Tytuł: I boje się snówAutor: Wanda Połtawska
Liczba stron: 206
OPIS:
Wspomnienia autorki z obozu koncentracyjnego w Ravensbruck, gdzie
była więziona w latach 1941-1945. Książka zawiera opisy bestialskich
eksperymentów medycznych, którym poddawane były młode więźniarki, w tym także
autorka. Wśród doświadczeń poniżenia, pogardy i wrogości wspomina niosące
nadzieje przejawy solidarności i serdeczności, które pomogły w zachowaniu
człowieczeństwa w tak nieludzkich warunkach. Nowe wydanie zostało uzupełnione o
zapiski autorki z 1945, a
odnalezione w 2008 roku. Wanda Połtawska- doktor medycyny, zdobyła drugą
specjalizację w dziedzinie psychiatrii. Jej działalność, zarówno zawodową, jak
i społeczną, określa światopogląd chrześcijański, pełen miłości, akceptacji i szacunku dla drugiego człowieka. Kieruje
Instytutem Teologii Rodziny przy PAT w Krakowie; członek Papieskiej Rady
Rodziny oraz Papieskiej Akademii „Pro Vita”
MOJE WRAŻENIA:
1 wrzesień, to nie tylko data rozpoczęcia szkoły. To również data rozpoczęcia II wojny światowej. Nie będę powtarzać tego, co pisałam w tamtym roku (gdyby ktoś nie czytał zapraszam: klik), bo to nie ma sensu. Dziś chciałabym zrecenzować książkę "I boję się snów" Wandy Połtawskiej.
Sięgnęłam po nią, bo ciocia ją przywiozła. Stwierdziłam, że w sumie co szkodzi przeczytać.
I czytałam ją ze ściśniętym gardłem. Zaczyna się od przesłuchania, potem wyjazd, obóz i próby przetrwania. Do tego eksperymenty, których nigdy nie zrozumiem. Jak można zadawać takie cierpienie ludziom? I to jeszcze przez drugiego człowieka. Nie pojmę tego nigdy. Nie dam rady. Trudno też uwierzyć, że Ci co zadawali cierpienie nie mieli żadnych wyrzutów sumienia. Niektórzy, fakt mieli czasami przebłyski człowieczeństwa. Ale reszta? Co nimi kierowało?
Przyznam że książka zrobiła na mnie dość spore wrażenie. Książka pokazuje dosłownie, że obóz to nie był plac zabaw. Że nie było, tak jak to głosili, "tylko" miejsce do pracy, ale prawdziwe piekło.
I nawet jak ktoś nie lubi takiej literatury, to powinien po nią sięgnąć. Bo pokazuje czas, który nie jest oddalony o miliony lat. Nie... Pokazuje coś co nie stało się nawet 100 lat temu.
OCENA: Trudno dawać ocenę tego typu książce. Myślę że tu się obejdzie od tego. Wspomnienia są poruszające, pouczające. Dam ocenę, ale Polskiemu szkolnictwu. I to wielkie 0. Czemu? Bo tego typu książki przerabialiśmy w 4 klasie. A według mnie powinniśmy to przerabiać częściej.
Pisałam też kiedyś recenzję "Medalionów" Zofii Nałkowskiej. Gdyby ktoś nie czytał, to zapraszam, myślę że też warto się zapoznać: klik








