Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2016

"Blond gejsza" Jina Bacarr

Tytuł: Blond gejsza
Tytuł oryginału: Blonde geisha
Autor: Jina Baccar Ilość stron: 368
Data wydania:  13 czerwiec 2008

OPIS:

 Wczesna wiosna 1892 roku przyniosła w Japonii silniejszą niż zwykle porę deszczową. Japończycy nazywają ją "deszczem śliwy", gdyż przychodzi ona, kiedy owoce są już dojrzałe i obiecują nowe podniety. Tak jak dziewczyna, która staje się kobietą. Dziewczyna taka jak ja

 Starożytna japońska tradycja związana z pięknem, erotyką i seksem skrywa wiele tajemnic, które poznać mogą tylko nieliczni. Dla cudzoziemców są one w ogóle niedostępne. Kiedy Amerykanin Edward Mallory w obawie przed zemstą groźnego japońskiego księcia Kira- samy musi ukryć piętnastoletnią córkę w Herbaciarni Drzewa Wspomnień, Kathlene wkracza nagle w zmysłowy świat
gejsz.

 W czasie kolejnych lat w herbaciarni będącej ekskluzywnym klubem gejsz Kathlene uczy się sztuki uwodzenia i zaspokajania potrzeb mężczyzn. Przygotowuje się także do rytuału "sprzedaży wiosny", czyli utraty dziewictwa.

 Mężczyzną gotowym zapłacić za ten zaszczyt jest bogaty baron Tonda-sama, będący na usługach księcia Kira-samy. Kathlene skrycie pragnie innego mężczyczny, wie jednak, że baronowi nie wolno się sprzeciwić. Gdyby się na to odważyła, ściągnęłaby śmiertelne niebezpieczeństwo zarówno na dom gejsz, jakże i na siebie samą.

MOJE WRAŻENIA:

  Jestem naprawdę sporo zrozumieć. W każdej książce staram się znaleźć, choćby jeden mały plusik, żeby nie dać oceny 0/10. No ale nie zawsze mi się udaje.
  Książkę kupiłam, zwabiona kulturą Japońską i światem gejsz. Do tego zaintrygował mnie tytuł. Bo jak blondynka może być gejszą? Przecież Japonki, mają zazwyczaj czarne włosy.
  Zaczęłam czytać, i mi się spodobała. Zdrada, zabójstwo, próba ukrycia córki to coś dla mnie. Już pominę fakt że córka miała ciągle seks w głowie. Ale ok, może to przez wkraczanie w ten głupi wiek? Może później się uspokoi? Chciałam dowiedzieć jak skończy się potyczka między ojcem a księciem. Jak potoczą się losy Kathlene w herbaciarni. W końcu jest Amerykanką, a świat gejsz jest zarezerwowany tylko dla Japonek. Do tego, no cóż jest blondynką i musi nieźle się ukrywać. Włosy można zakryć peruką, ale rysy twarzy, karnacja, oczy wskazują że nie jest Japonką. Przez to musi chodzić szybko, z twarzą zwróconą ku ziemi, by nikt nie zauważył kim jest naprawdę.
   Brzmi fajnie. No ale... z każdą stroną było gorzej. Od 1/4 książki ojca już nie widzimy. Ba, niemalże na samym końcu dowiadujemy się czemu musiał uciekać i ukryć córkę. Mam wrażenie że autorka w ogóle zapomniała o wątku który zaczęła. A o czym nie zapomniała? O pisaniu ciągle o seksie. Serio, nie wiem jak przeżyłam całą tą książkę.
Bohaterzy myślą ciągle o seksie. Główna bohaterka czyli Kathlene, wskoczyłaby każdemu facetowi do łóżka. Aż dziw że ma 15 lat- bo zachowuje się jak masakrycznie wielka nimfomanka. Aż obrzydzenie bierze.
   Przy okazji autorka robi z herbaciarni, burdel a z gejsz prostytutki. Jest to naprawdę przykre, bo gejsze musiały być naprawdę inteligentne i na pewno nie były prostytutkami.
   Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego, a spotkałam się z zupełnie durną książką. Myślałam że odkryje świat gejsz, odkryję kulturę. A odkryłam tragedię.
Plus za okładkę, i za to szybko przeczytałam. Książka była momentami interesująca, ale to tylko momentami. Jednak te dwie rzeczy, nie sprawią że dam wysoką ocenę.


OCENA: Stanowcze nie.

wtorek, 12 lipca 2016

"Herbata Szczęścia" Agnieszka Grzelak

Tytuł: Herbata Szczęścia
Autor: Agnieszka Grzelak
Ilość stron: 312
Data wydania: 27 marca 2008
Cykl: Blask Corredo

OPIS: 

   Szklarka, utalentowana artystka, orzymuje nietypowe zlecenie namalowania rośliny zwanej herbatą szczęścia. Rzecz w tym, że nikt nie wie jak ona wygląda. Szklarka wybiera się więc na Wyspę Sierot, gdzie wychowała się pod nadzorem groźnych instruktorek. Od jakiegoś czasu ma też problem z zakazanym uczuciem do hrabiego Seduna. On też nie może zapomnieć tajemniczej dziewczyny. Chcąc spokojnie zastanowić się nad swoją przyszłością, hrabia dołącz do wyprawy, której celem jest egzotyczna i pełna magii Wyspa Nut. Tymczasem przed Szklarką nieoczekiwanie odsłania się tajemnica dotycząca jej pochodzenia, co nieodwracalnie odmienia życie jej i wielu innych osób.

   Czy bohaterka znajdzie herbatę szczęścia? Co spotka hrabiego Seduna na Wyspie Nut? Czy pozbawione uczuć instruktorki nadal będą miały władzę nad swoimi wychowankami? Czy drogi Szklarki i hrabiego Seduna kiedyś się połączą?


MOJE WRAŻENIA:

   Po książkę sięgnęłam dzięki kuzynce, która wepchnęła mi ją żebym czymś się zajęła. Niestety wtedy książkę zaczęłam czytać, lecz przeczytałam tylko kilka stron. W tym roku postanowiłam ją dokończyć. I jestem nią szczerze zachwycona, choć miałam do niej mnóstwo wątpliwości. Że Polska autorka, że o jakimś zielsku to będzie nudne.
   Tymczasem było zupełnie inaczej. Cała historia się zazębia, co chwilę coś się wyjaśnia. Każda strona przynosi nowe rozwiązania. Każdy bohater jest tak wykreowany, że nie można się z nimi nie zaprzyjaźnić.
  Instruktorek do tej pory się boję- są naprawdę przerażające. I tu też pojawia się motyw że miłość to zło, że trzeba wychowywać dziewczynki bez uczuć (To że miłość jest chorobą pojawia się w książce "[Delirium]" oraz kontynuacji "[Pandemonium]")
   Ot takie roboty do pracy i nic więcej, zwykłe maszynki do robienia pieniędzy. A wiadomo wyjdą za mąż, to zajmą się domem/ dzieckiem i nie będą zarabiać pieniędzy.
 
    Jest to jedna z niewielu książek Polskich autorów, która naprawdę mi się podobała. Pani Agnieszka, odwaliła kawał dobrej roboty. I pomimo że w 2 momentach książka jest nieco nużąca, to jednak zaraz to się poprawia.

  Książka jest wydana w dwóch wydawnictwach- dlatego są dwie różne okładki. Ja akurat mam tą drugą. Przyznam że pierwsza byłaby ok, ale jest w niej za dużo nawalone i wygląda nieco strasznie.

OCENA: 8/10

piątek, 8 lipca 2016

"Pandemonium" Lauren Olivier

Tytuł: Pandemonium
Tytuł oryginału: Pandemonium
Autor: Lauren Olivier
Ilość stron: 376
Data wydania: październik 2012
Cykl: Delirium

UWAGA!
Recenzja pierwszej części: "Delirium"- zapraszam gdyby ktoś nie czytał.
Ta recenzja, jest recenzją drugiej części.

OPIS: 
   Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie. Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni.
     Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, by walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian.
     Czy można pokochać największego wroga?

MOJE WRAŻENIA: 

     Po pierwszej części, długo nie mogłam się otrząsnąć. Przywykłam do dobrych zakończeń. A tu było takie połowiczne. Niby Lena ucieka, ale sama przecież sobie nie poradzi i umrze.
Dopiero potem dowiedziałam się że jest to trylogia, i są kolejne części. Więc pognałam do biblioteki, wypożyczyłam drugą część i przeczytałam.
   Jestem nią po prostu oczarowana! Ale oczywiście, żeby nie słodzić jest jedna rzecz której się doczepie. Książka jest podzielona na "wtedy" czyli czas kiedy Lena dostała się do Głuszy i "teraz" czyli kiedy należy do ruchu oporu. Nie mogłam się jakoś przyzwyczaić do tego, i trochę czasu zmarnowałam, żeby wiedzieć o co chodzi. I choć ja się połapałam, to jednak niewielki minus to jest.
   Akcja jest o wiele bogatsza niż w poprzedniej części- co chwilę coś się dzieje i nigdy nie wiadomo co nastąpi. Widać też ogromną przemianę Leny- z naiwnej dziewczynki, w odważną kobietę. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem pisarskich umiejętności autorki. Rzadko się zdarza, by jakaś książka przyciągnęła mnie aż tak bardzo. I to w dodatku romans!
    Oczywiście, pojawiają się nowi bohaterowie- Raven, Tuck czy Julian. Przyznam że jedyny bohater którego nie polubiłam to Julian. Wyjątkowo mnie irytował, cały czas zachowywał się jak nadęty upierdliwiec. Nie chcę za dużo zdradzać, bo w końcu nie mam robić streszczenia ;)
       Czy warto czytać? TAK! A skoro ja polecam romans, to musi być dobry ;p
Tylko pamiętać! To jest druga część- pierwsza to "[Delirium]", recenzja się już pojawiła (link na górze) a trzecia to "[Requiem]", recenzja już wkrótce.

OCENA: 9/10

Gdyby ktoś nie czytał recenzji "Paniki" Lauren Olivier, zapraszam tutaj: Recenzja: "Panika"

czwartek, 7 lipca 2016

"Septimus Heap. Zakazana magia" Angie Sage

Tytuł: Septimus Heap. Zakazana magia
Tytuł oryginalny: Septimus Heap. Magyk.
Autor: Angie Sage
Ilość stron: 478
Data wydania: 2006 (data przybliżona)
Cykl: Septimus Heap.

OPIS: 

   Debiutancka powieść Angie Sage, otwiera cykl książek o Septimusie Heapie, siódmym synu siódmego syna, obdarzonym nadzwyczaj magicznymi zdolnościami. Jego ojciec Silas Heap, który wracając do domu znalazł w śniegu znalazł nowo narodzoną dziewczynkę, dowiaduje się, że mały Septimus zmarł tuż po urodzeniu. Wkrótce po tych wydarzeniach Marcia, nowo narodzona Czarodziejka Nadzwyczajna, nakazuje Silasowi, aby wychował znajdę jak własne dziecko. Przybrani rodzice nazywają dziewczynkę Jenna.  Następnie historia przeskakuje 10 lat do przodu.
   Prawdziwe pochodzenie dziewczynki wychodzi szybko na jaw. Wścibska właścicielka gospody, rozpowiada, jakoby królowa została zamordowana, a mała królewna zaginęła.
  Zły czarodziej, DomDaniel rozsyła szpiegów, by odnaleźli zaginione dziecko, którego istnienie uniemożliwia mu całkowite przejęcie władzy.

MOJE WRAŻENIA: 

"Septimus Heap. Zakazana Magia" to pierwsza część, 7-mio tomowej serii o młodym chłopcu który zostaje czarodziejem. Lecz na tym wszelkie podobieństwa do Harry'ego Pottera się kończą.
   Przyznam że książka jest naprawdę genialna. Były momenty kiedy śmiałam się do rozpuku, wzruszałam się ( przy końcówce) czy też denerwowałam. Każdy bohater jest idealnie zrobiony, każdy zostaje od razu zapamiętany. I to niezależnie czy jest to główny bohater, czy jakiś poboczny.
  Jedyny schemat jaki się powtarza- to ten że dobro zawsze zwycięży ze złem.
W niewielkim procencie, nudziła, ale był on naprawdę minimalny. W większości, akcji jest wystarczająco, by zachęcić człowieka do dalszego czytania. I pomimo tego że książka jest gruba (prawie 500) to nie wiadomo kiedy upływa przy niej czas.
    Język jest przeznaczony bardziej dla młodszych czytelników, jednak można przymknąć na to oko, gdy jest się starszym.

     I na koniec. Ja się pytam, czemu ta książka nie jest znana? Przecież powinna być. Fakt jest gruba, ale czyta się ją bardzo szybko. I jest bardzo fajna.

OCENA:8/10

poniedziałek, 4 lipca 2016

"Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See

Tytuł: Dziewczęta z Szanghaju
Tytuł oryginalny: Szanghai Girls
Autor: Lisa See
Ilość stron: 368
Data wydania: 24 luty 2010
Gatunek: Literatura piękna

OPIS:

Nowa powieść obyczajowa autorki "Kwiatu Śniegu i sekretnego wachlarza", "Miłości Peonii" oraz "Na Złotej górze". Egzotyczna saga rodzinna, rozgrywająca się przez 20 lat (1937-57) w Szanghaju i Los Angeles. Historia dwóch chińskich sióstr, modelek, które wychodzą za 2 braci, chińskich emigrantów z USA, i wyjeżdżają do Ameryki, uciekając przed koszmarem wojny chińsko-japońskiej. Podczas trwającej wiele miesięcy podróży do mężów do Ameryki, płoche dziewczęta stają się dorosłymi kobietami z bagażem przykrych doświadczeń. Do Los Angeles docierają ze swą największą tajemnicą związaną z córeczką jednej z nich. Siostry nie wiedzą, że także w ich nowej rodzinie każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tym, za kogo się podaje... Pełna zwrotów i tajemnic akcja, wtopiona w wyjątkową panoramę dwóch kultur, Wschodu i Zachodu, opisanych z malowniczymi szczegółami.

MOJA OPINIA:

    Kupując tą książkę, spodziewałam się kolejnej która będzie osadzona w XVII- wiecznych Chinach. Cieszyłam się, że przeczytam znów coś w stylu "Miłości Peonii" lub "Kwiat Śniegu i Sekretny Wachlarz."  I się rozczarowałam, bo okazało się że to nie ten wiek.
  No ale dałam jej szansę. I stwierdzam że z książek Lisy See (tych co czytałam) ta podoba mi się najmniej.
   Bohaterowie- jedynie Pearl i jej teściową byłam radę znieść. Byłam pod wielkim wrażeniem, tego jaka Pearl była dzielna. Znosiła tyle rzeczy, przetrwała naprawdę  wiele i się nie poddała. May- chyba najbardziej irytująca postać w książce. Nie mówię że była zła, bo też się starała. Ale jakoś nie darzę jej sympatią.
 Wyobrażacie sobie aranżowanie małżeństw? Gdy mówi się o tym, ma się wrażenie, że mówi się o zamierzchłych czasach. A tymczasem tu mamy XX wiek i zaaranżowanie dwóch małżeństw, przez ojca który stracił cały majątek, przez hazard.
 Co do fabuły- śledzimy tutaj całe losy Pearl i May, od utrudnionego wyjazdu z Chin, do trafienia do mężów w Los Angeles. Z jednej strony jest to plus, bo pokazuje jak wyglądała cała ucieczka, jak było trudno. Ale z drugiej strony, spowodowało, że książka była nieco nudna. Plusem jest jednak to że nic w tej książce nie jest pewne, co chwile okazywało się że ktoś nie jest kimś za kogo się podawał. Każdy miał swój sekret.
  Sama nie wiem co myśleć o tej książce.
     Warto dać szansę, bo przynajmniej znów dziękowałam że urodziłam się w Polsce. Przynajmniej mogę wybrać sobie miłość, nie mam problemów z ucieczką do innych krajów.


OCENA: 5/10

wtorek, 28 czerwca 2016

"[Delirium]" Lauren Olivier

Tytuł: [Delirium]
Tytuł oryginału: [Delirium]
Autor: Lauren Olivier
Data wydania: 18 kwietnia 2012
Ilość stron: 360

OPIS:

"Mówili, że bez miłości będe szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będe bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie."
Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.

Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.

MOJA OPINIA:

     W ilu książkach, miłość jest chorobą albo czymś złym? W ilu książkach trzeba się z niej leczyć? Gdzie słowo "miłość" jest zakazane, a "kocham Cię" sprawia że stawiasz na nogi policję?
Na tyle książek, znalazłam tylko jedną. "[Delirium]" Lauren Olivier. Gdyby ktoś był ciekawy, ostatnio recenzowałam "Panikę" tej samej autorki- odsyłacz dokładnie tu <klik>.

    Miłość jest zawsze pokazana jako dobro. Wiadomo, bywają złe chwile, jednak mamy tą świadomość, że to co złe przejdzie. Tu jednak jest inaczej. Miłość jest złem. Jest chorobą. Jest czymś okropnym, przez co możesz wylądować w szpitalu.

   Początek opornie mi szedł, ale jak to zwykle bywa, potem się zaczęło rozkręcać. Książka czasami wypadała drętwo. Wiecie taka sztywność, sztuczność. Ale podejrzewam że głównie jest to winą tego, że miłość jest chorobą, ludzie nie okazują uczuć i drętwość gotowa. "[Delirium]" jest pierwszą częścią trylogii. Pozostałe książki to "Pandemonium" oraz "Requiem". To wyjaśnia czemu autorka nie mówi od razu wszystkiego. W końcu co to za atrakcja, dowiedzieć się wszystkiego w 1 części? Nikt nie czytałby kolejnych części.

    Sami bohaterowie, wypadają pozytywnie. Pomimo tego że są wychowani, w przekonaniu że miłość to choroba, mają jednak jakieś uczucia. Główna bohaterka to Magdalena, w skrócie Lena, dziewczyna dodatkowo "napiętnowana" przez matkę, która popełniła samobójstwo. Tym bardziej Lena chce przejść przez zabieg, żeby odciąć się od tego na zawsze. Jednak po drodze pojawia się Alex i wszystko nagle się zmienia. Chłopak jest początkiem końca. Kamyczkiem który wywołał lawinę. Osobą przez którą Lena zmienia myślenie, oraz porzuca to co chciała.
      Z książki jestem zadowolona, bo ciekawi już temat miłości jest inny, co jest plusem. Czasem jest monotonna, ale nie przeszkadza aż tak bardzo



A Wy, gdyby miłość była chorobą, wyleczylibyście się?


OCENA: 9/10


niedziela, 26 czerwca 2016

"Perła Chin" Anchee Min

Tytuł: Perła Chin
Tytuł oryginału: Pearl of China
Data wydania: 4 kwietnia 2012
Autor: Anchee Min
Ilość stron: 384

UWAGA! Książka nie jest oficjalną biografią. Postać Wierzby i jej rodziny jest wymyślona.

OPIS: 

    Zanim zostałam Wierzbą, byłam nazywana Chwastem. Moja babka, Nainai, uparła się, że Chwast to najlepsze imię. Tata się z nią nie zgadzał. W wieku ośmiu lat byłam już doświadczoną złodziejką. Zaczęłam od kradzieży kadzidełek dla Nainai. I chociaż tata mnie krytykował, to jednak wiedział, że beze mnie rodzina umarłaby z głodu. Sprzedawał więc to, co ukradłam.


DODATKOWE INFORMACJE: 

    Pearl Syndenstricker Buck- powieściopisarka i nowelistka amerykańska, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1938 roku i Nagrody Pulitzera. Znana również pod swoim chińskim nazwiskiem Sai Zhenzhu, w twórczości dla dzieci używała pseudonimu John Sedges.

 Data urodzenia: 26 czerwiec 1892
 Data śmierci: 6 marca 1973

MOJE WRAŻENIA: 

    Zazwyczaj moje książki, są kupowane albo bo lubię gatunek albo przez fascynację "czymś". W przypadku tej książki była fascynacja. Czym? Chinami. Byłam po lekturze Lisy See; "Miłość Peonii" (jedna z moich ulubionych książek). Akurat natknęłam się na tą, a że była o Chinach to kupiłam. 
Jednak zanim zaczęłam ją czytać, minęło kilka miesięcy. 
   
Myślałam że będzie ona lekką lekturą. Ot przyjaźń Chinki, z Amerykanką. Jednak tak nie było. Książka nie należy do popularnych w naszym kraju a szkoda. Myślę że jedną, dwie lekcje w szkole powinny być o niej.
     Dlaczego? Bo pokazana jest tu Amerykańska Noblistka Pearl Buck, jakie były rządy Mao, jak wyglądały wtedy Chiny oraz początki Chrześcijaństwa w tym kraju.  W końcu byłaby pokazana inna kultura niż Europejska czy Amerykańska.
   Anchee Min jest autorką która dobrze pisze. W niektórych momentach książka była nudna, jednak zaraz się to rehabilitowało. Żałowałam też, że nie wiadomo jak to wyglądało z punktu widzenia Pearl. Chciałabym wiedzieć, czemu zajęła się pisaniem, jak się czuła jak wygrała nagrody. Jednak jak ma się pisać bzdury, to lepiej nie pisać w ogóle. Trzeba zaznaczyć, że autorka została wychowana w przekonaniu, że Pearl S. Buck jest wrogiem kraju.

    Myślę że warto zajrzeć do tej książki, tylko ze względu na reżim, panującego wtedy Mao. Do tego, miło poczytać o innej kulturze niż nasza. Wiem, że sama sięgnę po książki Pearl S. Buck. Już nie raz się za to zabierałam, ale zawsze były inne książki do wypożyczenia.

A Tobie Pearl, w dniu Twoich urodzin życzę by Twoje książki były nadal czytane. I żeby pamięć o Tobie nigdy nie zginęła ;)

OCENA: 9/10

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Niania. Pamiętnik Frani Maj"

Tytuł: Niania. Pamiętnik Frani Maj.
Liczba stron: 240
Data wydania: Październik 2009
Wydawnictwo: WAB

OPIS:

Przygody Frani Maj, opowiedziane przez nią samą, dzień po dniu, a wszystko, jak w serialu, zaczyna się od dwóch katastrof:

"Sytuacja wygląda tak, że dziś, w ciągu dosłownie jednej minuty, straciłam wszystko, chłopaka i pracę. W sumie dwie najważniejsze rzeczy. Nie wiem, sama nie wiem, jak to się stało, całe życie wreszcie sobie poukładałam i co? I szast- prast, zniknęło wszystko."

Codzienność dziewczyny z warszawskiej Pragi spisana żywym językiem, pełna emocji i zabawnych sytuacji. Sympatycznej Frani wtórują jej najbliżsi, dopisując swoje uwagi, komentarze, wyznania i nawet przepisy kulinarne. Pamiętnik staje się czymś w rodzaju "księgi pokładowej" Niani Frani i prowadzi nas do serialowego happy endu.

MOJA OPINIA:

   Książkę kupiłam, bo jestem fanką serialu "Niania"- oglądałam wszystkie sezony. Ale nigdzie nie mogłam spotkać tej książki, więc o niej zapomniałam. Gdy przez przypadek ją spotkałam, od razu kupiłam, jak to na fankę przystało.

    I co mogę powiedzieć o tej książce?

  Powstała na podstawie serialu, co jest wielkim zaskoczeniem bo zazwyczaj jest odwrotnie. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to okładka- jest naprawdę ładna.
   Jednak im dalej tym nieco gorzej. Książka jest totalnym streszczeniem serialu. Wiadomo, książka nie może mówić wszystkiego, ale tu jest stanowczy brak większości. Akcja przeskakuje z miejsca na miejsce, nieraz sama musiałam się zatrzymać, by przypomnieć sobie odcinek itd.
Wiem, że gdybym nie oglądała serialu, takie coś by mnie wkurzało. Nie cierpię takiego skakania w książkach.  Więc zaraz by się skończyło na obejrzeniu wszystkich sezonów.
  Z największych minusów książki to właśnie ten. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam rozczarowanie.

Nie mówię że to totalna szmira (po prostu im nie wyszło) ale gdyby nie to, że zapisałam sobie, że ją przeczytałam, na pewno bym o niej zapomniała.

Do plusów na pewno należą zdjęcia z serialu, przepisy, zabawne komentarze, nie tylko Frani. Do tego Frania wszędzie zabiera swój pamiętnik, więc wpisy nie tracą swojej "świeżości". Do tego trzeba dodać mnóstwo śmiesznych sytuacji, gaf i przekręconych powiedzeń.

Książka nadaje się na wakacyjny leniwy wieczór, jednak nie zapamięta się jej na długo. Sama to wiem o sobie ;p  Jest lekka, szybko się czyta. Sama nie wiem jaką ocenę wystawić- myślę że to 5 to takie idealne. Bo 6 będzie za dużo a 4 za mało ;p

OCENA: 5/10


niedziela, 19 czerwca 2016

"Panika" Lauren Olivier

Tytuł: Panika
Tytuł oryginału: Panic
Autor: Lauren Olivier
Data wydania: 2 luty 2016 rok
Liczba stron: 360

OPIS:

Wyobraź sobie senne, pogrążone w beznadziei miasteczko.
Wyobraź sobie dziewczynę, która nie wierzy, że może spotkać ją coś dobrego.
Wyobraź sobie grę, w której każdy musi podjąć śmiertelne ryzyko, by wygrać wielką nagrodę- przepustkę do lepszego życia.

 Ta gra to Panika. Nikt nie wie, kim są sędziowe, którzy wymyślają zadania i czuwają nad przebiegiem rywalizacji. Uczestnicy zostają zmuszeni do przesunięcia własnych granic, do wyjścia poza strefę bezpieczeństwa, do stawienia czoła najgłębszym lękom.
 Dziewczyna ma na imię Heather. Od zawsze pogardzała grającymi w Panikę. Ale kiedy jej chłopak odchodzi do innej, pełna wściekłości, bólu i rozpaczy zmienia swoje podejście i decyduje się przystąpić do rywalizacji.
 Nigdy nie spodziewała się, że to zrobi. Aż do tego lata.

MOJE WRAŻENIA:

    Z twórczością pani Olivier spotkałam się już wcześniej, przy czytaniu trylogii "[Delirium]" (recenzja już wkrótce) Po tą sięgnęłam głównie przez Wyzwanie Czytelnicze 2016, choć podejrzewam że i tak bym wkrótce ją przeczytała. Ale do rzeczy. Najbardziej bezsensowna rzecz, trafiła się już na początku. Jaka? Otóż wszyscy młodzi narzekają na miasteczko, że nudne, że durne itd zamiast wyjechać. Kurczę, gdybym ja miała narzekać, to wolałabym jednak zmarnować swoją energię na wyjazd, nie na narzekanie.
  Druga to sprawa policji. NIGDY przez wszystkie lata gry Panika, nie mogli znaleźć sędziów, organizatorów itd. Zawsze byli 2 kroki za wszystkim. I ostatnia rzecz której się przyczepie- to skąd oni mieli pieniądze dla zwycięzcy Paniki? Kto by dał pieniądze, na tak naprawdę, durną grę? Bo szczerze wątpię żeby uczniowie zdołali zebrać tyle pieniędzy.
Niestety, tu nic się nie wyjaśniło, a szkoda.

    Od samej książki trudno było się oderwać. Pomimo tego że książka miała prostą fabułę, ciągle trzymała w napięciu, ciągle chciałam wiedzieć co stanie się dalej. Siłą powstrzymywałam się żeby nie zajrzeć na ostatnie strony. Pojawia się tu takie coś jak w przypadku "Gry o Tron"- nie ma stricte rozdziałów, tylko jest podział na osoby.
Największym plusem jest brak podziału na kasty, obozy, dystrykty- chwała za to, bo zwariowałabym z kolejną książką tego typu. Jest trochę podobna do "Igrzysk Śmierci", ale to tylko przez to że gra jest niebezpieczna, można w niej zginąć. Ale każdy zgłasza się dobrowolnie, a nie pod przymusem, więc nie jest tak źle.
   Sami bohaterowie, nie są wykreowani na cudownych dzieciaków, bez żadnych wad. Mają te wady, jak inni, przez co można się z nimi bardziej identyfikować. W końcu też jest dużo super bohaterów, więc po co nam kolejni ;)
   Nikogo chyba nie zdziwi jeśli powiem, że od początku kibicowałam Heather. Dziewczyna miała skopane dzieciństwo- wychowywanie się wśród alkoholików, nie wpływa zbyt dobrze. Do tego ma młodszą siostrę, którą stara się opiekować i chronić przed matką.
   Jeśli chodzi o sędziów- są oni zatajeni, ale wkrótce dowiadujemy się kim jest jeden sędzia. I to też jest wielkie zaskoczenie.

Jest to idealna lektura na wakacje, potrafi sprawić że wsiąknie się w nią na kilka godzin.  A to jest chyba najważniejsze;)

OCENA: 9/10

poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Wiedźma. Prawdziwa historia Złej Królowej"

Tytuł: Wiedźma. Prawdziwa historia złej królowej.
Data wydania: 8 październik 2014
Liczba stron: 272
Kategoria: literatura młodzieżowa

OPIS:  

 Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?

 Wydaje się, że doskonale znamy historię Królewny Śnieżki i Złej Królowej. Królewna oczarowała wszystkich mieszkańców królestwa, poza jedną osobą... swoją macochą. Zazdrosna o urodę Śnieżki, zła władczyni okrutnie i bezwzględnie traktowała niewinną dziewczynę.

 Nikt jednak do tej pory nie opowiedział historii Królowej. Czemu piękna niegdyś władczyni stała się złą wiedźmą? Jak się zrodziła nienawiść do Śnieżki? Czy zawsze Królowa była zazdrosna o urodę Królewny? Skąd wzięło się magiczne lustro Na te i wiele innych pytań, odpowiedzi znajdziecie w tej książce.

źródło opisu: dreammusic.pl
źródło okładki dreammusic.pl


MOJE WRAŻENIA: 

    W każdym filmie czy książce mamy dobry i zły charakter. I jak dobrego się nie czepiamy, tak zły jest zły i nikt go nie lubi. Jednak mnie zawsze ciekawiło czemu zły charakter jest zły. Czy od początku był zły, czy coś się stało i był zły. Jasne, nie lubiłam złych ludzi. Ale jednak zawsze miałam nadzieję, że może da się ich zmienić.
   W przypadku książki "Wiedźma. Prawdziwa historia Złej Królowej", mamy opowiedzianą historię Królowej z bajki... "Królewna Śnieżka" Oprócz tej książki mamy jeszcze dwie: "Bestia. Prawdziwa historia księcia" z bajki "Piękna i Bestia" oraz "Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny" z bajki "Śpiąca Królewna." Jednej i drugiej jeszcze nie czytałam, ale może kiedyś się uda.

Teraz wracając do książki "Wiedźma. Prawdziwa historia Złej Królowej."

Historię Królewny Śnieżki zna każdy- Zła Macocha każe Łowcy iść ją zabić, ale ten tego nie robi tylko mówi jej żeby uciekła. Ta znajduje nocleg i pomoc u 7 krasnoludków, ale Zła Królowa ją odnalazła i truje jabłkiem. Jednak w porę przyjeżdża książę i ją całuje. Zaś Królową spotyka sprawiedliwy koniec

   Zaś jak to wygląda ze strony Królowej? Czy ten koniec jest rzeczywiście sprawiedliwy?  Historia pokazuje jej ciężkie dzieciństwo. Jej mama zmarła przy porodzie, i ojciec przez całe życie mówił jej że jest brzydka, że przez nią zmarła mama, i gdyby mógł cofnąć czas to zrobiłby to. Wolałby mieć żywą żonę, niż córkę z której nie ma nic. Przez to wzięła się jej obsesja związana z urodą.
  Nie wyobrażam sobie jak można mówić coś takiego własnemu dziecku. Gdy wychodzi za Króla, stara się żeby Śnieżka znała swoją mamę. Dostała od Króla wszystkie listy, opisy które czytała, a potem opowiadała Śnieżce. Starała się, i była dobrą macochą.
  Dopiero gdy Król ginie na polu walki zmienia się. Popada w depresję, i z niej nie wychodzi. Zmienia się we wszystkim znaną Złą Królową.
         Jednak czasami ma przebłyski że źle robi. Pod sam koniec, gdy może uciec do lasu lub nad urwisko, wie że nie ma ucieczki. Że źle robiła, że własna głupota ją zaślepiła.
    W książce dowiadujemy się też kim był Łowca dla Króla, skąd pojawiło się lustro, kto źle wpłynął na Królową. Dowiemy się też że Śnieżka nie spotkała pierwszy raz księcia, gdy ten ją pocałował, tylko znacznie wcześniej się z nim spotykała.

Fakt, jest to książka bajkowa. Można pomyśleć co taki stary koń jak ja, czyta bajki. Ale czasem warto się rozluźnić i nie czytać czegoś poważnego. Warto wrócić do czasów dzieciństwa, i dowiedzieć się, że zły charakter nie zawsze jest zły. A przynajmniej nie był od początku zły.

 OCENA: 9/10

niedziela, 12 czerwca 2016

"Gra o Tron" George R.R. Martin


Tytuł: Gra o Tron
Tytuł oryginalny: A Game of Thrones
Autor: George R.R. Martin
Ilość stron: 844
Data wydania: 12 kwietnia 2011
Kategoria: fantastyka

OPIS: 


    W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie.
    Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam.
    Tron objął Robert- najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.


MOJE WRAŻENIA:

    Niech żyje mój opóźniony zapłon. Wszyscy gadają o "Grze o Tron", ale ja oczywiście dopiero przeczytałam pierwszy tom. Choć bardziej by pasowało tomiszcze, bo książka jest naprawdę gruba.

    Zacznę może od tego, że pomimo dużej ilości bohaterów, nie przyzwyczajajcie się do nich. Jest duża, a nawet spora, szansa że dany bohater umrze. Martin pobił wszelkie rekordy zabijania połowy ludzkości w swoich książkach. Aż boje się co będzie w kolejnych.
   I przez dużą ilość bohaterów, na początku trudno połapać się kto jest kim. Sama miałam z tym problem, i przez dłuższy okres czasu musiałam wracać do poprzednich stron. Jednak jak już oswoi się z bohaterami to idzie z górki.
   Plusem jest to, że przed każdym "rozdziałem" wiemy z czyjego punktu widzenia będzie opowiadana. Nie ma monotonii, że przez 1/4 książki opowiada jedna osoba, tylko to się zmienia. Raz jest Ayra, raz Daenerys, zaś potem jest któryś z Starków (kolejność przypadkowa).

   Jednak przy książce trzeba się trochę skupić. Nie można czytać jej "po łebkach" bo się zgubi wątek, dlatego myślę że na wakacje/urlopy nadaje się najbardziej.
  Sama historia wciąga jak wir. Pomimo tego że książka ma ponad 800 stron, nie wiem kiedy to przeczytałam. Język Martina jest przystępny, łatwo się czyta i po przyswojeniu bohaterów czyta się szybko. Jak tylko będe miała okazję, przeczytam kolejne tomy ;) Przy okazji oglądając serial, który mam nadzieję że wkrótce zacznę oglądać ;)

  I mówcie co chcecie, ale śmierć Khala Drogo była chyba najgłupszą śmiercią w książce. Facet przetrwał tyle walk, a zmarł przez głupie zranienie <wiem,  spoiler, ale lubiłam gościa>

OCENA: 10/10


Źródło opisu: zysk.com.pl
Źródło okładki: zysk.com.pl

sobota, 11 czerwca 2016

"Wata cukrowa" Jacqueline Wilson

Tytuł: Wata Cukrowa
Tytuł oryginału: Candyfloss
Autor: Jacqueline Wilson
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
Liczba stron: 320

OPIS: 

    Mama Flossie Barnes wyszła ponownie za mąż i jest teraz ogromnie szczęśliwa. Natomiast dobiegający 40-stki tata wciąż nie pozbierał się po rozwodzie. Pogrążony w depresji, otyły i walczący z długami upadającej kafejki, stał się swoim największym wrogiem. Kiedy mama z ojczymem wyjeżdżają na pół roku do Australii, Flossie udaje się przekonać matkę, by pozwoliła jej na ten czas zamieszkać z kochającym, choć zupełnie nieporadnym ojcem. Jej życie zmienia się radykalnie wraz z nowymi zmartwieniami i niegasnącą nadzieją na przywrócenie taty do normalnego życia.
     Flossie przeżywa z ojcem perypetnie i dramaty związane z poważnymi problemami finansowymi, traci swoich fałszywych przyjaciół, ale zyskuje sympatię Susan, i zdobywa ważną lekcję o życiu.

MOJE WRAŻENIA:

     Jacqueline Wilson jest jedną z moich ulubionych pisarek. I choć pisze książki nakierowane bardziej na młodszych czytelników, to myślę że każdy powinien je przeczytać. Dlaczego? Bo Wilson pisze o problemach dzieci, to jak one to widzą.
    W przypadku "Waty Cukrowej" mamy Floss, dziewczynkę której rodzice się rozwiedli. Mama ułożyła sobie życie i to z nią mieszka Floss. Zaś tata, to taka "życiowa niedojda." Ma niesamowite długi, przez długi czas udaje że wszystko jest w porządku, zamiast przyznać się do porażki. Kocha Floss, stara się żeby miała "normalne" życie, na poziomie, jednak jak to się mówi "Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane"
    Zaś Floss, jak to nastolatka, ma swoje problemy, próbuje być dobra dla wszystkich i sama chciałaby rozwiązać każdy problem. Kocha zarówno mamę jak i tatę, dlatego gdy pojawia się możliwość wyjechania do Australii, tak długo się zastanawia z kim zostać.
    Przyznam że w niektórych momentach uśmiechałam się pod nosem, czasami miałam łezkę w oku, bo żal mi było bohaterów.

     I choć książka może wydawać się dziecinna, to tak jak pisałam wyżej- jest nakierowana na młodszych czytelników. Ale to nie powinno przeszkadzać aż tak bardzo. Myślę że dzięki temu choć trochę zrozumie się dzieci, które przechodzą przez rozwód rodziców, oraz dalsze etapy.
Plusem jest to, że książka pisana jest z punktu widzenia Floss, a nie w 3 osobie.

OCENA: 10/10

wtorek, 7 czerwca 2016

"Intruz" Stephenie Meyer

Tytuł: "Intruz"
Tytuł oryginalny: "The Host"
Autor: Stephenie Myer
Kategoria: literatura piękna
Gatunek: Sciene Fiction
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania Polskiego: 2008

OPIS:

Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała, w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów...

MOJA OPINIA: 

    Do książki "Intruz" Stephenie Myer podchodziłam jak przysłowiowy "pies do jeża". W końcu książka "Życie i Śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo", była totalną kpiną, więc czego można się spodziewać?
   Jednakże skoro książkę mam, to wypadałoby przeczytać. Więc przeczytałam i przyznam że jestem zaskoczona. Spodziewałam się czegoś w stylu "Zmierzch" a jest zupełnie coś innego. Wątek miłosny pojawia się, jednak nie jest on taki normalny. W końcu jest jedna osoba, a dwie dusze. I jedna z nich nie pochodzi z Ziemi.
  Osobiście Wagabundę polubiłam od razu. Jest naprawdę wzorcową duszą, i reszta powinna brać z niej przykład. Jest dobra, odważna, jak się okazuje potrafi kochać. I dzięki niej tak naprawdę, okazało się że nie wszystkie dusze są złe. Łowczyni- no cóż, to taki przykład "jak być złą", dzięki której wszystkie dusze były złe.
   Historia też jest fajna, i pomimo tego że książka jest naprawdę wielka i gruba, nie odczuwa się tego. Szybko się czyta, choć momentami akcja nieco gaśnie. Najtrudniej było mi przebrnąć przez początek książki. Był nieco pokręcony, ale potem dałam jakoś radę.
   Czy coś mi się nie podobało? To że gdy złapali Łowczyni, to traktowali ją lepiej niż Wandę. Mówili na nią od razu "Ona" nie "ono", nie udawali że jej nie ma w pomieszczeniu, nie chcieli jej zabić od razu, choć wiedzieli że jest zła. A Wandę, no od razu zamach robili, mówili na nią "ono", nie słuchali jej. Ja wiem że poprawili się, bo zobaczyli jaka Wanda jest, ale mnie to tak samo bolało jak ją.

Nie spotkałam się też, z taką inwazją jak w tej książce. Zazwyczaj obcy chcieli całkowicie wytępić mieszkańców Ziemi, a tymczasem tu chcieli żeby ludzkość została. No tylko że weszli w ich ciała, to mały pikuś. Ale chcieli mieć idealną harmonię.

OCENA: 9/10

piątek, 27 maja 2016

"Potterowa myślodsiewnia. Tajemnice świata magii Harry'ego Pottera" Karen Farrington i Lewis Constable


OPIS: Czytając tę książkę czytelnik zaspokoi ciekawość związaną z legendami i faktami Potterowskiego świata, które łączą go z naszym mugolskim życiem.

MOJE WRAŻENIA: 

Jestem wielką fanką Harry'ego Pottera. Przeczytałam książki więcej razy, niż jest odcinków "Mody na Sukces" ;p Ostatnimi czasy kupowałam książki "dodatkowe", o Harry'm i taką też jest "Potterowa Myślodsiewnia" Karren Farrington i Lewis'a Constabla. Kupiłam ją za całe 4 zł, w jakimś punkcie z tanimi książkami. Jej normalna cena to 19,90.

Przeczytałam i się załamałam. Już uprzedzam że książki nie warto kupować. Głównie przez błędy merytoryczne. Książka ma zaledwie 190 stron, a ma co najmniej 5 błędów, od których można się załamać.

   Najprostszy przykład: Jest tam porównanie do książki "Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa". Jak wygląda jedno z zdań streszczenia?

"Pan Bóbr mówi im, żeby uratowali Aslana, którego Biała Czarownica zamieniła w kamień"

Potem jest najgorszy możliwy scenariusz: Dzieci zostałyby zamienione w kamień, nie uratowałyby Aslana i cała Narnia poszłaby w zapomnienie.

  Moja reakcja: całkowite WTF????!!!! KAŻDY kto czytał/ oglądał "Opowieści" wie że Czarownica nie MOŻE zamienić Aslana w kamień. Jest on zbyt potężny jak dla niej. Fakt, Aslan i Czarownica spotkali się przy Kamiennym Stole, ale to było gdy Aslan poświęcił się dla Edmunda. Nie było tam nic o zmienianiu.

   Kolejny przykładowy błąd: nie wiadomo co Dudley zrobił z ogonkiem świni, i czy ma go nadal. Pal licho że jakieś 2 rozdziały później Vernon mówi Harry'emu że jadą do szpitala usunąć ogon.

Nie będę mówić o każdym z błędów, bo nie o to chodzi. Te dwa błędy pierwsze przyszły mi na myśl.
   Książka jest niezwykle chaotyczna, raz czytamy o słodyczach a nagle o polowaniach na czarownice. Mam wrażenie że autorzy korzystali z internetu, nie czytając książek. I tylko wklejali jak bądź informacje. Dziwie się że nikt tego nie sprawdzał, nie poprawiał, tylko ot tak dali do drukowania. Co najlepsze, bo Polski tłumacz dawał przypisy przy błędach. Serio, spaliłabym się ze wstydu, gdyby tłumacze poprawiali moją książkę.
   Z samej książki nie dowiadujemy się wiele, poza to co jest w książkach. Lepiej już te 7 książek przeczytać, niż tą jedną.

Opis niektórych postaci też jest "genialny"- mamy przykładowo Emme Dobbs. Jak jest opisana:
Emma Dobbs- Uczennica Hogwartu. Ludzie, litości. Jak już coś opisujecie, to starajcie się więcej o postaci napisać. A jak nie ma więcej to nic nie piszcie. Bo taki opis, to nie jest opis, tylko wzmianka.

Jedynym plusem jest rozdział o polowaniach na czarownice. Ale jeden plus przy tak wielu minusach gdzieś ginie.

PODSUMOWANIE:  Książki nie warto kupować. Ci którzy czytali/ oglądali Harry'ego nic nowego się nie dowiedzą. Zaś Ci co nie czytali, chcąc się pochwalić, mogą wyjść na idiotę.

Ocena: 1/10 (plus za rozdział o polowaniach)

piątek, 6 maja 2016

"Pamiętnik" Nicholas Sparks

Tytuł: "Pamiętnik"
Tytuł oryginału: "The Notebook"
Autor: Nicholas Sparks
Ilość stron: 256
Kategoria: Powieść romantyczna
Rok pierwszego polskiego wydania: 1997

OPIS:

    W starym, wytartym notatniku kryje się kronika pewnej miłości, która rozkwitła po zakończeniu II wojny światowej gdzieś w Karolinie Północnej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki starej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzheimera. Dzięki sile uczucia przeżywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie, kiedy w 1932 roku po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson- ich potajemne spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy zniknęła z jego życia na czternaście lat...



MOJE WRAŻENIA: 

    Po książki tego typu, sięgam naprawdę rzadko. Tą przeczytałam tylko dlatego, że dostałam ją na urodziny. Co nie znaczy że nazwisko Sparks jest mi obce- oczywiście je znam. Zachwalane jest wszędzie. Tylko gdy sięgnęłam po książkę poczułam lekki niedosyt.

   Książka ta opowiada historię dwójki osób- Allie i Noaha. Poznają się oni na wakacjach, zostają parą, po czym Allie wyjeżdża wraz z rodziną. Rodzice Allie, w szczególności mama, twierdzą że Noah to za niskie progi dla ich córki. Po 14 latach, Allie widzi zdjęcie Noaha w gazecie, i pod byle pretekstem jedzie by się z nim spotkać. Nie zapominajmy również o tym że Allie ma narzeczonego, którego jej rodzice akceptują.

    Przyznam że najbardziej wkurzył mnie narzeczony Allie- przyjechał do niej, po czym tak naprawdę w ogóle o nią nie walczył. Zapytał tylko czy kocha Noaha, i tyle. Zero jakiegokolwiek zaangażowania, że może skoro są narzeczeństwem to może warto walczyć.
Kolejną rzeczą jest nagła zmiana mamy. Jak nie akceptowała Noaha, tak nagle stwierdziła że mogą być razem. Nie wierzę w takie zmiany- człowiek potrzebuje czasu, a nie z dnia na dzień się zmienić.

  Jednak co mi się podobało. Fakt że rzeczywiście się kochali, pomimo tego że 14 lat się nie widzieli, pozostali sobie wierni. I ten moment kiedy Noah zawsze wieczorem czyta ten pamiętnik Allie. Tylko on ma nadzieję że Allie wyjdzie z choroby. Plusem książki też jest to że miłość nie jest aż tak nachalna.

Książka ma swoje minusy, brakowało mi pod koniec rozdziału, dwóch. Jednak warto ją przeczytać ;)

OCENA: 7/10

poniedziałek, 2 maja 2016

"Dary Anioła. Miasto kości" Cassandra Clare

Cykl: Dary Anioła
Tytuł: Miasto kości
Ilość stron: 512
Data wydania: 28 sierpnia 2013
Autor: Cassandra Clare
Kategoria: fantastyka
Tytuł oryginału: City of Bones

OPIS:

 Tysiąca lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela.

      Ich zadaniem jest chronić nasz świat, przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swojej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich.

        Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine'a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine'a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...



MOJE WRAŻENIA:

     Jeśli myślisz że wiesz jak skończy się ta książka, to wiedz że jesteś w błędzie. W tej książce jedno jest pewne: Clary i Jace znajdą Kielich. I tylko to. W samej książce jest mnóstwo zwrotów akcji, nigdy nie wiedziałam co się stanie. A jak myślałam że wiem, to nagle stawało się inaczej.

    Wszystko zaczyna się gdy 16-letnia Clary idzie z Simonem do Pandemonium. Tam Clary widzi Jace, który zabija chłopaka- który jak się potem okazuje był demonem. Jest tylko jeden problem-  tylko Clary widzi Jace.
 
    Okazuje się że jej życie nie było takim jakim myślała. Jej mama była ukrywającym się Nocnym Łowcą, ona sama zaczyna widzieć mieszkańców podziemnego świata (wcześniej nie widziała dzięki zaklęciu, rzucanym co jakiś czas). I najważniejsze musi znaleźć Kielich przed Valentine'm. Ma do pomocy Jace i Simona.

Książka jest bardzo dobrze napisana, szybko się ją czyta. Wielkim plusem jest to że nie wiadomo co się stanie. A samo zakończenie jest tak zaskakujące, jak tylko zaskakujące być może.

Warto po nią sięgnąć, bo nie jest napisana schematycznie. Wiadomo, znajdą Kielich. Ale czy Kielich trafi tam gdzie powinien? I czy Clary będzie z Jace'm?

OCENA: 10/10


   

 

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Rywalki" Kierra Cass

Tytuł: "Rywalki"
Tytuł orginału: "Selection"
Data wydania: 5 lutego 2014
Autor: Kierra Cass
Ilość stron: 336
Wydawnictwo:  Jaguar


OPIS:

     Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów.
          Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer. Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania się z Aspenem- jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu po koronę, której wcale nie pragnie.
        Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zdawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie, o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nie chciała sobie wyobrazić...


MOJE WRAŻENIA:

     Na książkę skusiłam się z powodu okładki. Serio, jestem okropną sroką okładkową, a ta jest naprawdę piękna. Do tego trafiła się w śmiesznej cenie- coś koło 2-3 zł. Tak, chodzenie do Empiku Outlet w końcu się opłaciło.

     Po przeczytaniu 20 kartek, miałam ochotę wywalić książkę za okno. Nie rozumiem, czemu pisarze uparli się żeby w każdej książce dać jakiś obóz/dystrykt/kastę/jakiś inny podział społeczeństwa. Niedobrze mi się robi już od tego.  No ale cóż, trzeba to przeboleć.
    W przypadku "Rywalek" są to kasty- im większy numer tym większa bieda. Najlepiej mają 1,2,3 a od 4 zaczyna się coraz gorzej. Tłumaczy to czemu wszystkie, tak bardzo chcą zostać przyszłymi królowymi. Wszystkim zależy na koronie i na tym że nie będą musiały głodować. Nie na księciu- tylko na koronie.

    Jedynie America nie chce tam jechać. Namówiona przez matkę i chłopaka zgłasza się do castingu, tylko dla spokoju. Jednak chłopak z nią zrywa, America kwalifikuje się do Eliminacji i wyjeżdża do zamku. Tam okazuje się że książę nie jest taki zły, jak się jej wydawało. Jednak po jakimś czasie okazuje się że gwardzistą został Aspen, były chłopak Ami, który nagle okazało się że jednak ją kocha.

     Sama książka, jest przewidująca.  Ale żeby nie było nudno, pani Cass wprowadziła rebeliantów. Tylko jest jeden minus. Prawie wogóle ich nie ma. Na całą książkę pojawiają się dwa razy, a ich ataki (rzucanie kamieniami) zajmują może 1,5 strony łącznie.
      Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej polubiłam Americe i Marlee. America jest uparta, potrafi dotrzeć do tego co chce,

Maxon- zachowuje się jakby do swojego królestwa przybył pierwszy raz. Nie wie nic o biedzie, głodzie, myśli że Ami sobie żartuje. Ale pomimo to stara się, szybko się uczy i potrafi podejmować dobre decyzje.

Osoba która  mnie najbardziej irytowała to Aspen. Serio, obrzydliwa dworska gnida. Po 2 latach bycia z Ami, zrywa z nią, bo przypomina sobie że ona jest w kaście wyżej, przez co nie będą mogli wziąć ślubu.  Pojawia się na zamku i NAGLE okazuje się że jednak kocha Ami. Chce żeby do siebie wrócili i udaje że wcale z nią nie zerwał.  So f*ck logic.

I to zakończenie książki- takie nijakie. Nagle się kończy i trzeba rozglądać się za kolejnymi częściami.
Jednak jest to lekka lektura, w sam raz na jeden dzień lenistwa. Nie należy spodziewać się nie wiadomo czego, lecz w końcu jest coś innego. W końcu która dziewczyna nie chciałaby zostać księżniczką?

Ocena: 6/10 
 

czwartek, 17 marca 2016

"Zbaw nas od złego" Ralph Sarchie


OPIS: 

Książka oparta na faktach - prawdziwa relacja nowojorskiego policjanta.


Autor książki, Ralph Sarchie, jest weteranem nowojorskiej policji. Pracuje na 46. posterunku w południowym Bronxie. Walczy na co dzień z najbardziej brutalnymi przestępcami, czasem nie przebierając w środkach. Zbrodnie popełniane przez ludzi nazywa jednak tylko „złem wtórnym”. Według niego istnieje też „zło pierwotne”.

Po godzinach pracy policyjnej zajmuje się inną służbą – bada przypadki opętań i asystuje przy egzorcyzmach katolickiego księdza oraz współpracuje z małżeństwem Warrenów, demonologami znanymi z filmu Obecność. Z biegiem czasu staje się świadkiem straszliwych zbrodni i nieludzkiego zła, którego nikt nie jest w stanie wyjaśnić czy zrozumieć, opierając się na racjonalnych przesłankach. Sarchie staje oko w oko ze światem demonicznym, który dokumentuje i opisuje, rzucając nowe światło na to, co mroczne i niewytłumaczalne.
Autor zabiera nas w podróż do najniższych kręgów piekieł. Odsłania makabryczne szczegóły mrocznych rytuałów, opowiada historię młodej niewinnej dziewczyny opanowanej przez demona, czy też domu rzekomo nawiedzonego przez ducha zamordowanej w XIX w. panny młodej, oraz wielu innych mrożących krew w żyłach przypadków działania mocy zła.

We wspomnieniach Ralpha Sarchiego możemy obserwować przerażające spotkanie zbrodni popełnianych przez ludzi ze światem nadnaturalnego zła, w którego istnienie często nie wierzymy, a które mimo to wpływa na nasze życie.


MOJA OPINIA: 


   Rzadko się zdarza, żebym miała gęsią skórkę w trakcie czytania czy też po przeczytaniu książki. Do tej pory była tylko jedna książka: "Medaliony" Zofii Nałkowskiej.  "Zbaw nas od złego" jest drugą. 
    Przyznam że na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona na tą książkę. Głównie przez zdanie "Historia oparta na faktach." W większości
     Książki zazwyczaj czytam wieczorami, i tak było też tym razem. Lecz szybko zmieniłam zdanie i zaczęłam czytać w dzień. W nocy tak się bałam, że nie mogłam zasnąć. "Zbaw nas od złego" to nic innego jak wspomnienia z egzorcyzmów, przypadków opętań. Podziwiam Sarchie'go za wewnętrzną siłę, za to że się nie poddał, nie załamał tylko pracował dalej. Ja przy pierwszym ataku demona, zwiałabym gdzie pieprz rośnie. 
   Pomimo tego że jest to książka opowiadająca o egzorcyzmach, często jest tam o religii, Sarchie nikogo nie nawraca na siłę. Nie poucza, nie upomina, bo jak sam twierdzi święty nie jest. Sam mówi że jeśli kogoś nawróci to dobrze, jeśli nie to szkoda, ale chce żebyśmy zaakceptowali fakt że demony, diabły istnieją naprawdę. I nie jest  to wymysł nie wiadomo kogo.
   Plusem jest też to że historie są opowiedziane przez zwykłego człowieka. Nie ma tam żadnych filozoficznych tekstów czy też pisanych naukowym językiem. Są to fakty napisane tak by każdy mógł to czytać. Szczerze, nie lubię książek pisanych naukowym językiem- zazwyczaj od razu usypiam ;p 

    Jedynie czego mogę się przyczepić to fakt, że miałam czasami wrażenie że czytam to samo. W kilku rozdziałach jest odwołanie do wcześniejszych rozdziałów, albo krótkie streszczenie. Nie było to fajne, mogło by się obyć bez tego ale jest i tyle. 


  Myślę że książka jest warta uwagi, zerknięcia choćby na jeden czy dwa rozdziały. Na koniec powiem że film i książka nie są podobne. Film różni się i to więcej niż trochę od książki, żeby was nie myliło. 



OCENA:  9/10

środa, 9 marca 2016

"Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo" Stephenie Meyer


Tytuł: "Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo"
Data wydania: 3 luty 2016
Liczba stron: 792

OPIS: 

Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Efythe Cullen jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej do niej się zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest już za późno żeby się wycofać...

Z okazji 10. rocznicy wydania "Zmierzchu" Stephenie Myer stworzyła "Życie i Śmierć"- zupełnie  nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść.

Moja opinia: 

  Na początku zaznaczę że serię "Zmierzch" przeczytałam. Posiadam ją nawet w domu. Nie jestem wielką fanką tej serii, nie piszczę jak nastolatka gdy zobaczę Edwarda. Po prostu toleruję fakt że ktoś to lubi. Najbardziej z całej serii wnerwiało mnie to, że wampiry mienią się jak kule dyskotekowe a nie spalają się, jak na wampiry przystaje. Ale wracając do nowej książki Pani Myer.
   Szczerze składam jej gratulacje i pochwały za "napisanie" tej książki. Naprawdę wysiliła się, napracowała, jak żaden pisarz. Miała całe 10 lat żeby napisać książkę. Całe 10 lat żeby zrobić coś zupełnie nowego. Ale nie, bo po co? Lepiej przepisać "Zmierzch", zamieniając jedynie postacie damskie na męskie i męskie na damskie. I problem z głowy. Tak oto zamiast ciamajdy Belli mamy ciamajdę Beau, którego ratuje nie Edward a Edythe.
    Ja wiem że Pani Myer napisała jeszcze "Intruza". Jak nic teraz trzeba czekać jak napisze go ponownie, zmieniając tylko główną bohaterkę na faceta.

  Serio ja się spodziewałam wszystkiego, ale nie tego. Nie rozumiem jak można zrobić coś tak ewidentnie dla kasy. Przez niemalże CAŁĄ książkę, dzieje się to samo co w "Zmierzchu". Są drobne różnice, ale naprawdę tak małe że niezauważalne. I tak jak w przypadku Belli, jej ciągłe potykanie jest ok, bo jest kobietą, tak w przypadku Beau są śmieszne. Bo litości, jak to wygląda że dziewczyna ciągle ratuje chłopaka? Idiotycznie.
  Z całej książki jedynie koniec jest inny. Czy lepszy? Sama nie wiem. Zresztą sama końcówka nie uratuje bezsensowności książki. Nie będę oszukiwać, jeśli czytaliście "Zmierzch" nic nie stracicie jeśli przeczytacie sam koniec.

   Tak więc ta "książka" bardzo mnie rozczarowała. Z tego co patrzyłam na portal lubimyczytac.pl większość osób myśli tak samo. Dużo osób też żałuje wydanych pieniędzy bo spodziewali się czegoś innego. No cóż... Ja wiedziałam że rewelacji nie będzie. Ale że aż taka tragedia, to nawet ja się nie spodziewałam.

Dlaczego nie doliczyłam jej do książek przeczytanych w tym roku? Bo czytałam ją parę lat temu. I dla mnie jest to nadal ta sama książka, historia i wartość.

OCENA: 2/10 (za samą końcówkę, choć i tak mam wrażenie że za wysoko oceniłam)



środa, 16 września 2015

"Medaliony" Zofia Nałkowska

"Historia świata obfituje w wydarzenia wzniosłe i piękne, jak również w takie, o których wszyscy chcielibyśmy zapomnieć, wypełniające najczarniejsze karty historii. To właśnie literatura jest nośnikiem prawdy, nie pozwala zapomnieć o niechcianej i niewygodnej rzeczywistości.

Medaliony to miniatury prozatorskie, przekazujące wstrząsające fakty z czasów II wojny światowej. W oszczędny sposób ale nie przebierając w słowach Nałkowska opowiada ustami ofiar, świadków, pokrzywdzonych, ocalonych o historii, która niestety się wydarzyła. To światowej wagi świadectwo ludzkiej krzywdy nikogo nie pozostawi obojętnym"







      Są momenty, kiedy człowiek stwierdza że jednak napisze o czymś innym niż chciał wcześniej. Moment kiedy zdaje sobie sprawę jak kruche jest życie ludzkie. I jakim potworem potrafi być nieraz człowiek.

     Miałam tyle planów na posty, chciałam napisać coś innego. Ale cały czas w głowie siedziała mi ta książka. Cały czas słyszałam: „Napisz o niej, napisz, może ktoś to przeczyta.” Wiec pisze, i mam nadzieję ze nie uciekniecie ode mnie. Bo pierwsza recenzja książki i akurat taka. Ale wiem, ze dopóki jej nie opisze, nie będę mogła napisać nic innego.


   Z książką Zofii Nałkowskiej pt. „Medaliony” spotkałam się dopiero w 4 klasie technikum. Przyznam że wtedy jej nie przeczytałam, nie było jej w bibliotece, i musiałam ratować się opracowaniem. Ale w końcu postanowiłam ją przeczytać.  

Książka jest zbiorem 8 opowiadań, z czasów II wojny światowej. Zofia Nałkowska pracowała w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. I właśnie dzięki temu powstała ta książka-  opisała losy ludzi, którzy przeżyli prześladowania hitlerowskie. Jest to najwcześniej pisane świadectwo, bo pisane już w 1945 roku, a więc tuż po odzyskaniu niepodległości.
Zabierając się za tą książkę, nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam że się nie rozkleję od razu. No w końcu fanka horrorów, oglądało się to i owo (z naciskiem na serie „Piła” czy „Hostel”) więc jestem uodporniona.  Tak myślałam… Bo prawda była nieco inna.
       Czytając to, musiałam co chwilę odkładać książkę. Zastanawiałam się, jak człowiek może człowiekowi coś takiego zrobić. W moich oczach, co chwilę pojawiały się łzy.
Każde opowiadanie, pokazywało mi jak Ci ludzie cierpieli. Gdy byli zamykani, często niesprawiedliwie, potrafili jeść ciała zmarłych.
Oprawcy byli wyprani z uczuć, empatii.

Książka nie jest napisana jak dokument- suche fakty, których człowiek w 99% nie zapamięta, w których zapamięta tylko niewiele.
Jest napisana tak, by dotarła do wszystkich- jako wspomnienia ludzi. 

Najbardziej zapamiętałam taki krótki dialog z opowiadania pierwszego czyli „Profesor Spanner”
„ I ktoś zapytał wreszcie:
- Czy nikt wam nie powiedział, że robienie mydła z tłuszczu ludzkiego jest przestępstwem?
  Odparł z zupełną szczerością:
- Tego mi nikt nie powiedział”
Nigdy nie zrozumiem, jak trzeba być wypranym z uczuć, emocji i w ogóle wszystkiego żeby nie wiedzieć tak oczywistej rzeczy. Jak można robić mydło z ludzi i nie widzieć w tym nic złego. Ot, normalna rzecz dla nich.


       Powinnam napisać że książka jest bardzo dobra czy rewelacyjna. Powinnam dać ocenę. Ale nie zrobię tego.  Ta  tematyka nie należy do przyjemnych, jest przepełniona bólem i cierpieniem.

Jednak przeczytajcie, pomimo tego.  Bo warto, choć w minimalnym stopniu uświadomić sobie okrucieństwa II wojny światowej.