'a, o gęsią skórkę. Po mrożącym krew w żyłach starciu z Fossem, Kyle odkrywa że to właśnie on trzyma w garści klucz do jego przeszłości. Wie, że musi jak najszybciej sam rozwiązać zagadkę swojej tożsamości...


Tytuł: Kyle XY. Na celowniku
Autor: S.G. Wilkens
Data wydania: 2009 (Data przybliżona)
Liczba stron: 208

Opis: 

W życiu Kyle'a wiele się zmieniło. Wie już, kim jest i czego chce. Na dobre zadomowił się w rodzinie Tragerów, ma szansę zostać przewodniczącym liceum Beachwood. W dodatku Tom Foss okazał się kimś innym, niż się spodziewał... Niestety jednak, nie wszystko zmieniło się na lepsze Znajomość z Amandą Bloom przybrała nieoczekiwany obrót, a prawda, którą Kyle tak bardzo pragnął poznać, teraz niesie ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo... Ludzie, którzy znają jego prawdziwą tożsamość, nie cofną się przed niczym, byle go tylko odnaleźć. Kyle jest na celowniku. Czu uda mu się uciec przed przeszłością?


Opis: 

     Kiedyś w poście ( dokładnie tym tutaj), wspominałam że uwielbiam ten serial. Więc jak tylko zobaczyłam książki, od razu wiedziałam że muszę je mieć.
 
  No i cóż, lektura ta jest idealnym przykładem, czemu nie powinno pisać książek na podstawie serialu.  Przez całą książkę gdzieś z tyłu głowy ciągle obijała mi się myśl: "Co to jest i czemu to jest wydane?" No niestety nie przypadła mi do gustu.

   Między serialem a tą książką są wielkie różnice. Mam wrażenie że książka to taki pierwotny zamysł scenariusza. Wiecie, napisze się kilka ogólnych zdań, a potem rozbuduje się resztę. Najprędzej powiedziałabym że jest to jakieś streszczenie, albo najważniejsze fragmenty. A nie książka. Miałam wrażenie że autor tu coś sobie dał, tam dał, tu ominął a o reszcie zapomniał.
    Zarówno pierwsza i druga część pod względem fabuły i akcji jest strasznie nijaka. Pierwszy raz w życiu spotkałam się z czymś takim. Zazwyczaj albo książka była ciekawa albo nudna/durna/głupia. Ale nigdy nijaka. Przeczytałam ją i jedyne co zapamiętałam to że różni się od serialu.
Mogę wręcz powiedzieć że lektura "Kyle XY" jest moim największym rozczarowaniem.

   Niestety książki nie polecam, choćbym chciała. Nawet nie miała swojego potencjału na wykorzystanie. Mam wrażenie że autor po prostu ją napisał, żeby była licząc że zarobi na tym kasę. No cóż... Można i tak. 
"Kyle XY." to książka słaba. Rozczarowanie level expert. Nie spodziewałam się rewelacji, ale też że będę musiała kopać w mule żeby znaleźć cokolwiek interesującego. I jest to jedyna książka, o której treści zapomniałam w momencie zamknięcia książki. Co nie zdarzyło się nigdy wcześniej, bo zazwyczaj coś z treści zapamiętałam.  A w tym przypadku, zaraz po zamknięciu nie wiedziałam co się działo.
    Może to i dlatego że nic się nie działo? Bo była mierną lekturą?

Ocena:  Bez komentarza.
 

Podobne posty:

"Świat Kryminalnych" Marzenia Czuba
"Lara Croft. Tomb Raider. Kolebka życia"
"Majka w Krakowie. Przewodnik po serialu i mieście."
"BrzydUla" Julia Kamińska